Ballada o zbrodni nieoczywistej – recenzja książki "Crimen"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
21 listopada 2011

Przywykliśmy, że kiedy mowa o zbrodni, śledztwie i kryminale, to rzecz musi dziać się co najwyżej w XIX wieku. Wcześniej wszak były jeno rabunki, zajazdy, najazdy i gwałty. A tu niespodzianka – mord! I to w XVII wieku! A to nie jedyne zaskoczenie, jakie pojawia się podczas lektury tej chyba nieco zapomnianej już, a przecież wysoce oryginalnej powieści sprzed blisko czterdziestu lat.

Tomasz Błudnicki, weteran oblężenia Kremla, którym Polacy władali dwa lata, po ośmiu latach powraca z niewoli rosyjskiej na ojcowiznę – na tereny Rusi Czerwonej należącej do Korony. Dowiaduje się tam szybko, że rodzinne majętności przepadły, a jego ojciec nie żyje. Co więcej, wieść gminna niesie, iż imć Błudnicki senior jako „gorączka” o ciężkiej ręce nie był w okolicy zbyt lubiany, a nadto, ponoć został zamordowany. Ponoć, gdyż każdy, z kim Tomasz usiłuje na ten temat rozmawiać, nabiera wody w usta, nawet jego najbliżsi. Uwikłany w ożywające wspomnienia z odległej przeszłości, skażony doświadczeniem okrutnej wojny nowy pan na Błudnikach postanawia na przekór wszystkim rozwikłać skrywaną przez nich, a dręczącą jego samego zagadkę, bez względu na to, jak okrutna okaże się prawda.

Opowieść w podtytule zwana „sensacyjną”, jest w rzeczywistości historią wielowątkową. Autor rysuje w niej przede wszystkim dość zawiły obraz stosunków rządzących społeczeństwem wielkiej w owym czasie Rzeczypospolitej, zżeranym już jednak powoli przez raka „złotej wolności”. Mamy tu zatem korowód niezwykle barwnych, złożonych postaci: pana chorążego i księcia, starostę i szlachtę-gołotę, niewolnego jeńca i infamisa, piękne, ale i rozpustne damy, arian, na których spoziera się coraz to bardziej krzywym okiem, i zwykłych chłopów wreszcie, co potrafią dostosować się do sytuacji, bo nic innego wszak im nie pozostaje.

Sam Błudnicki, nękany koszmarem kremlowskich, nieludzkich doświadczeń, patrzy na rozgrywające się wokół wydarzenia, jakby dystansując się od nich. Z drugiej wszak strony, chcąc wykryć zabójcę ojca, musi podjąć narzucaną mu przez konwenanse grę – życie przynoszące na każdym kroku niespodzianki. Bywa, że z ich mierzwy, a nierzadko i gorącej opresji ratuje go właśnie ów chłodniejszy, wydany nieco z oddali osąd.

Znakomicie budowana, wielowarstwowa fabuła, niespieszna, ale utrzymująca w napięciu akcja, rozmaite odniesienia do ludzkiej natury i kondycji czy wreszcie wiodący wątek kryminalny, który, mimo iż daleki od współczesnych pościgów, pojedynków i strzelanin, to ciekawie zapętlony i intrygująco rozwiązany – na miarę tamtej epoki – to wszytko czyni powieść Hena wyjątkową. Niby powolna, skupiona jakby nazbyt na świecie wewnętrznym Tomasza, ale oderwać się przed końcem trudno. Jeśli do tego dodać okrasę w postaci mocno stylizowanego języka, otrzymujemy powieść rewelacyjną, na kształt narodowej antyepopei, w której dopatrzeć można się polemiki z gierkowską propagandą „sukcesu gospodarczego” pierwszej połowy lat 70.

Niestety, taka konstrukcja, a zwłaszcza ów specyficzny, godny smakowania język nadający całości klimatu pełnego niezwykłych odczuć, dla współczesnych zjadaczy obrazków, dla których etymologia i entomologia to wyrazy bliskoznaczne, może okazać się barierą nie do przejścia. Dyskretne niuanse, rzeczy i odczucia, nazywane niejednokroć w bogatej staropolszczyźnie bliższej ich naturze, pozostaną raczej nieczytelne, ba, sprawią, że część tzw. maturzystów nie pojmie ich znaczenia i nie będzie miała drive’a… Smutne to, ale, widać, taka kolej losu. Cieszmy się zatem, że IW Erica zdobyła się na odwagę by „Crimena” wznowić. Kto żyw (i pojmie), niech czyta, bo tak pisać umie dziś już mało kto.

Tomasz Nowak

PS.
Powieść „Crimen” rozpoczyna następujący passus:
Nadszedł ów człowiek od północnej strony, od wąskiej uliczki, co ją rymarze zajmowali. Stałem ukryty za framugą okna i widziałem z góry, jak nadchodzi, smukły, jak kot, co się podkrada, szablisko u boku podtrzymywał, żeby pałętając się nie zawadzało.
Piętnaście lat później pewien początkujący (wówczas) Autor rozpoczął swoje pierwsze opowiadanie w taki oto sposób:
Później mówiono, że człowiek ów nadszedł od północy, od Bramy Powroźniczej. Nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Kiedy ściągnął płaszcz, okazało się, że na pasie za plecami ma miecz.
To tylko oczywiście takie luźne skojarzenie. Wszak Autor ów twierdzi, że absolutnie nigdy niczym się nie inspirował… Niech każdy sam sprawdzi, ile jeszcze takich „nieinspirujących” skojarzeń może dostarczyć uważnemu czytelnikowi lektura powieści Hena.

Crimen

Autor: Józef Hen
Wydawnictwo: Erica
Wydanie polskie: 9/2011
Liczba stron: 416
Format: 140x205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788362329366
Cena z okładki: 39,90 zł
Materiały powiązane:




blog comments powered by Disqus