Recenzja książki "Zwiadowcy: Płonący Most"

Autor: Girwan
Korekta: Bool
16 sierpnia 2009

„Zwiadowcy” Johna Flanagana to jeden z lepszych przykładów fantasy ostatnich lat, jaki trafił do moich rąk. Z dużym optymizmem i niecierpliwością sięgnąłem po drugi tom serii, noszący tytuł „Płonący Most”. Czy spełnił on moje oczekiwania? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie poniżej.

W kontynuacji przygód młodego zwiadowcy Willa główny bohater staje przed sporym wyzwaniem. Wraz ze swoim przyjacielem Horacym i drugim zwiadowcą, Gilanem, udaje się w podróż do Celtii, krainy graniczącej z Araluenem. Jako reprezentanci króla, mają przekazać władcy tej krainy wezwanie do walki z Morgarathem. Kiedy jednak przekraczają granice, napotykają tylko bandytów grasujących na drogach oraz opustoszałe wioski. Od spotkanej, na pół zagłodzonej dziewczyny dowiadują się, że Morgarath zaatakował niczego nie spodziewających się mieszkańców Celtii, biorąc do niewoli górników. Król wraz z ocalałymi wycofał się na południe swej krainy. Trójka przyjaciół postanawia uprzedzić swojego władcę o braku możliwości wsparcia i jednocześnie dociec przyczyny porwania górników. Znajdują też olbrzymi most budowany przez wrogie wojska, który po ukończeniu pozwoli przemieścić armię zdolną do zaatakowania Araluenu od tyłu. Jednak most to nie jedyny problem, z jakim musi się zmierzyć troje wędrowców.

Dużą zaletą drugiej części „Zwiadowców” jest prostota fabuły. Nie ma tutaj wielkich monologów, które spowalniają akcję. Wydarzenia następują po sobie w szybkim tempie, dzięki czemu książkę czyta się lekko i przyjemnie. Nie ma w niej barwnych opisów otoczenia, w jakim przebywają bohaterowie. Co prawda, niektóre rozwiązania zastosowane przez autora są naiwne, jednak nie wpływają na odbiór powieści. Przykładem tego może być podsłuchana przez Willa rozmowa żołnierzy z wrogiej armii, którzy przy ognisku komentują plany wojenne zbuntowanego barona.

Flanagan rozwija swój warsztat pisarski, sięgając do emocji, jakie targają bohaterami. „Płonący Most” to głębsze spojrzenie na przeżycia nastolatków, których los zmusił do szybszego wcielenia się w rolę dorosłego. Will, jeszcze jako uczeń zwiadowcy, musi podejmować decyzje, od których zależy życie przyjaciół oraz losy królestwa. To oczywiście pokazuje też, do jakich czytelników kierowana jest snuta przez pisarza opowieść. Niestety, zabrakło tu konfliktów, które widoczne były w „Ruinach Gorlanu”. O ile w pierwszym tomie Will z Horacym toczyli boje, o tyle w drugiej części są przykładnymi przyjaciółmi. Horacy bez większych problemów przyjmuje zwierzchnictwo młodego zwiadowcy. Trzeba przyznać, że również na samym początku autor nie popisał się wyobraźnią, tworząc poselstwo ze Zwiadowcy i dwóch uczniów.

Książce można jeszcze zarzucić jej krótkość. Prosty język i dynamiczna akcja powodują, że powieść czyta się lekko i przyjemnie. Staje się to znakiem rozpoznawczym cyklu „Zwiadowcy”. Wielu recenzentów może zarzucać Flanaganowi prostotę czy brak szerszego przedstawienia świata. Moim jednak zdaniem zastosowany przez pisarza styl wpływa na lekkość treści, dzięki czemu książkę czyta się przyjemnie. Przygody młodego zwiadowcy wciągają w swoją fabułę, nawet przy „wpadkach” autora w rodzaju opisanej powyżej sytuacji z żołnierzami komentującymi plany wojenne Morgaratha. Na pewno mogę polecić tę książkę każdemu miłośnikowi fantasy, który poszukuje miłej i lekkiej lektury.

Zwiadowcy #2 - Płonący most

Autor: John Flanagan
Tłumaczenie: Stanisław Kroszczyński
Wydawnictwo: Jaguar
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2009
Tytuł oryginalny: Ranger's Apprentice: The Burning Bridge
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 350
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-60010-89-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł


blog comments powered by Disqus