Jeanne Kalogridis "Żona inkwizytora" - recenzja książki

Autor: Monika "Katriona" Doerre
Korekta: Szczepan Matyjasek
18 czerwca 2014

Miłość w czasach inkwizycji

22 kwietnia 1451 roku na świat przyszła córka Jana II Kastylijskiego i Izabeli Portugalskiej – Izabela I Kastylijska, przyszła królowa Kastylii, Leonu i Aragonii. Dzięki swojemu ślubowi z Ferdynandem Aragońskim zapoczątkowała proces jednoczenia się Hiszpanii. Silna i stanowcza kobieta wiele uwagi poświęcała problemom religijnym. Jej królestwo zamieszkiwali katolicy oraz potomkowie muzułmanów i Żydów. Bardzo często dochodziło do samosądów, w których karano podejrzanych o praktykowanie innej niż chrześcijańska religii. W celu ukrócenia precedensu, oraz chęci rekatolizacji poddanych, Izabela Kastylijska postanowiła przywrócić urząd inkwizycji. Pierwszy trybunał powstał w Sewillli w 1481 roku. Żydów zmuszono do przejścia na wiarę chrześcijańską albo opuszczenia kraju. O okresie, w którym zaczęła działać inkwizycja, opowiada powieść autorstwa Jeanne Kalogridis pod tytułem Żona inkwizytora.

Sewilla, koniec XV wieku – młoda kobieta, która dokonała konwersji na chrześcijaństwo, zostaje zmuszona do poślubienia znienawidzonego przez siebie mężczyzny. Ojciec dziewczyny pragnie bowiem chronić ją przed szponami inkwizycji. Jedynym ratunkiem, przynajmniej tak wydaje się rodzicielowi, jest ślub z osobą, która należy do tej organizacji. By całkowicie odwrócić podejrzenia o praktykowanie zabronionych rytuałów od swojej córki, mężczyzna wyrzeka się jej. Nie wie, że jego czyny nie przyniosą oczekiwanych konsekwencji.

Żona inkwizytora to romans historyczny – książka przedstawia losy głównej bohaterki, Marisol Garcii, która pełni w powieści również funkcję narratora: jej spotkanie z inkwizycją, walkę o najbliższych, próbę odzyskania utraconej miłości. Niestety, potencjał na ciekawe dzieło został zaprzepaszczony. Wątek miłosny poprowadzono bardzo niezdarnie, w książce pojawia się za dużo niedomówień czy źle poprowadzonych wątków. Większą część powieści stanowią wspomnienia z niedalekiej przeszłości protagonistki. Współczesna bohaterce sytuacja (jak choćby jej ślub ze znienawidzonym mężczyzną) staje się zawiązką do wspomnienia minionych czasów. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że cała akcja traci przez to pewną spójność.

Współczesne Marisol wydarzenia zostały potraktowane po macoszemu. Fabuła za bardzo skupia się na przeszłości oraz lamentach bohaterki, jej odkrywaniu prawdy. Oczywiście wątek odnalezienia odpowiedzi na nurtujące ją pytania jest ważny, jednak ginie w morzu wspomnień, akcja zaś niemiłosiernie się ciągnie. Najważniejsze momenty książki zostały jakby na siłę upchnięte na kilku końcowych stronach książki. Moment kulminacyjny, zamiast budzić napięcie, staje się jednym wielkim rozczarowaniem. Retrospekcje są czymś pożytecznym, jednak ich zbyt duże nagromadzenie w tekście powoduje, iż współczesne wątki okazują się niedopracowane. Autorka za bardzo skupiła się na przeszłości, pomijając wagę teraźniejszości bohaterki.

Największym rozczarowaniem okazało się przedstawienie instytucji inkwizycji. Cały czas wspomina się o niej, mówi o powoływaniu nowych stanowisk, przyszłych przesłuchaniach, jednak cały problem polega na tym, że nie uruchamia się tej machiny. Kiedy wreszcie dochodzi do sceny przesłuchania, jest ona potraktowana jak nieważny dodatek. Gdyby o wiele więcej miejsca poświęcić problemowi inkwizycji, przedstawieniu tej instytucji, rozbudowaniu wątku wokół niej, powieść okazałaby się o wiele bardziej zjadliwa.

Również bohaterowie okazują się bezbarwnymi pionkami w rękach szachisty. Wszelkie emocje, jakie odczuwają, zwłaszcza protagonistka, są sztuczne i nie przekonują czytelnika do ich prawdziwości. Rzadko kiedy zdarza się, że postacie są tak nieciekawe i nijakie. Autorka wolała dopracować opisy przedmiotów i budynków niż swoich bohaterów. Odarła ich ze wszelkiego realizmu, ich zachowania są nieuzasadnione, miejscami nawet irytujące.

Tym, co można poczytywać za plus powieści, jest wątek prześladowań Żydów. Rozbudowany, dobrze opisany, pokazujący stan rzeczy takim, jakim był w przeszłości. Jednak jedna jaskółka wiosny nie czyni i mimo pojedynczego, przyzwoicie poprowadzonego wątku całość ciężko nazwać ucztą dla konesera. Nawet wątek miłosny wydaje się plastikowy i naciągany, byle go zawrzeć w powieści.

Rozczarowanie - to słowo oddaje emocje towarzyszące lekturze Żony inkwizytora. Ta książka to dzieło o wszystkim i o niczym – naciągana fabuła, niedopracowani bohaterowie, akcja, która nigdy tak naprawdę nie nabiera odpowiedniego tempa. Wielka szkoda, że autorka zaprzepaściła szansę na dobre dzieło opowiadające o inkwizycji. Sam tytuł nijak oddaje atmosferę, o ile można o czymś takim mówić w przypadku tej pozycji, powieści, ponieważ inkwizycja to bohater trzecio, a nawet czwartoplanowy. Jeżeli spodziewacie się dobrej powieści historycznej pełnej intryg, ciekawych splotów akcji i dobrze zarysowanych postaci, ta książka nie jest tym, czego szukacie.

Żona inkwizytora

Autor: Jeanne Kalogridis
Wydawnictwo: Pascal
Miejsce wydania: Bielsko-Biała
Wydanie polskie: 10/2013
Liczba stron: 416
Format: 130x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788376422305
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus