"Historia Unke" - fragment #3 książki "Merle i Królowa Laguny"

Autor: Kai Meyer

Historia Unke

- I co ja mam teraz z wami począć?

W głosie mistrza dało się wyczuć więcej rozczarowania niż złości. Arcimboldo siedział przy swoim biurku w bibliotece, którą wypełniały regały z książkami oprawionymi w skórę. Merle była ciekawa, czy pryncypał wszystkie je przeczytał.

- Szkody, jakie wyrządzili uczniowie tkacza, są śmieszne w porównaniu z tym, co zrobiliście wy- kontynuował, patrząc to na Merle, to na Daria. Ci zaś stali przed mistrzem z opuszczonymi głowami. Złość im jeszcze nie przeszła. Ale nawet Dario czuł, że należałoby spuścić z tonu.

- Wszczęliście wśród uczniów spór, zachęcając ich tym samym do opowiedzenia się po jednej lub po drugiej stronie. Gdyby nie interwencja Unke, to Junipa, Boro i Tiziano musieliby stanąć po stronie jednego z was- oczy starca zaiskrzyły się teraz groźnie, a z jego postaci biła surowość i niedostępność. -Nie mogę sobie na to pozwolić, by moi uczniowie byli ze sobą skłóceni. Wymagam od nich zgody w pracy i unikania zbędnych konfliktów. Tej zgody potrzebują magiczne zwierciadła, by mogły stać się tym, czym być powinny. W atmosferze przepełnionej nienawiścią szkło szybko pokryje się cieniem, który tylko zaślepia.

Merle wydawało się, że Arcimboldo nie mówi prawdy. Jakby chciał jej wmówić poczucie winy. Byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie poruszał tematu "zbędnych konfliktów": przecież to właśnie rywalizacja między nim a Umbertem, spowodowała, że doszło do dzisiejszej bijatyki. A między nią a Dariem i tak prędzej czy później doszłoby do konfrontacji. To przeczucie towarzyszyło jej od pierwszego dnia w warsztacie. Była nawet pewna, że podobne wrażenie miał również Arcimboldo. Może teraz żałuje, że zabrał ją z sierocińca? Czy nie grozi jej więc powrót do biedy i brudu?

Pomimo nachodzących ją obaw, nie miała wyrzutów sumienia. Dario okazał się żałosnym tchórzem, co udowodnił dwukrotnie: raz, kiedy rzucił się na Serafina z nożem, a drugi, kiedy posłużył się Junipą jako tarczą. Dlatego słusznie zasłużył sobie na policzek, a gdyby Merle mogła go ukarać, dostałby sporą porcję batów.

Całkiem podobnie widział to Arcimboldo.

- Dario- zaczął mistrz -poniesiesz karę za skandaliczne zachowanie. Sam będziesz musiał posprzątać warsztat. Jutro rano nie chcę tam widzieć ani jednego kleksa. Zrozumiano?

- A co z nią?- zaskowyczał wściekły Dario, wskazując na Merle.

- Pytam cię, czy mnie zrozumiałeś?!- powtórzył mistrz raz jeszcze, groźnie unosząc krzaczaste brwi, które przypominały burzowe chmury.

Chłopak spuścił głowę, w dalszym ciągu wpatrując się w Merle z nienawiścią.

- Tak, mistrzu.

- Ponieważ Dario będzie potrzebował dużo wody, ty, Merle, będziesz ją nosić w wiadrach na górę. To kara dla ciebie.

- Ależ mistrzu...- zaczął Dario.

Arcimboldo przerwał mu wpół zdania. -Swoim zachowaniem okryłeś wszystkich nas hańbą. Wiem, że jesteś wybuchowym młodzieńcem. Ale jednocześnie jesteś moim najlepszym uczniem, dlatego na tym poprzestanę. Jeśli chodzi o Merle, to jest ona tu dopiero dwa tygodnie. Musi się jeszcze nauczyć, że nie ma tu miejsca dla rozstrzygania waśni i sporów za pomocą pięści. Inaczej niż w sierocińcu. Czy wyraziłem się dostatecznie jasno?

