Lalande 21185

okładka
Autor: Janusz A. Zajdel
Okładka: Teresa Wilbik
Ilustrator: Teresa Wilbik

Spis treści:

  1. W którym zapadają ważne decyzje, a cel wyprawy zaczyna rysować się nader wyraźnie
  2. O automatach, intuicji i stąpaniu po piasku
  3. W którym Orfa demonstruje swoje możliwości, a automaty – swoje
  4. W którym powstaje pytanie, czy boloty żywią się automatami
  5. Kto żywi się bolotami oraz jak daleko można zajechać mimo woli
  6. W którym jest mowa o upodobaniach kulinarnych istot pozaziemskich oraz o tym, jak się otwiera zamknięte drzwi
  7. O dwóch czarnych brodach, zbyt niskich drzwiach i o przygotowaniach do wyprawy na Florę
  8. O prawie Archimedesa, obyczajach Florytów i o tym, co błyszczało z dala
  9. O potędze matematyki, złodziejach i niezbyt odważanym potworze
  10. O dziwnych pomysłach kosmicznych gości i o konsekwencjach rozpieszczenia istoty rozumnej
  11. O kataklizmach, prezentach, metodyce nauczania oraz niewczesnych wybrykach Czerwonego Słońca
  12. W którym sytuacja staje się krytyczna, a Floryci zaczynają działać
  13. Z którego nie wynika nic pewnego, z wyjątkiem tego, czego poniekąd można było się spodziewać

Fragment:

Po odlocie Adama i Maxa Wera ubrała się pośpiesznie i przygotowała zestaw pierwszej pomocy. Potem usiadła przed milczącą radiostacją, nie bardzo wiedząc, co robić dalej. Przełączyła aparaturę na lokalne pasmo nadajników osobistych. Głosy oddalających się cichły coraz bardziej, aż umilkły zupełnie. Mogła wprawdzie wywołać ich silną stacją rakiety, lecz odpowiedź i tak nie dotarłaby do niej. Włączyła alarmową aparaturę czujników, by w porę spostrzec ich powrót i wyjść naprzeciw.
Sygnał zadźwięczał po kwadransie. Niemożliwe, by zdążyli w tak krótkim czasie dolecieć na miejsce i wrócić! Może spotkali po drodze wracający wirolot i lecą razem? Uspokojona tą myślą włączyła zewnętrzny mikrofon. Na zewnątrz panowała jednak głucha cisza. Tylko sygnał zbliżenia dźwięczał uporczywie. Z głośnika nie dobiegał nawet odległy szmer nadlatującego wirolotu.
"Ktoś jest na polanie" - pomyślała z lękiem.
Chwyciła maskę, reflektor i wybiegła do śluzy. Gdy zewnętrzny zawór odsunął się, powiodła światłem wzdłuż linii czujników, otaczających kołem rakietę. Potem smuga refelktora powędrowała dalej, aż po skraj zarośli. Na polanie nie było nikogo. Wera opuściła reflektor i w tej samej chwili ujrzała w dole, tuż koło wspornika rakiety, dwie leżące postacie. Rozpoznała w jasnym, ostrym świetle blade twarze Ewy i Teda.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1966
Liczba stron: 232
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
Wydanie: I


blog comments powered by Disqus