Fragment #4 książki "Krzyk pod wodą"


Ulla Jørgensen parkuje małego fiata. Cieszy ją, że było ich stać na drugi samochód. To dla niej spore ułatwienie na co dzień. W momencie, gdy otwiera drzwi pojazdu, słyszy to.

Dziewczynka znowu krzyczy w wózku w ogrodzie. Dom sąsiadów, jako ostatni przy ulicy, zwrócony jest w kierunku rozległych terenów zielonych, wśród znajduje się niewielka żwirownia.

(…)

Jeżeli sytuacja nie ulegnie zmianie, będzie musiała zadzwonić do gminy. To przecież graniczy z zaniedbywaniem dziecka. Najwyraźniej wydaje się im, że sąsiedzi są głusi i ślepi. (…)

Ulla wyciąga dziewczynkę z wózka. Przytula małe, drżące ciałko. Troskliwie otula kołderką wychłodzone maleństwo. Wyczuwa smród starego moczu. Czuje wilgoć na ramieniu.

– Od jak dawna tu leżysz, maleńka? – Przygląda się wykrzywionej ze strachu i rozdrażnienia twarzy dziewczynki. Na pewno jest głodna i spragniona. Słyszy burczenie w brzuszku.

Sama ma troje dzieci, wszystkie już w wieku szkolnym. Przypomina sobie, jak się nimi opiekowała, gdy były małe. Jej ciało było jak radar, nastawiony na odbiór ich sygnałów. Głód? Zmęczenie? Mokra pieluszka? Dzisiaj wydaje się jej, że przez cały czas nosiła je na rękach. Dobrze wie, że to nieprawda, bo musiała przecież jednocześnie dbać o cały dom. Pamięta jednak to uczucie, gdy przesiadywała na kanapie, przytulając małego człowieczka, niemal jakby stanowili jedność. Jakby nadal przebywał w jej brzuchu. Takiej więzi temu dziecku nikt raczej nie zapewnił.

Instynktownie chce zabrać dziewczynkę ze sobą. (…)

Nie potrafi pocieszyć maleństwa. Głodu nie da się zaspokoić bezpiecznymi ramionami. Naciska dzwonek do drzwi.

Wszystko ma swoje granice. Narasta w niej złość. Ile już razy tutaj przychodziła?

Naraz podejmuje decyzję. Zaproponuje opiekę nad tą małą, codziennie przez kilka godzin, i w ten sposób odciąży trochę jej matkę. Dzięki temu dziewczynka przynajmniej przez ten czas będzie miała należytą opiekę. (…)

Próbuje pukać do drzwi. Nikt nie odpowiada.

Ulla czuje, jak ogarnia ją bezradność. Czy w tej sytuacji jedynym wyjściem nie jest zabranie dziecka ze sobą? Podejmuje decyzję i pospiesznie oddala się z małą do swojego domu.

Mimo że Ulla zawsze przewijała swoje dzieci przed karmieniem, tym razem musi najpierw nasycić dziewczynkę, zanim zmieni jej pieluszkę, ponieważ maleńka jest bardzo głodna.

Jej własne nigdy nie były tak wygłodzone, myśli z oburzeniem.

Podgrzewa mleko do temperatury odpowiadającej ciepłu wewnętrznej strony nadgarstka. Z czystego sentymentu zachowała kilka butelek, którymi karmiła dzieci kaszką, gdy jej własny pokarm już nie wystarczał. Dziewczynka ssie smoczek, najwyraźniej przyzwyczajona do butelki, i na ramieniu Ulli głośno beka. Ulla śmieje się i głaszcze maleństwo po plecach.

A teraz pieluszka. W pralni odsuwa pranie ze stołu, którego używała do przewijania dzieci, i kładzie dziewczynkę na miękkich ręcznikach. Gdy otwiera pieluszkę, w jej nozdrza uderza mdły odór. Pieluszka jest pełna. Dokładnie przemywa dziewczynkę, ale stwierdza, że należałoby ją wykąpać.

