Recenzja książki "Przejście"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
20 stycznia 2012

Połączenie thrillera i powieści postapokaliptycznej z pozoru nie jest rzeczą trudną – wystarczy odpowiednio skonstruowana fabuła rozgrywająca się w wymarłym świecie, który stał się takim na skutek wypuszczenia wirusa, małej wojny atomowej, ataku kosmitów czy o czym tam twórca sobie zamarzy. Szlak ten został też już dawno przetarty, m.in. przez „Jestem legendą” Mathesona czy „Bastion” Kinga. „Przejście” miało być odpowiedzią Justina Cronina na te dwa tytuły. Miało…

Ameryka północna, prawdopodobnie przełom XXI/XXII wieku. Zamiast tętniących życiem miast, mamy opustoszałe ruiny, pośród których kryją się wirole, mutanty powstałe na wskutek wypuszczenia dziewięćdziesiąt lat temu z wojskowego laboratorium wirusa, który w błyskawicznym tempie wytrzebił ludzkość. Pozostałe niedobitki zorganizowały się w enklawy i od kilku pokoleń wiodą swój żywot pośród milionów nieprzyjaznych im humanoidalnych istot. Nadziei na zmianę tego stanu rzeczy nie widać. Do czasu.

Mogłoby się wydawać, że początek fabuły zwiastuje coraz lepsze wrażenia z lektury wraz z upływem czasu. Nic bardziej mylnego – to właśnie początkowe kilkadziesiąt stron jest w „Przejściu” najlepszych, odpowiednio budują bowiem atmosferę tajemnicy i zagrożenia (chociaż wątek maili nie został przez autora wyjaśniony). Kolejne epizody (jeszcze za czasów, gdy Ameryka nadal była Ameryką) przypominają już tanią powieść obyczajową. Apogeum autor osiąga w chwili, gdy postanawia wprowadzić czytelnika w świat po zagładzie – od tego momentu główni bohaterowie kręcą się w kółko i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Nawet późniejsze pojawienie się tajemniczej dziewczyny sprawi tylko, że ich misję będzie można określić krótko: „Dotrzyj z punktu A do punktu B i nie daj się przy tym zabić”.

Wykorzystanie tajemniczego wirusa jako broni ostatecznej zagłady dawało autorowi ogromne pole do popisu. Jednak nawet jeśli brzmi to paradoksalnie, to temu wymarłemu światu brak… głębi. Wszystko jest aż do bólu sztuczne i wymuszone, a wiele zjawisk jest wręcz absurdalnych (jak chociażby zniszczenie radia przez ocalałych, by uniemożliwić odnalezienie ich przez… innych ocalałych) i niepasujących do obrazu zniszczenia. Ogólnie, bardzo wiele rzeczy w „Przejściu” jest wręcz idiotycznych, na czele z prawami i zasadami kolonistów, których przyjdzie nam poznać.

Wirole, które w założeniu stanowią kluczowy element książki, nie powalają – autor nie potrafi stworzyć atmosfery zagrożenia, która powinna towarzyszyć ich obecności. Owszem, mogą zabić, i to szybko, jednak zamiast być czymś niebezpiecznym, są po prostu nudne.

Kreacja bohaterów woła o pomstę do nieba – wszyscy są absolutnie bezpłciowi i jedyne, co odróżnia ich od siebie, to imiona. Niejednokrotnie aż za mocno wtapiają się w świat powieści – są równie sztuczni, co otoczenie, w którym przyszło im żyć. Nie warto nawet wspominać o relacjach między bohaterami – te także są wyzute z wszelkich emocji, najzwyczajniej suche i siermiężne.

Obrazu zniszczenia dopełnia słaby warsztat autora – płytkość świata spowodowana jest marnymi (a nawet ich brakiem) opisami oraz przeskakiwaniem „od sceny do sceny”. Wyraźnie widać też, że „Przejście” przypomina raczej dużą piaskownicę, w której protagoniści „bawią się” bez żadnego wyraźnego celu (oprócz tego, że muszą uratować swoje tyłki i dojść w jakieś dziwne miejsce, w którym nie wiadomo, co ich spotka). Krótko mówiąc, im dalej w las, tym większe szanse na śmierć. Ale z nudów. Nie sposób nie zauważyć też wręcz dosłownego skopiowania niektórych epizodów i elementów z wcześniej wspomnianego „Bastionu” oraz „Jestem legendą”.

Miała być postapokalipsa w pełnym tego słowa znaczeniu. Ostatecznie otrzymaliśmy zatrważająco nudną, niedopracowaną powieść, z kukłami w roli bohaterów, brakiem fabuły, płytkim światem po zagładzie i absurdem goniącym absurd. „Przejście” spełnia się jedynie w roli leku na bezsenność – jest to zdecydowanie najmniej inwazyjna metoda leczenia tej przypadłości.

Przejście

Autor: Justin Cronin
Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk
Wydawnictwo: Albatros
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2011
Tytuł oryginalny: The Passage
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 752
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788376595382
Wydanie: I
Cena z okładki: 40,30 zł



blog comments powered by Disqus