Recenzja książki „Pan Lodowego Ogrodu” tom 2

Autor: Bool
4 grudnia 2007

Aż dwa lata z hakiem czytelnicy musieli czekać na drugi tom „Pana Lodowego Ogrodu”. Była to wyjątkowo trudna próba ludzkiej cierpliwości, ponieważ pierwsza część stanowiła nader smakowity kawałek prozy (o czym świadczy chociażby nagroda Zajdla w kategorii Powieść za rok 2005), a ponadto kończyła się dla głównego bohatera zaskakująco paskudnie. Jarosław Grzędowicz na blisko 30 miesięcy zostawił swoich czytelników z otwartą raną, rodzącą gorączkowe pytania i spekulacje, co też będzie dalej z Drakkainenem i jego misją.

I nie zamierzam zdradzić, czy Vuko został odczarowany, czy z „drzewca” stał się z powrotem człowiekiem, czy też ktoś inny przejął jego zadanie. Dość powiedzieć, że w drugim tomie obydwa niezależne (jak na razie) wątki są, oczywiście, kontynuowane.

Wątek Drakkainena i Van Dykena staje się minimalnie bledszy, gdyż traci jedną ze swych niewątpliwych zalet, jakie miał w pierwszym tomie: już nie poznajemy umiejętności i wyposażenia głównego bohatera, ani też wraz z nim nie dowiadujemy się z wypiekami, co kryje w sobie inny, jakże barwny świat, po którym przyszło mu się poruszać. Naturalnie rzeczywistość ta odkrywa jeszcze niejedną niespodziankę, lecz nie jest to tak częste, jak w poprzednim tomie, i nie budzi już takich emocji.

Natomiast historia Filara, syna obalonego cesarza, wędrującego przez własny kraj, opanowany przez wyznawców i sługusów fanatycznego kultu, nabiera rozpędu. O ile w pierwszej części mogła sprawiać wrażenie wątku pobocznego, w drugiej, obie opowieści są już równie ciekawe i powoli można zacząć dostrzegać wspólne elementy obydwu rzeczywistości. Ciągle to jednak za mało, by móc stwierdzić, w jaki sposób wątki te łączą się ze sobą.

Niejedna osoba po lekturze pierwszego tomu zapewne zadaje sobie także pytanie, dlaczego powieść nosi tytuł „Pan Lodowego Ogrodu”, przecież nigdzie nie pojawiła się ani taka postać, ani takowe miejsce. W drugim tomie autor uchyla rąbka tajemnicy, kto ciekaw, niech sięgnie po tę książkę.

Ponieważ zdecydowanie warto. Pazurki Jarosława Grzędowicza nie stępiły się. Sam sobie pierwszym tomem postawił wysoko poprzeczkę, rozpalił nadzieje i rozbudził oczekiwania, potem kazał czekać długo na kolejną część. I nie zawiódł. Tom drugi trzyma poziom, nawet jeśli jest troszeczkę mniej odkrywczy i zaskakujący, to nadal język, jakim posługuje się autor, jest nienaganny, a fabuła książki przykuwa uwagę i naprawdę ciężko od niej się oderwać. Słabszym wydawać może się moment, w którym bohater, niczym w typowym filmie kung-fu, znajduje sobie mistrza i zaczyna trenować pewną sztukę, jednak i z tej „opresji” Grzędowicz wychodzi obronną ręką, stosując zabawną autoironię.

Chciałoby się jeszcze napisać kilka słów o ilustracjach, których parę znajduje się w tej książce. Niestety w egzemplarzu recenzenckim jakość grafik jest mocno obniżona i nie można się nimi nijak nacieszyć, więc na ten temat wypowiedzieć będzie musiał się inny recenzent.

Po przeczytaniu drugiego tomu „Pana Lodowego Ogrodu” robi się żal, że nie można od razu zabrać się za kolejną część. Miejmy nadzieję, że tym razem nie trzeba będzie tak długo na nią czekać, a także że będzie jeszcze lepsza od poprzednich!

Pan Lodowego Ogrodu #2 - Pan Lodowego Ogrodu, tom 2

Autor: Jarosław Grzędowicz
Okładka: Grzegorz Kmin
Ilustrator: Jan Marek
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2007
Seria wydawnicza: Bestsellery polskiej fantastyki
Liczba stron: 632
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60505-42-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,65 zł

Podyskutuj na forum!



blog comments powered by Disqus