Obydwoje kiwnęli głowami: - Tak, mistrzu.

- Są jeszcze jakieś pytania?

- Nie, mistrzu.

- To dobrze. - Skinął ręką, że mogą już wyjść.

Obydwoje jeszcze przed drzwiami biblioteki zdążyli obrzucić się nawzajem ponurym spojrzeniem, po czym każde poszło w swoją stronę. Podczas gdy Dario zabierał się za usuwanie plam z podłogi, Merle zeszła na podwórko. Tuż przy tylnym wyjściu stał cały rząd drewnianych wiader. Wzięła pierwsze z brzegu i udała się do studni.

Jej obmurowanie zdobiły przedziwne postacie z kamienia, wymyślne stwory z kocimi oczami, głowami meduz i ogonami gadów. . Niczym w procesji kroczyły jeden za drugim. Na czele maszerowała postać będąca w połowie człowiekiem, w połowie rekinem. W dłoniach trzymała ludzką głowę.

Pokrywa studni była ciężka. Merle z trudem odsunęła ją na bok. Jej oczom ukazała się czarna otchłań. Dopiero głęboko, bardzo głęboko dostrzegła malutki jasny punkcik, w którym odbijało się światło słoneczne.

Odwróciła się i spojrzała w górę. Widok, który ujrzała, nie różnił się zbytnio od tego z wnętrza studni. Wokół podwórka wznosiły się mury starych domów. Możliwe, że woda nie była aż tak głęboko, jak najpierw sądziła. To światło strzelistego podwórka odbija się na dnie w studni, powiększając optycznie jej głębokość. Więc nie trzeba aż tyle zachodu, by zejść aż do poziomu wody, tym bardziej, że zauważyła metalowe klamry prowadzące w głąb studni. Cóż takiego mogło skłaniać Unke do ciągłego schodzenia do środka?

Merle przymocowała drewniane wiadro do długiej liny leżącej obok studni i zaczęła spuszczać je na dół. Wiadro uderzało o kamienną ścianę, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk, odbijający się najpierw o dno studni, i jako echo powracający w górę. Oprócz Merle na podwórku nie było nikogo. Odgłos odbijał się od fasad stojących wokół kamienic, przypominając bardziej cichy szept wydobywający się z okien. Głosy tych wszystkich, którzy już nie żyli. Szept duchów.

Merle nie mogła rozpoznać, kiedy wiadro uderzyło o wodę. We wnętrzu studni było zbyt ciemno. Ale widziała, że odbijające się na dnie światło słoneczne porusza się. Widocznie wiadro zanurzyło się w wodzie, marszcząc jej powierzchnię. Dziwne było jednak to, że nie poczuła szarpnięcia sznura oraz że nadal słychać było wiadro uderzające o ściany studni. Skoro to nie wiadro wprawiło wodę w ruch, to w takim razie co?

Ledwo zdążyła zadać sobie to pytanie, kiedy w głębi studni coś się pojawiło. Czyjaś głowa. Odległość była zbyt duża, by Merle mogła rozróżnić wszystkie szczegóły, ale mimo to była pewna, że wpatrywały się w nią wielkie oczy.

Przestraszona zrobiła raptownie krok do tyłu, wypuszczając z ręki sznur, który wijąc się wokół obmurowania, zaczął wpadać do wnętrza studni. Prawdopodobnie wraz z wiadrem całkiem wpadłby do środka, gdyby nieoczekiwanie ktoś go nie złapał. Unke.

Merle nie zauważyła, kiedy gospodyni pojawiła się na podwórku. Unke chwyciła sznur w ostatnim momencie, ciągnąc teraz wiadro do góry.

- Dziękuję- wymamrotała Merle. Nie popisałam się zręcznością.

- Co widziałaś?- spytała Unke, nie zdejmując maski.

- Nic.

- Nie okłamuj mnie.

