"Coś więcej, czegoś mniej. Poszukiwanie formuły powieści graficznej w komiksie 1832-2015" – recenzja książki

Autor: Tomasz Nowak
17 grudnia 2017

www.gildia.pl
Coś więcej, czegoś mniej.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 55,30 zł 79,00 zł
dodaj do koszyka

Mega-przypis

Prace nad wydanym przed dwoma laty leksykonem powieści graficznych najwidoczniej dały Jerzemu Szyłakowi w kość i pozostawiły głęboki niedosyt. Wyraźnie miał własną wizję tej pozycji – przede wszystkim jej zawartości, więc opatrzył ją swoistym mega-przypisem, liczącym… bagatela!, blisko 600 stron!

Opracowanie Coś więcej czegoś mniej. Poszukiwania formuły powieści graficznej w komiksie 1832-2015 składa się zasadniczo z… leksykonu powieści graficznych. Równie "zaskakująca" jest ich liczba – 144 (tyle samo, co w Leksykonie). Lecz może lepiej mówić tu nie o liczbie tytułów, a zawartych tu rozdziałów, bowiem w niejednym potrafi znaleźć się po kilka omówionych komiksów, czasem niekoniecznie zaanonsowanych w tytule.

Szyłak prezentuje pozycje, które za sprawą przyjętej konwencji we wcześniejszej publikacji się nie znalazły. Nie powiela tego, co zostało tam powiedziane. Zdarza się natomiast, że cytuje stamtąd potrzebne fragmenty artykułów innych autorów i przemyca własny pogląd na konkretne tytuły.

Sam kroczy drogą trochę inną. Wytycza punkty przełomu; szlak, którym powieść graficzna zmierzała ku współczesności. Dobiera pozycje niejednokrotnie wyprzedzające swój czas, niezależnie od tego czy potem wpisały się na stałe do grona klasyków, czy też stanowiły nieudany, często zapomniany obecnie eksperyment. Wszystkie te tytuły charakteryzuje przynależność do awangardy, poszukiwanie tego, co dla materii komiksu nowatorskie.

Autor rozpoczyna od wyjaśnienia, dlaczego w ogóle podjął się takiego zestawienia. OD samego początku czyni to w tonie polemicznym. Punktuje trafnie (jak zwykle) mielizny rozmaitych ujęć materii powieści graficznej i, niejako przy okazji, kilku jej cech immanentnych, takich jak narracja czy historyczne korzenie.

Rozważania formalne ogranicza jednak tym razem do minimum, na kilkunastu stronach. Potem szybko przechodzi do sedna – do omówień konkretnych tytułów. I to pewnie dzięki temu, język, którego używa jest bardziej przystępny niż w jego opracowaniach typowo naukowych.

To wielka ulga, bowiem wiedza Szyłaka to tak naprawdę nieprzebrany sezam. A przyjęta tutaj formuła ograniczonego dawkowania pozwala zeń czerpać również zwykłym "zjadaczom komiksów". Takie umiarkowane partie, nawet zaprawione zwykłą dla profesora precyzją, stają się dużo lepiej przyswajalne.

U podstawy rozważań o poszczególnych tytułach leżą ich formalne niedoskonałości, sygnalizowane w tytule Czegoś więcej, czegoś mniej. Tak naprawdę jednak zarówno dobór komiksów, jak i treść oraz sposób omówienia stanowi cenne dopełnienie wiedzy zawartej uprzednio w Leksykonie.

Szyłak sięga przede wszystkim do historii. I lokuje pierwsze swe obserwacje dużo wcześniej, bo już w 1832 roku, zaczynając od prezentacji Histoire de Monsieur Jabot Rodolphe’a Töpffera. Następnie wyłuskuje jeszcze blisko dwadzieścia tytułów, zanim dojdzie roku startowego Leksykonu, a więc do 1967. Tak samo, kolejnymi dziesięcioma tytułami, wybiega poza jego drugą datę graniczną, czyli rok 2012.

Od razu rzuca się w oczy całkowite, z gruntu, odrzucenie przez autora polskich tłumaczeń, choć odnosi się w poszczególnych tekstach do rodzimych przekładów. Jego spojrzenie na nie jest najczęściej krytyczne, nie usprawiedliwia jednak pominięcia danych bibliograficznych polskich edycji. Próżno szukać ich w tomie w formie zwartej, ujednoliconej, a więc ułatwiającej praktyczne użytkowanie.

Obrazy kolejnych tytułów są u Szyłaka znacznie bardziej zwarte. Zarysowuje pokrótce kontekst historyczny, przedstawia autora, umiejscawia dany tytuł w jego dorobku. Przede wszystkim jednak analizuje treść. Zarówno pod względem graficznym, jak i literackim, a także wskazując znamiona ich stricte komiksowej odrębności.

Kiedy zaś polemizuje z innymi interpretacjami, ocenami omawianych albumów, bywa, że czyni to holistyczne. Przykładem jest dysputa z Dominikiem Szcześniakiem prowadzona nad serią Vertigo przy okazji omówienia The Last One autorstwa Dana Sweetmana i J. M. DeMatteisa.

Już Powieści graficzne. Leksykon był długo wyczekiwanym krokiem we właściwą stronę, gdy chodzi o rzeczywistą popularyzację wiedzy o komiksie. Coś więcej, czegoś mniej jest nie tylko jego cennym rozwinięciem i uzupełnieniem. Dowodzi, że takie opracowanie, w tej konkretnej formule, z gruntu winno być zaplanowane przynajmniej na trzy tomy – historyczny, współczesny i teoretyczny. Wówczas nabrałoby większej spójności i nie zmuszało czytelnika do niepotrzebnych poszukiwań i przeskoków.

Książka Szyłaka jest spójniejsza, bardziej przejrzysta, mniej rozproszona na wątki poboczne. Jednak nie da się ukryć, że wraz z Leksykonem tworzy ona kanoniczną dylogię wiedzy na temat powieści graficznej. Wiedzy dostępnej po raz pierwszy w języku polskim w tak rozległym wymiarze. Jest to wspólnota wynikająca nie tylko z podobieństwa w konstrukcji, ale głównie z uwagi na daleko idącą, wszechstronną komplementarność.

Nawet jeśli uznać Coś więcej, czegoś mniej za odprysk prac nad Leksykonem, to takich odprysków należy sobie życzyć jak najwięcej. Szyłak wreszcie w nieco przyjaźniejszej formie udzielił swojej gigantycznej wiedzy zwykłym komikso-czytelnikom. I w sumie obojętnie, co nim kierowało, ale właśnie takich książek domagamy się od niego więcej! Tematów nie braknie!

Coś więcej, czegoś mniej. Poszukiwanie formuły powieści graficznej w komiksie 1832-2015

Autor: Jerzy Szyłak
Okładka: Wiktor Napierała
Wydawnictwo: Instytut Kultury Popularnej
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 10/2016
Liczba stron: 588
Format: 170x240 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788393970742
Wydanie: I
Cena z okładki: 79 zł



blog comments powered by Disqus