W pralni Ulla odnajduje dziecięcą wanienkę. (…)

Kąpiel okazuje się krótka. Małej z całą pewnością się nie podoba. Kiedy zostaje zanurzona w wodzie, niemal zanosi się przeraźliwym krzykiem. Ulla pospiesznie obmywa małe fałdki. Pod podbródkiem dostrzega grubą warstwę brudu. W jej oczach pojawiają się łzy.

– Nic dziwnego, że tego nie lubisz – mówi do małej. – Ty, biedactwo, w ogóle nie jesteś przyzwyczajona do kąpieli.

Ale przynajmniej jest czysta.

Jej sąsiadka zakłada dziecku gumowe majteczki, mocujące pieluszkę. Nie są na szczęście zabrudzone. Ulla wyjmuje wysłużone, ale czyste ściereczki, których używa do przecierania, starannie wybiera te najbardziej miękkie i improwizuje z nich pieluszkę.

Zadowolona, czysta i syta. (…)

To jaka ty jesteś duża?, zastanawia się Ulla i liczy. Musiało minąć około trzech miesięcy, konstatuje, od czasu, kiedy widziała sąsiadkę podwożoną ze szpitala. Wraca myślami do własnych dzieci. W tym wieku potrafiły już patrzeć długo i przenikliwie, uśmiechając się do niej ujmująco, aż serce jej rosło. Robiła grymasy, które maleństwo naśladowało: duże, otwarte usta, wyciąganie języka, szeroki uśmiech.

Jednak z tą dziewczynką nie udaje się jej na dłużej złapać kontaktu wzrokowego.

Ulla podejmuje decyzję. Zadzwoni do gminy. Czuje, że jako matka i obywatelka ma taki obowiązek.

(…)

Zanim to następuje, słychać pukanie do drzwi. Na zewnątrz stoi sąsiadka. Wygląda na rozzłoszczoną. Wydziera się i wścieka, że Ulla zabrała jej dziecko. Ulla protestuje i tłumaczy, że dzwoniła, ale nikt nie odpowiadał. Sąsiadka wyrywa jej dziecko z ramion, obraca się na pięcie i znika w swoim domu.

 

*

 

Mała nie śpi już na zewnątrz.

Ale Ulla słyszy jej płacz dochodzący z domu. Robi się jej żal dziecka. Próbuje się wyłączyć i zobojętnieć. Nie potrafi.

Nieco później tego samego dnia udaje się do sąsiadów i proponuje pomoc. Otrzymuje bezczelną odpowiedź, że nie ma tam czego szukać.

Później dzwoni do gminy i zgłasza zaniedbywanie obowiązków rodzicielskich.

(…)

Zajmą się tą sprawą.

Następnego dnia w ich domu pojawia się pielęgniarka środowiskowa. Wychodzi stamtąd uśmiechnięta i rzuca spojrzenie w kierunku domu Ulli. Jest w nim coś dziwnego. To nie jest pełne uznania spojrzenie, aprobujące spełnienie obywatelskiego obowiązku. Przypomina raczej wyrzuty. Tak jakby to Ulla zrobiła coś złego. Prycha; to przecież ona zadbała o to, żeby dziecko było czyste!

Dzwoni do niej kobieta z urzędu, która ostrym tonem informuje, że jej sąsiadka rozważa złożenie skargi, iż Ulla zabrała do siebie jej dziecko.

Ulla tłumaczy, jak to wyglądało, ale równie dobrze mogłaby gadać do ściany. Nikt jej nie słucha.

Tylko dlatego, że ci ludzie są lekarzami, konstatuje Ulla. Dlatego ich słowo przyjmuje się za dobrą monetę, a wątpi w to, co mówi nic nieznacząca sekretareczka. Pani doktor – i do tego neurolog – z pewnością zna się najlepiej na opiece nad niemowlakiem.

Po jakimś czasie dziecko przestaje płakać. Wygląda, jakby mała zrezygnowała. Pojęła, że to nic nie pomoże.

Ulli zbiera się na płacz na myśl o smutnym dzieciństwie, które czeka jej małą sąsiadkę.

Krzyk pod wodą

Autor: Ole Tornbjerg, Jeanette Øbro Gerlow
Tłumaczenie: Justyna Haber
Wydawnictwo: Insignis
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 6/2012
Liczba stron: 408
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361428718
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł


blog comments powered by Disqus