Merle zawahała się. Unke cały czas ciągnęła wiadro do góry. Merle instynktownie przebiegła po głowie myśl, by dać drapaka. Tak zrobiłaby jeszcze przed kilkoma tygodniami, w sierocińcu. Tu jednak nie chciała zachowywać się w ten sposób. Ostatecznie nie zrobiła nic złego.

- Widziałam coś na dole.

- Co?

- Czyjąś twarz.

Gospodyni wyciągnęła wiadro pełne wody i postawiła je na krawędzi obmurowania. Woda chlusnęła, oblewając kamienny relief.

- Jakąś twarz, mówisz. - Jesteś pewna?- westchnęła i sama udzieliła sobie odpowiedzi: - No tak, oczywiście, że jesteś pewna.

- Bo naprawdę ją widziałam.- Merle nie wiedziała, jak się zachować. Czasem bała się Unke, a czasem nie odczuwała przed nią żadnego lęku. Raczej czuła się nieswojo w jej towarzystwie, co wynikało ze sposobu, w jaki gospodyni patrzyła na nią, mając na twarzy maskę. Jakby na podstawie najmniejszego ruchu i gestu chciała czytać w jej myślach.

- Już coś takiego widziałaś, nieprawdaż?- Unke oparła się o obmurowanie studni. - Na przykład ostatnio w nocy.

Nie było sensu kłamać.

- Słyszałam odgłos podnoszonej pokrywy. I widziałam, jak pani schodziła w dół.

- Mówiłaś o tym komuś?

- Nie- skłamała, by nie wciągać Junipy w sprawę.

Unke przygładziła ręką włosy i westchnęła głęboko.

- Merle, muszę ci wyjaśnić parę rzeczy. Jesteś inna niż pozostali uczniowie- zaczęła. Czy to uśmiech pojawił się w jej oczach? - Inna niż Dario. Potrafisz szanować prawdę.

Merle podeszła do Unke na taką odległość, że z łatwością mogła dotknąć jej maski z namalowanymi czerwonymi ustami.

- Czy chce pani mi zdradzić jakąś tajemnicę?

- A jesteś na to gotowa?"

- Ale pani mnie zupełnie nie zna.

- Znam cię lepiej, niż ci się wydaje.

Merle nie zrozumiała, co Unke ma na myśli, ale rozbudziła w niej ciekawość. Możliwe, że właśnie o to chodziło gospodyni. Im więcej okaże zainteresowania, tym więcej się dowie, dzięki czemu Unke będzie jej mogła zaufać.

- Chodź ze mną- rozkazała gospodyni, przechodząc od studni do tylnych drzwi opuszczonego domu.

Wejście było otwarte. Przeszły przez próg i stanęły w wąskiej sieni, która kiedyś służyła za przejście dla służących w pałacu. Przeszły przez opuszczoną kuchnię oraz spiżarnię, aż dotarły do niewysokich schodów, prowadzących w dół, co było dość dziwne w mieście, gdzie domy stały na palach i rzadko posiadały piwnice.

Dopiero chwilę potem Merle zorientowała się, że Unke zaprowadziła ją do podziemnej przystani. Oprócz kanału, który z obydwu stron wpadał do tunelu, znajdowała się tu rampa, z której kiedyś załadowywano towar na łodzie. W powietrzu unosił się zapach słonej wody i wilgoci.

- Dlaczego nie wchodzi pani od tej strony do wody?- spytała Merle.

- Co masz na myśli?

- Przecież schodzi pani po klamrach do studni, by w końcu gdzieś dojść. Pewnie, że w szybie studni może być jakieś tajemne przejście, ale mówiąc szczerze, nie bardzo w to wierzę. To raczej woda wywiera na panią magiczne działanie- Merle przerwała. - Pani jest syreną, nieprawdaż?- dodała po chwili.

Unke nie dała po sobie poznać, że jest zaskoczona. Natomiast Merle dobrze zdawała sobie sprawę z bezsensowności swojego przypuszczenia. W przeciwieństwie do wszystkich znanych syren, u których z bioder wyrastał rybi ogon, ona posiadała wszak ludzkie nogi.

W tym momencie Unke bardzo ostrożnie zdjęła maskę zakrywającą dolną część jej twarzy.

- Ty się mnie nie boisz, prawda?- spytała, otwierając szeroki pysk, sięgający od ucha do ucha. Nie miała ust, ale kiedy mówiła, fałdy jej skóry podciągały się, odsłaniając szczękę składającą się wielu małych i ostrych zębów.

- Nie- odpowiedziała zgodnie z prawdą Merle.

- To dobrze.

- Czy zdradzi mi pani tajemnicę?

- Jaką?

- Dlaczego nie idzie pani właśnie tą drogą, kiedy nocą spotyka się z innymi syrenami? Dlaczego podejmuje pani ryzyko,, wybierając drogę przez studnię?

Unke zmrużyła oczy. Ale jeśli u ludzi był to znak ostrzeżenia, to u niej był wyrazem niewypowiedzianej pogardy.

- Ponieważ woda w kanale jest zatruta, jak we wszystkich kanałach w mieście. Jest śmiertelnie trująca. Dlatego tak niewiele syren decyduje się dobrowolnie przybyć do Wenecji. Woda w kanałach zabija nas. Powoli, zdradziecko, ale konsekwentnie.

"-Ale syreny zaprzężone do łodzi...

- Umrą. Każda z nas, złapana i uwięziona lub zagoniona przez was, ludzi, do wyścigów, z całą pewnością umrze. Trucizna w wodzie zeżre najpierw skórę, a potem rozum. Nawet Królowa Laguny nie potrafi nas przed tym uchronić.

Merle zamilkła z wrażenia. Wszyscy ludzie, którzy dla rozrywki trzymali u siebie syreny, tak jak inne zwierzęta, byli zwykłymi mordercami.

Zawstydzona patrzyła Unke w oczy. Z trudem wydobywała słowa.

- Nigdy jeszcze nie załapałam syreny.

Unke uśmiechnęła się, ukazując ostre jak szpilki zęby. -Wiem. Czuję to. Zawdzięczasz to Królowej Laguny.

- Ja?

- Czy nie wyciągnięto cię z wody tuż po urodzeniu?

- Pani podsłuchiwała moją rozmowę z Junipą, kiedy tu przyjechałyśmy, pierwszego dnia, tam na górze.

Na każdą inną osobę Merle byłaby wściekła. Ale w przypadku Unke było inaczej.

- Tak, podsłuchiwałam- przyznała syrena. - Skoro jednak poznałam twoją tajemnicę, zdradzę ci moją. Tak będzie sprawiedliwie. Ale tak jak z nikim o niej nie rozmawiam, tak i ty musisz zachować w tej sprawie milczenie.

Merle skinęła głową. - Co pani miała na myśli, mówiąc, że zostałam uratowana przez Królową Laguny?

- Wyrzucono cię do kanału. To, niestety, przytrafia się wielu noworodkom. Tylko nieliczne z nich przeżywają. Większość topi się. Ale ciebie znaleziono. Niósł cię prąd. To może oznaczać tylko jedno: za tobą wstawiła się Królowa Laguny.

Słowa Unke brzmiały tak przekonująco, że Merle miała wrażenie jakby była ona naocznym świadkiem tamtego wydarzenia. Nic dziwnego, skoro syreny czciły Królową Laguny jak swoją boginię. Merle snuła dalej swoje rozważania, aż dostała gęsiej skórki: a jeśli Królowa nie otacza opieką ludzi żyjących w lagunie? Ostatecznie przecież syreny były istotami żyjącymi w wodzie, a gdyby dać wiarę niektórym teoriom, to Królowa była samą wodą, ucieleśniającą jej potęgę.

- Kim jest Królowa Laguny?- Merle nie miała większej nadziei, że Unke zna odpowiedź na to pytanie.

- Jeśli kiedykolwiek ją znano, dziś jest zapomniana- odpowiedziała cicho syrena. - Tak jak ty i ja, tak i Królowa będzie kiedyś zapomniana.

- Ale Królowa Laguny jest przez wszystkich czczona. I każdy Wenecjanin ją kocha. To ona nas uratowała. Nikt nie może tego zapomnieć.

Unke nie odpowiedziała, wzruszyła jedynie ramionami. Wskazała jej niewielką gondolę przymocowaną do brzegu linami. Wyglądała jakby dryfowała w powietrzu, tak gładka i ciemna była toń wody.

- Mam do niej wejść?- spytała Merle.

Unke skinęła głową.

- A potem?

- Chcę ci coś pokazać.

- Długo to potrwa?

-Najwyżej godzinę.

- Arcimboldo ukarze mnie za to. Kazał mi przecież nosić wodę na górę...

- Załatwione.- Unke uśmiechnęła się. - Zdradził mi, co zamierza z wami zrobić. Dlatego postawiłam w warsztacie dziesięć wiader wody.

Merle nie dawała za wygraną. - A Dario?

- Nie puści pary z ust. W przeciwnym razie Arcimboldo dowie się, kto zakrada się do jego szafki z winem.

- To pani o tym wie?

- Nic w tym domu nie dzieje się bez mojej wiedzy.

Dziewczynka o nic więcej już nie pytała. Syrena puściła linę, stanęła w tyle łodzi i wzięła kurs na jedno z wejść do tunelów. Panowała tam absolutna ciemność.

- Nie martw się- powiedziała Unke. Przed tobą leży pochodnia i zapałka.

Po chwili Merle zapaliła pochodnię. Żółty migoczący płomień rozświetlił ciężkie sklepienie.

- Mogę pani zadać jeszcze jedno pytanie?

- Chcesz wiedzieć, dlaczego mam nogi zamiast kalimaru?

- Kali - co?

- Kalimaru. Tak my, syreny, nazywamy łuskowaty ogon.

- Opowie mi pani o tym?

Unke prowadziła łódź w głąb kanału. Pokryte pleśnią duże płaty sklepienia częściowo oderwały się od niego i wisiały w powietrzu niczym postrzępione zasłony. W powietrzu unosił się zapach morskiej trawy i zgnilizny.

-To raczej smutna historia- stwierdziła Unke. - Dlatego opowiem ją w skrócie.

- Lubię smutne historie.

- Być może staniesz się bohaterką jednej z nich- syrena odwróciła się do Merle i spojrzała jej w twarz.

- Dlaczego pani tak twierdzi?

- Zostałaś wybrana przez Królową Laguny- odparła Unke jakby to wystarczyło za całą odpowiedź.

Wyprostowała się i znów spojrzała przed siebie. Nagle spoważniała i zaczęła swą opowieść:.

-Kiedyś podczas sztormu morze wyrzuciło na brzeg wyspy syrenę. Była tak wycieńczona, że leżała w sitowiu bez ruchu. Chmury rozstąpiły się, z nieba zaczął lać się żar. Ciało syreny stawało się coraz bardziej wysuszone i słabe. Powoli umierała. Wtedy pojawił się młody mężczyzna, którego ojciec, handlarz z Wenecji, obarczył niewdzięcznym zadaniem handlowania z innymi rybakami z wyspy Eiland. Wprawdzie młodzieniec spędzał z biedakami całe dnie, oni zaś dzielili się z nim wodą i rybami, to jednak nie mogli nic u niego kupić, ponieważ żyli w wielkiej biedzie i nie mieli ani pieniędzy, ani innych towarów na wymianę. Po pewnym czasie młodzieniec postanowił wrócić do domu. Ale trudno mu było stanąć przed ojcem z pustymi rękami. Bał się, że zostanie ukarany, ponieważ już kilkakrotnie wracał do Wenecji bez należytego utargu. Lękał się też, że surowy ojciec, nie mający zrozumienia dla biednych ludzi z wyspy, skupiony jedynie na osiąganiu zysków i pomnażaniu pieniędzy, pozbawi go dziedzictwa.

Młody człowiek chodził brzegiem portu tam i z powrotem, by jak najdłużej odwlec nieuchronny moment powrotu. Kiedy pogrążony w myślach zapuścił się w sitowie, natknął się na leżącą tam syrenę. Pochylił się nad nią, spojrzał jej w oczy i zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Nie zwracał uwagi na łuskowaty ogon, wystający jej z bioder, nie dostrzegał ostrych zębów, budzących w ludziach lęk. Patrzył jej prosto w oczy, a ona bezradnie wpatrywała się w niego. Natychmiast powziął decyzję, że weźmie z nią ślub. Szybko zaniósł ją do wody, gdzie zaczynała nabierać sił. On zaś wyznał jej miłość. Im dłużej syrena mu się przysłuchiwała, tym bardziej jej się podobał. Sympatia przemieniła się w uczucie przywiązania. Obydwoje przysięgli sobie, że spotkają się już następnego dnia. I rzeczywiście, na drugi dzień doszło do spotkania, potem do kolejnego.

Po kilku tygodniach mężczyzna odważył się zapytać syrenę, czy nie zechciałaby pojechać z nim do miasta. Odmówiła, gdyż dobrze znała los, jaki wiodły tam syreny . Niezrażony młodzieniec poprosił ją o rękę, proponując, by u jego boku żyła jak człowiek.

"Spójrz na mnie", odpowiedziała. "Przecież ja nigdy nie stanę się człowiekiem."

Następnej nocy przypomniała się jej legenda o pewnej morskiej czarownicy żyjącej w jednej z odległych jaskiń Morza Adriatyckiego. Wypłynęła na pełne morze i ruszyła do niej w drogę, dużo dłuższą od tej, którą zwykle pokonują syreny. Wodną czarownicę zastała siedzącą na jednej ze skał, skąd wypatrywała ciał morskich rozbitków. Bo musisz wiedzieć, że morskie czarownice przepadają za padliną, szczególnie starą i napęczniałą od wody. Ponieważ syrena przepływała po drodze obok zatopionego kutra rybackiego, zabrała stamtąd smakowity kąsek dla starej czarownicy. A ta nie poskąpiła jej swojej łaskawości. Wysłuchała opowieści syreny, zajadając się przy tym smakowitą delicją, po czym postanowiła jej pomóc. Rozmówiła się ze znajomym magikiem, a następnie nakazała syrenie powrócić do laguny, położyć się na brzegu i odczekać do następnego ranka. W ten sposób miała pozbyć się ogona i zamiast niego mieć nogi. "Tylko twojego pyska, nie potrafię ci zmienić w ludzką twarz, bez groźby utraty mowy" dodała po chwili.

Syrena zbytnio się tym nie przejęła. Ostatecznie przecież syn kupca zakochał się w niej, nie zważając na jej rybi pysk. Bezwzględnie zastosowała się do rad morskiej czarownicy.

Na drugi dzień rano znaleziono ją na jednej z weneckich przystani. W istocie, tam gdzie kiedyś wyrastał rybi ogon, były teraz ludzkie nogi. Ale mężczyźni, którzy znaleźli ją pierwsi, robili sobie na czole znak krzyża, mówili, że to dzieło szatana i okładali syrenę batami, gdyż właśnie po twarzy rozpoznali, z kim mają do czynienia. Wszyscy byli przekonani, że oto syreny znalazły sposób na przeobrażenie się w ludzi, dzięki czemu opanują miasto, wymordują jego mieszkańców i zawładną ich bogactwami.

Co za bzdura! Jakby jednej syrenie zależało na przejęciu bogactwa Wenecjan.

Przez cały czas, gdy mężczyźni bili syrenę, ta wciąż powtarzała imię ukochanego. W końcu posłano po niego. Mężczyzna przybiegł wraz z ojcem, wietrzącym spisek zagrażający jemu i jego rodzinie. Syrena i młodzieniec stanęli naprzeciwko siebie. Obydwoje długo patrzyli sobie w oczy. Mężczyzna zapłakał, a i syrenie zaczęły spływać po policzkach łzy zmieszane z krwią. Nagle mężczyzna odwrócił się i powiedział: "Nie znam jej i nie mam z tym dziwolągiem nic wspólnego". Okazał się zwykłym tchórzem, obawiającym się gniewu ojca.

Syrena zamilkła. Nic więcej już nie powiedziała. Nawet wtedy, gdy bito ją jeszcze mocniej. Ba, nie rzekła ani słowa, gdy jej ukochany do spółki z ojcem kopali ją po głowie i żebrach. Później jak zdechłą rybę wrzucono ją do wody, sądząc, że jest martwa.

Unke zamilkła. Na chwilę zatrzymała wiosło w ręku, nie zanurzając go w wodzie. Pochodnia oświetlała jej twarz, po której spływały łzy. Nie opowiadała przecież historii obcej syreny. To wszystko spotkało właśnie ją.

- Znalazło ją jakieś dziecko, uczeń ze szklarskiego warsztatu, którego mistrz przyjął niedawno do siebie z jednego z weneckich domów dziecka. Chłopiec zaopiekował się nią, ukrył, przynosił jedzenie, picie i dodawał otuchy, kiedy traciła chęć do życia. Na imię miał Arcimboldo. Syrena przysięgła sobie, że z wdzięczności pozostanie mu wierna przez całe życie. Ponieważ syreny żyją dłużej niż ludzie, ówczesny młodzieniec jest dziś starym człowiekiem, podczas gdy syrena zachowała młodość. Zachowa ją nawet wtedy, kiedy jej wybawca, złożony wiekiem, umrze. Tracąc go, znów będzie samotna, zawieszona między dwoma światami, do których w pełni nie należy, światem ludzi i światem syren.

Merle spojrzała na Unke. Łzy, które ciekły jej po policzkach, już wyschły. Dziewczynce przez chwilę wydało się, że historia, którą właśnie usłyszała, nie dotyczy Unke, tylko obcej osoby. Merle bardzo chciała objąć swoją towarzyszkę. Ale wiedziała, że ona tego nie oczekuje.

- Ot, krótka historia- szepnęła syrena. - Prawdziwa i nieprawdziwa, jak wszystkie inne, których lepiej byłoby nigdy nie usłyszeć.

- Ale ja się cieszę, że mi ją pani opowiedziała.

Unke skinęła głową, po czym spojrzała przed siebie i powiedziała do Merle: - Spójrz, prawie jesteśmy u celu.

Światło pochodni zbladło, chociaż paliła się takim samym płomieniem. Trochę czasu minęło, zanim Merle zorientowała się, że łódź wypłynęła z tunelu, docierając do jakiejś podziemnej jaskini. Przed nią rozpościerało się ciemne zbocze. Wyrastało prosto z wody i było czymś przykryte, czymś, czego Merle z tej odległości nie mogła rozpoznać. "Może rośliny?", pomyślała. Białawy wijący się krzak. Ale jaka roślina mogłaby się tak świetnie rozwijać w tych warunkach?

Przez krótki moment, kiedy gondola pokonywała w poprzek podziemne jezioro, zdawało jej się, że dostrzega jakieś ruchy dochodzące gdzieś z głębi wody. "To na pewno ryby, duże ryby", wmawiała sobie.

- Skoro wokół Wenecji nie rozciąga się żadne pasmo górskie, to jak może się tu znajdować jakaś jaskinia?- wypowiadała na głos swoje myśli. Na tyle znała prawa fizyki, że wykluczyła możliwość dryfowania po wodzie, pod powierzchnią morza. Obojętnie, co to jest za hala, musi ona leżeć w obrębie miasta, między wspaniałymi pałacami i eleganckimi fasadami kamienic. A jezioro musi być sztucznym zbiornikiem.

- Kto to wszystko wybudował?- spytała.

- Przyjaciel syren- odparła Unke tonem, który zdradzał, że nic więcej nie chce ujawnić.

Takie miejsce, i to w dodatku w środku miasta! Ale jak udało się je zamaskować? Czy kryje się pod fasadą jakiegoś zapomnianego pałacu, należącego niegdyś do starej, szlacheckiej rodziny? A może kryje w sobie potężną halę składową? W pomieszczeniu nie było okien, a gołym okien nie można było dostrzec ani sufitu, ani ścian, które pozwalałyby wysnuć jakieś przypuszczenia. Tylko to dziwne wzniesienie stawało się coraz wyraźniejsze.

Merle znalazła potwierdzenie swoich wątpliwości. Zbocza nie pokrywały żadne rośliny. Rozgałęziony twór to było coś zupełnie innego.

Kiedy go rozpoznała, zaparło jej dech w piersi. Przed nią wznosiła się góra kości. Szczątki setek syren wciśnięte w siebie, zachodzące jedne na drugie, przylegające do siebie. Serce łomotało jej z przerażenia, kiedy rozróżniała ludzkie szkielety kręgosłupów i rybie szkielety ogonów. Widok ten łączył w sobie absurdalność i przerażenie.

- Czy one wszystkie przybyły tu, by umrzeć?

- Tak, dobrowolnie- odrzekła Unke, kierując gondolę w lewo, tak by strona, po której znajdował się ster, była zwrócona na górę kości.

W świetle pochodni wydawało się, że złączone ze sobą kości poruszają się. Wąskie cienie drgały.. Przypominały nogi owadów, które same, bez tułowia przemieszczały się o własnych siłach.

- Cmentarz syren- szepnęła Merle. Każdy zna tę starą legendę. Do tej pory sądzono, że znajduje się on gdzieś na peryferiach laguny albo na otwartym morzu. Bezskutecznie szukali go poszukiwacze skarbów i inni śmiałkowie. A to dlatego, że kości syren uchodziły za cenniejsze od kości słoniowej. Były od nich o wiele twardsze i dzięki temu służyły mężczyznom jako narzędzie walki. Teraz jednak trudno było uwierzyć w to, że cmentarz znajduje się w centrum miasta, w zasięgu wzroku jego mieszkańców. A jeszcze przy jego budowie pomagać miał jakiś człowiek. Cóż go do tego skłoniło? I kim był?

- Chciałam, byś zobaczyła to miejsce- Unke skłoniła się lekko, i Merle dopiero po chwili pojęła, że ten gest był adresowany do niej. - Tajemnica za tajemnicę. Milczenie aż po grób.

I przysięga Wybranki.

- Mam złożyć przysięgę?

Unke skinęła głową.

Merle nie bardzo wiedziała, co należy robić, ale podniosła prawą rękę do góry i powiedziała uroczyście: - Przysięgam na moje życie, że nikomu nie zdradzę tajemnicy cmentarza syren.

- Przysięga Wybranki- dorzuciła Unke.

- Składam tę przysięgę jako ta, która została wybrana przez Królową Laguny.

Unke skinęła głową zadowolona, a dziewczynka odetchnęła z ulgą.

Dno gondoli zahaczyło o coś, co leżało pod powierzchnią wody.

- To kości, tysiące kości- wyjaśniła syrena. Teraz zawróciła gondolę, wiosłując w kierunku tunelu.

- Unke?

- Tak?

- Czy ty naprawdę wierzysz, że jestem kimś wyjątkowym?

Syrena uśmiechnęła się tajemniczo: - Tak, jesteś kimś zupełnie wyjątkowym.

Później, już leżąc w łóżku, Merle włożyła pod kołdrą rękę do wodnego lustra, rozkoszując się upajającym ciepłem wody i szukając dłoni po drugiej stronie. Po chwili coś dotknęło jej palców delikatnie i czule. Merle westchnęła cicho i zapadła w niespokojny sen.

Na niebie pojawiły się gwiazdy. Ich światło załamywało się w lustrzanych oczach Junipy, które przeszywały ciemny pokój zimne i szklące.

Merle #1 - Merle i Królowa Laguny (twarda oprawa)

Autor: Kai Meyer
Wydawnictwo: Videograf II
Miejsce wydania: Chorzów
Wydanie polskie: 3/2006
Tytuł oryginalny: Merle: Fliessende Königin
Wydawca oryginalny: Loewe Verlag
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 272
Format: 150x210 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-7183-382-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus