"Nudniejsi od templariuszy" - recenzja książki "Zdrada. Katarzy kontra Strażnicy Świątyni"

Autor: Kormak
19 kwietnia 2006

Jak długo jeszcze nasze księgarnie będą zalewane dano-browno-podobną tandetą? Czy ostał się jeszcze jakiś obraz, zabytek czy sławna historyczna postać, której nie wykorzystano, wydając kolejny thriller? Jak się okazuje, fantazja autorów i apetyty czytelników są niewyczerpane. A już niedługo premiera filmu Kod Leonarda da Vinci – wtedy dopiero się zacznie...

Bohaterem Zdrada. Katarzy kontra Strażnicy Świątyni jest Jaime Berenguer, kubański emigrant hiszpańskiego pochodzenia, wiceprezes najpotężniejszego koncernu medialnego na świecie. W biurowcu firmy, mieszczącym się w Los Angeles, dochodzi do zamachu bombowego. Ginie w nim człowiek, szykowany na następcę pana Davisa, prezesa i wszechwładnego właściciela koncernu jednocześnie. Jaime przypadkiem nawiązuje bliższą znajomość z Karen, piękną prawniczką pracującą w tym samym budynku. Wprowadza ona naszego bohatera w szeregi tajemniczych katarów, gnostyckiej sekty, którą krucjata z XIII praktycznie zmiotła z powierzchni ziemi. Katarzy odrodzili się na nowo i toczą śmiertelną walkę z pewnym tajnym stowarzyszeniem, które dąży do przejęcia władzy w korporacji Davisa. Jaime zostaje wrzucony w samo centrum konfliktu...

Książka niestety nie jest nawet w połowie tak interesująca, jak by się mogło wydawać. Zdrada... zawodzi właściwie we wszystkich elementach. Akcja toczy się koszmarnie wolno, pierwsze sto stron zapełnionych jest głównie wyprawami pary głównych bohaterów do drogich restauracji, gdzie spożywają smaczne potrawy, wymieniają uśmiechy i toczą takie fascynujące dialogi:

Jesteś bardzo ładna.
Dziękuję. (...) A ty bardzo atrakcyjny.

Aha, zapomniałbym jeszcze o banalnych filozoficznych rozprawach na temat tego, czy człowiek w kapitalizmie naprawdę jest wolny. Prace zaliczeniowe studentów pierwszego roku mają więcej głębi. Im dalej, tym gorzej. Dopiero pod koniec książki coś zaczyna się dziać, ale byłem wówczas już tak znudzony, że chciałem tylko jak najszybciej doczytać książkę do końca. Molist zanudza nas także swoim odkryciem, że w naszych czasach media mają większą władzę nad ludźmi od polityków. Nigdy bym na to nie wpadł! A wy?

Co z bohaterami? Ani jednej ciekawej postaci! Czytelnik nie będzie kibicował ani Jaimemu i katarom, ani ich przeciwnikom – obie strony są przeraźliwie nudne i bezbarwne. Dlaczego na Boga nie ma nawet jednego interesującego czarnego charakteru?
Podstawowym błędem, jaki zrobił autor, było skonfrontowanie katarów (pokojowo nastawionych gnostyckich chrześcijan) z fikcyjną tajną organizacją amerykańską. Mało to mamy prawdziwych tajnych stowarzyszeń? Iluminaci, masoni, różokrzyżowcy? Szkoda, że na przykład nie wykorzystano wątku konfliktu na linii templariusze-katarzy, a takowy istniał. Poza tym przeciętnemu czytelnikowi nazwa katarzy nic nie mówią, a Molist w swojej książce nie zrobił nic, aby pokazać ich w interesujący sposób. Jedyny moment, w którym w kulturze masowej pojawia się ten ruch religijny, jest wątek poszukiwań Świętego Graala. Jak głosi legenda, podczas oblężenia góry Montsegur (ostatniego bastionu katarskiego oporu) we Francji, kilku śmiałków pod osłoną nocy wyniosło z zamku i ukryło coś niezwykle cennego. Wielu badaczy stawia hipotezę, że mógł być to właśnie Graal. Jorge Molist słusznie nie ciągnie tego wątku, bo tematyka Św. Graala została niemiłosiernie już wyeksploatowana przez Dana Browna i jego epigonów. Szkoda tylko, że w zamian nie zaproponował niczego innego. Intryga w Zdradzie... jest banalna i do bólu przewidywalna. Średnio oczytany odbiorca nie będzie miał żadnych trudności w zgadywaniu, co wydarzy się na następnej stronie. A brak napięcia w thrillerze to grzech najcięższy.

Nie obchodzi mnie, że Jorge Molist jest laureatem najbardziej prestiżowej nagrody literackiej w Hiszpanii, a jego powieść Pierścień. Spadek po ostatnim templariuszu w tym kraju podobno doczekała się już 12 wydań, a według magazynu "Olivia" aż 18 . Obchodzi mnie tylko to, że straciłem czas czytając tę książkę. Ani błyskotliwej narracji, ani ciekawych zagadek w środku nie znalazłem. Jak chcecie dowiedzieć się czegoś interesującego o katarach, sięgnijcie gdzie indziej.

Na okładce o katarach napisano: Bardziej uduchowieni, zagadkowi, prześladowani niż templariusze. Zapomnieli dopisać: I o wiele bardziej nudni.


Recenzja ukazała się z magazynie Relaz.




Zdrada. Katarzy kontra Strażnicy Świątyni

Autor: Jorge Molist
Tłumaczenie: Janina Perlin
Wydawnictwo: Philip Wilson
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2006
Tytuł oryginalny: El retorno cataro
Rok wydania oryginału: 2005
Liczba stron: 416
Format: 155 x 235 mm
Oprawa: Twarda
ISBN: 83-7236-198-3
Wydanie: Pierwsze
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus