Fragment książki "Ciemne lustra"

Autor: Janusz Cyran

Zielesny wrócił do siebie i zamknął drzwi na klucz. Nowa gra, którą przesłał mu Fick, niepokoiła go. Jeśli zdołała opętać tak wytrawnego gracza jak Lern, to musiała być rzeczywiście niebezpieczna. Usiadł na fotelu przy oknie i włączył się w Sieć. Patrzył przez chwilę na pulsującą fioletowym światłem paczkę, po czym wszedł do gry.

Znalazł się w niewielkim pokoju, na środku którego stał niski stolik przykryty białym obrusem. Obejrzał się i za sobą zobaczył drzwi obite skórą. Na stoliku leżał pistolet. Podszedł i podniósł broń. Był to zwykły pistolet P-10 kalibru dziewięć milimetrów, czternastostrzałowy, taki, jakich używała teraz policja. Obok leżała karteczka. Nerwowy charakter pisma, rozmazana kropla niebieskiego atramentu. "Weź mnie!". Sprawdził magazynek. Był pełny. Ostra amunicja. Włożył broń do wewnętrznej kieszeni marynarki, a potem otworzył drzwi.

- Witamy pana w naszej grze - powiedziała do niego dziewczyna z olśniewającym uśmiechem na twarzy. Miała drobne, równe zęby. Siedziała za biurkiem w pokoju przypominającym sekretariat. Po jej prawej stronie były drzwi z napisem "Mu".

- Proszę, niech pan usiądzie. - Wskazała ruchem głowy krzesło przed biurkiem.

Odniósł wrażenie, że wie, kim jest i po co wszedł do gry, co na samym jej początku nie wróżyło nic dobrego i było nieprzyjemnym zaskoczeniem.

- Od kogo dowiedziała się pani, kim jestem? - zapytał, idąc za podszeptem intuicji.

Dziewczyna oblizała językiem górną wargę. Wyglądała piekielnie zmysłowo i wyzywająco.

- Od Mu. Mówił, że pan przyjdzie.

- Od Mu? A kim jest Mu?

- Nie zna pan Mu? To wspaniały człowiek. Z całą pewnością bardzo go pan polubi.

- Być może. Ale proszę mi powiedzieć, kim on jest - powiedział Zielesny.

- Och, on tu wszystkim rządzi. Wszyscy tu jesteśmy jego podwładnymi. Kochamy go - tak chyba można powiedzieć.

Zaczęła rozpinać guziki swojej bluzki. Wstała i przeciągnęła się. Zielesny patrzył z rosnącym niepokojem na jej nazbyt płynne, nienaturalne ruchy. Rzuciła bluzkę na podłogę i zaczęła zdejmować spódniczkę. Spojrzała na niego namiętnie, z wyraźnym apetytem. Było w niej coś dzikiego i zwierzęcego. Była już naga. Odrzuciła włosy do tyłu i patrząc na niego, z wyszczerzonymi zębami, zaczęła ku niemu szybko iść.

Zielesny wrócił do siebie i zamknął drzwi na klucz. Nowa gra, którą przesłał mu Fick, niepokoiła go. Jeśli zdołała opętać tak wytrawnego gracza jak Lern, to musiała być rzeczywiście niebezpieczna. Usiadł na fotelu przy oknie i włączył się w Sieć. Patrzył przez chwilę na pulsującą fioletowym światłem paczkę, po czym wszedł do gry.

Znalazł się w niewielkim pokoju, na środku którego stał niski stolik przykryty białym obrusem. Obejrzał się i za sobą zobaczył drzwi obite skórą. Na stoliku leżał pistolet. Podszedł i podniósł broń. Był to zwykły pistolet P-10 kalibru dziewięć milimetrów, czternastostrzałowy, taki, jakich używała teraz policja. Obok leżała karteczka. Nerwowy charakter pisma, rozmazana kropla niebieskiego atramentu. "Weź mnie!". Sprawdził magazynek. Był pełny. Ostra amunicja. Włożył broń do wewnętrznej kieszeni marynarki, a potem otworzył drzwi.

- Witamy pana w naszej grze - powiedziała do niego dziewczyna z olśniewającym uśmiechem na twarzy. Miała drobne, równe zęby. Siedziała za biurkiem w pokoju przypominającym sekretariat. Po jej prawej stronie były drzwi z napisem "Mu".

- Proszę, niech pan usiądzie. - Wskazała ruchem głowy krzesło przed biurkiem.

Odniósł wrażenie, że wie, kim jest i po co wszedł do gry, co na samym jej początku nie wróżyło nic dobrego i było nieprzyjemnym zaskoczeniem.

- Od kogo dowiedziała się pani, kim jestem? - zapytał, idąc za podszeptem intuicji.

Dziewczyna oblizała językiem górną wargę. Wyglądała piekielnie zmysłowo i wyzywająco.

- Od Mu. Mówił, że pan przyjdzie.

- Od Mu? A kim jest Mu?

- Nie zna pan Mu? To wspaniały człowiek. Z całą pewnością bardzo go pan polubi.

- Być może. Ale proszę mi powiedzieć, kim on jest - powiedział Zielesny.

- Och, on tu wszystkim rządzi. Wszyscy tu jesteśmy jego podwładnymi. Kochamy go - tak chyba można powiedzieć.

Zaczęła rozpinać guziki swojej bluzki. Wstała i przeciągnęła się. Zielesny patrzył z rosnącym niepokojem na jej nazbyt płynne, nienaturalne ruchy. Rzuciła bluzkę na podłogę i zaczęła zdejmować spódniczkę. Spojrzała na niego namiętnie, z wyraźnym apetytem. Było w niej coś dzikiego i zwierzęcego. Była już naga. Odrzuciła włosy do tyłu i patrząc na niego, z wyszczerzonymi zębami, zaczęła ku niemu szybko iść.

- Stój! - krzyknął Zielesny. Zerwał się z krzesła, które poleciało gdzieś na bok, zrobił krok w tył, wyszarpując jednocześnie pistolet z kieszeni. Krzyknął jeszcze raz i strzelił z odległości pół metra. Runęła na niego, zbijając go z nóg, zadziwiająco masywna, i wbiła zęby w jego prawe ramię. Upadli oboje na podłogę pokrytą czerwonym dywanem; teraz dopiero go zauważył. Złapała Zielesnego wpół i przywarła do niego. Poczuł, jak jej zęby miażdżą jego mięśnie, wrzasnął z bólu. Słyszał jej charczenie, nie mógł poruszyć prawą ręką i dlatego nie potrafił wprowadzić kodu wyjścia. Pistolet leżał pod ścianą, widział go ponad czerwienią włochatego dywanu. Podciągając się lewą ręką i wrzeszcząc, powlókł siebie i ją, chwycił broń lewą dłonią i wymierzył z bliska w jej twarz. Spojrzała w wylot lufy, jakby nie rozumiejąc, i zacisnęła jeszcze mocniej swoje potwornie wydłużone szczęki, a on miał wrażenie, że za chwilę odgryzie mu rękę. Zamknął oczy i strzelił dwukrotnie; coś mokrego i śliskiego chlasnęło mu w twarz. Czuł, że uścisk słabnie. Nie otwierając oczu, wyszedł z gry.

Siedział w fotelu, dygocząc na całym ciele. Był zlany potem. Odgłos wystrzałów ciągle huczał mu w uszach. Uspokój się, myślał, to takie prymitywne chwyty. Atawistyczny lęk przed kobietą. Seks i okrucieństwo. Podniecenie i przerażenie. Szereg drzwi, które kryją za sobą kolejne niespodzianki. Być może gra nie jest wcale aż tak niebezpieczna, skoro jej autorzy odwołują się do takich niewybrednych chwytów. Wyciągnął z kieszeni chusteczkę i wytarł pot z czoła. Miał nieokreślone poczucie winy.

To tylko mój zawód, badanie gier. Próbuję robić to, co należy, pomyślał. To jedyny sens życia.

Ciemne lustra

Autor: Janusz Cyran
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 2006
Seria wydawnicza: Tryby fantazji
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-60505-18-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus