"Dzienniki. Tom 1: 1923-1939" - recenzja książki




Jak się rodzi zło


W 1933 roku niesforny uczeń Zygmunta Freuda, Wilhelm Reich, wydał książkę zatytułowaną Massenpsychologie des Faschismus (w polskim wydaniu – Psychologia mas wobec faszyzmu). Publikacja szybko została zakazana w III Rzeszy, a jej autor udał się na emigrację. W książce tej Reich opisał faszyzm (czy raczej w ogóle totalitaryzm) jako formację tworzącą się na skutek stłumienia libido, które nie mogąc znaleźć ujścia w relacjach erotycznych, zostaje przeniesione na działania polityczne.

Po II wojnie światowej, gdy działania demilitaryzacji dobiegły końca, równowaga polityczna została przywrócona, a względy spokój osiągnięty, przyszedł czas na refleksję, na próbę wyjaśnienia tego, co zaszło. Wtedy to pojawiły się głosy, liczne i rosnące w siłę, że faszystowski totalitaryzm nie był stanem normalnym, że u jego podstaw leżała psychologiczna dysfunkcja – podobnie, jak przed wojną uważał Reich. Sądzę, że przedłużeniem tego myślenia są wydane właśnie przez Świat Książki Dzienniki Josepha Goebbelsa, ministra propagandy w rządzie Adolfa Hitlera.

Chodzi tu zarówno o ich treść, jak i formę. W oryginale dzienniki prowadzone przez Goebbelsa to materiał tak obszerny, że trzeba by go zamknąć w wielotomowej serii, stanowiącej wtedy raczej źródło historyczne, przeznaczone dla badaczy, nie zaś książkę wydaną przez popularne wydawnictwo, kierowaną do równie popularnego czytelnika. Mamy bowiem do czynienia z wyborem fragmentów, dokonanym przez Eugeniusza Cezarego Króla, odpowiedzialnego także za tłumaczenie tekstu, opatrzenie go obszernymi przypisami oraz wciągającym wstępem. Ta praca Króla sprawia, że Dzienniki są lekturą interesującą, wciągającą i wyważoną – nie ma w nich politycznych dłużyzn ani przesadnie romantycznych uniesień. To publikacja zarówno przystępna, jak i rzetelna.

Ale po cóż w ogóle sięgać po zapiski Goebbelsa? Jak wytłumaczyć ten fenomen wiążący się z chęcią bliższego, ba! niemal intymnego obcowania z jedną z głównych figur III Rzeszy? Można mówić o pociągającym uroku zła, lecz wydaje się, że bardziej trafne jest wspomniane wcześniej pragnienie zrozumienia, jak mogło do tego zła w ogóle dojść, jakie są jego źródła i jak ono się rodzi. Po to, by móc intelektualnie objąć, w pewnym sensie przepracować tragedię, która zaszła, a jednocześnie móc uchronić się przed nią w przyszłości – lub przynajmniej posiąść komfort iluzji takiej mocy.

Kiedy wiemy już kto i po co mógłby czytać Dzienniki, zastanówmy się nad ich treścią. Tutaj również diagnoza Wilhelma Reicha znajduje swe potwierdzenie. Joseph Goebbels, być może na łamach pierwszego tomu, obejmującego lata 1923-1939 (tom drugi: 1939-1945 planowany jest na jesień 2013), dużo bardziej niż później, jawi się jako zwiedziony romantyk. Jego poetycka osobowość w duchu Hölderlina kontrastowała z jego nabytym we wczesnym dzieciństwie kalectwem. Goebbels utykał na jedną nogę, co stało się powodem całego szeregu dokuczliwości ze strony rówieśników i konieczności budowania swego autorytetu na sile i władzy.

Zakompleksienie przyszłego ministra oraz jego determinacja widoczne są zarówno na polu kontaktów z kobietami, jak i kariery politycznej. Goebbels próbuje zrekompensować sobie nieudane życie erotyczne przez zdobywanie wpływów i znaczenia w szeregach NSDAP, a jego przywódcę, Adolfa Hitlera, stawia sobie za wzór wszelkich cnót, przedkładając jego zdanie nad swoje własne. Autor Dzienników otacza führera swoistym kultem, pragnąć jednocześnie zbliżyć się do niego możliwie najbardziej.

Styl i język Dzienników nie robią dobrego wrażenia. Są one pisane prostymi, pojedynczymi zdaniami, które być może oddają dynamikę wszelkich procesów politycznych i militarnych zachodzących w międzywojennych Niemczech, lecz na dłuższą metę są męczące, sprawiają – zupełnie nieprawdziwe! – wrażenie obcowania z prostym umysłem człowieka niewykształconego. Poza tym styl zapisków Goebbelsa bywa bardzo sztuczny, pompatyczny i przesadnie wzniosły, co bierze się z autorskiej świadomości zarówno o doniosłości tworzonego dzieła, jak i jego upublicznienia w przyszłości. Minister propagandy zatroszczył się o to, by kopie jego dzienników zostały właściwie zabezpieczone, a część zapisków ukazała się drukiem już za życia ich autora. Kreuje w nich więc Goebbels wizerunek partii jako rewolucyjnego i uzdrawiającego ruchu mającego poprowadzić naród niemiecki do świetności. Kreuje też siebie samego jako herosa tej rewolucji, przeciwstawiającego się masie pospólstwa, intrygantów, żydów i komunistów. Podkreśla swoje wyobcowanie, lecz winę za nie przypisuje zawsze innym.

Nie wydaje mi się, by rekomendowanie Dzienników Goebbelsa było potrzebne. Nawet wskazanie konkretnej grupy odbiorców nie ma większego sensu. Jestem przekonany, że znajdą one szerokie grono zainteresowanych czytelników. I jeśli zadają sobie oni pytanie o to, czy ta publikacja warta jest zakupu – nie z powodu treści, lecz jakości jej edycji – to odpowiadam bez wątpliwości: tak. Kupując Dzienniki dostajemy co prawda wybór, ale jego charakter wydobywa z nich to, co najlepsze.
 

Dzienniki. Tom 1: 1923-1939

Autor: Joseph Goebbels
Tłumaczenie: Eugeniusz Cezary Król
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce wydania: Ożarów Mazowiecki
Wydanie polskie: 4/2013
Liczba stron: 810
Format: 165x240 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788377997840
Wydanie: I
Cena z okładki: 64,90 zł


blog comments powered by Disqus