"Przez kanały" - fragment #6 książki "Merle i Królowa Laguny"

Autor: Kai Meyer

Przez kanały

Syreny! Niekończący się tłum syren!

W szarawozielonych ciemnościach ich łuskowate ogony migotały srebrzyście , przypominając robaczki świętojańskie podczas letniej nocy. Dwie syreny trzymały Merle za ręce i prowadziły ją przez kanały.

Unke zeszła z Merle do środka cysterny. Dopiero po pewnym czasie Merle uświadomiła sobie, że dobiegający z dołu łagodny szum nie był spowodowany pluskiem wody. Coś szybko obiegało ją dookoła i muskało lekkimi jak piórko palcami, delikatniejszymi niż psi pyszczek, który ostrożnie i z wyczuciem obwąchuje obcego. Merle zdawało się, że kolejne muśnięcia przeszywają ją tak jakby ktoś próbował wniknąć w najintymniejsze zakamarki jej ciała.

Unke wypowiedziała parę słów w niezrozumiałym dla niej języku syren. Obco i tajemniczo brzmiało w szybie studni ich echo, odbijające się po kamiennych ścianach i docierające do uszu tych, którzy je rozumieli i wiedzieli, co teraz należy czynić.

Czyjaś blada ręka wysunęła się z wody tuż przed Merle, podając jej szklaną, poprzecinaną żyłkami kulę, rodzaj hełmu. Unke pomogła jej założyć go na głowę i zapiąć na skórzane rzemyczki zwisające pod szyją. Merle już się nie bała. Obezwładniający strach już minął.

-Jestem przy tobie- powiedziała Królowa Laguny, dla której ponowna obecność w kanale była powrotem do rządzonego przez nią królestwa, jakkolwiek powrotem w ciele Merle, chroniącej ją przed trucizną egipskich magików.

Unke została w studni, powierzając Merle syrenom, które prowadziły ją teraz przez labirynt kanałów. Ale dokąd? Dlaczego w szklanej kuli na głowie mogła swobodnie oddychać? I dlaczego od syren promieniowało przyjemne ciepło, powodujące, że Merle w wodzie zupełnie nie marzła?

Wiele pytań cisnęło się jej do głowy. I ciągle dochodziły nowe, budząc w niej kolejne wątpliwości.

-Na niektóre mogę ci dać odpowiedź- powiedziała Królowa Laguny.

Ale Merle nie odważyła się nic powiedzieć, w obawie, że zużyje na to całe powietrze wypełniające szklaną kulę.

-Nie musisz nic mówić, ja i tak cię usłyszę- przemówiła Królowa we wnętrzu Merle. -Sądziłam, że tyle to już zrozumiałaś.

Merle zadała sobie trud formułowania swoich myśli w pełne zdania.

-Jak długo mogę oddychać, mając na głowie tę kulę?

-Tak długo, jak zechcesz .

-Czy także Unke zakłada ją, kiedy nocami schodzi do studni?

-Tak, choć nie została zrobiona dla niej. Pochodzi z okresu, kiedy ród morski był w posiadaniu wiedzy przodków, pamiętających czasy, gdy życie koncentrowało się w oceanach. Relikty z tego okresu w postaci starych miast leżą zatopione w morzach i rowach oceanicznych. Przed wieloma laty do podwodnych miast wyruszało wiele ekspedycji, które powracały z drogocennymi skarbami, jak na przykład z tym hełmem.

-Jest on bardziej wytworem techniki czy magii?

-Czyż magia nie jest techniką, której większość ludzi jeszcze lub już nie rozumie?- przez chwilę Królowa zdawała się rozkoszować własną puentą. Ale zaraz spoważniała. -Ty jednak nie mylisz się. Z twojej perspektywy hełm jest raczej wytworem magii niż techniki. Co tobie wydaje się szkłem, jest w rzeczywistości utwardzoną wodą.

-Arcimboldo wspominał, że do produkcji magicznych luster potrzebuje koniecznie wody z laguny. Ale używa tylko takiej, w której obecna jesteś ty.

-Mistrz posługuje się podobną techniką. Jego lustra wyglądają jakby były zrobione ze zwykłego szkła. W rzeczywistości jednak ich powierzchnia pokryta jest utwardzoną wodą. Przed tysiącami lat, w epoce oceanicznych imperiów rzemieślnicy obrabiali wodę tak jak dzisiaj czynią to z drzewem lub metalem. Inna epoka, inna technika. Arcimboldo należy do tych, którzy są w posiadaniu dawnej wiedzy, jakkolwiek już szczątkowej. Bowiem ta wiedza stanowi dziś jedynie ułamek tego, co ongiś wytworzyła cywilizacja oceanów. Dlatego Arcimboldo mówi prawdę: moja obecność w wodach laguny czyni je tym, czym były kiedyś. Tylko dzięki mojej obecności da się ona utwardzić.

Merle ze zrozumieniem kiwnęła głową. Wszystkie wyjaśnienia Królowej dawały się sprowadzić do wspólnego mianownika. Niemniej zawahała się, zanim odważyła się zadać kolejne pytanie: -Czy w takim razie jesteś praoceanem?

Królowa zamilkła na chwilę, a syreny otaczające Merle w półmroku kanału z największą elegancją poruszyły błyszczącymi ogonami, jakby chciały wokół niej zatańczyć.

-Jestem tak stara,- nieskończenie starsza od całego życia toczącego się w morzach- odrzekła w końcu,.

Coś jednak w tonie Królowej Laguny budziło w Merle wątpliwości. Na pewno nie kłamała, ale czy mówiła całą prawdę? Merle wiedziała, że Królowa, która przecież czyta w jej myślach, natychmiast dowie się o jej wątpliwościach. Ale z jakiegoś powodu ominęła tę kwestię i zmieniła temat.

-Przed chwilą chciałaś się dowiedzieć, dokąd prowadzą nas syreny.

-Czy wyprowadzają nas z laguny?

-Nie, tego nie mogą uczynić. Groziłoby nam zbyt duże niebezpieczeństwo. Jeśli jakiś egipski zwiadowca dostrzegłby je pod powierzchnią wody, niechybnie rzuciłby się za nimi w pościg. Nie można ryzykować. Zbyt wiele syren straciło już życie z rąk ludzi . Nie mogę pozwolić na to, by kolejne padły ich ofiarą.

Merle utkwiła wzrok w szczupłych, otaczających ją sylwetkach, które przeprowadzały ją przez kanały. Z dłoni dwóch syren, delikatnie podtrzymujących ją w wodzie, promieniowało opiekuńcze ciepło.

-Syreny poprowadzą nas do Placu św. Marka- powiedziała Królowa.

-Ale to jest ...

-Sam środek miasta. Tak, wiem o tym .

-I tam wpadniemy gwardzistom prosto w ręce.

-Nie, jeśli temu zapobiegnę .

-Nie zapominaj, że to jest moje ciało! To ja muszę uciekać. To ja będę torturowana. To mnie zabiją.

-Nie mamy innej możliwości. Tylko w ten sposób możemy wydostać się z miasta. I ktoś musi nam w tym pomóc .

-Właśnie na placu św. Marka?

-Nie mamy wyboru. Tylko tam możemy go zastać, gdyż właśnie, tam jest więziony.

Merle zatkało. Tuż obok Placu św. Marka wznosił się Pałac Dożów, była rezydencja weneckich władców, a dziś siedziba rajców miejskich. Więzienie pałacowe owiane było legendą. I to zarówno to znajdujące się tuż pod ołowianym dachem, jak i to urządzone po drugiej stronie kanału, do którego z pałacu można się było dostać wyłącznie przez Most Westchnień. Kto nim szedł, ten już nigdy nie miał szans na to, by ujrzeć światło dzienne.

-Masz zamiar uwolnić jakiegoś więźnia, żeby pomógł nam opuścić Wenecję? Równie dobrze możemy skoczyć z najbliższej wieży w dół.

"Jesteś bliżej prawdy, Merle, niż myślisz. Ten, kto nam pomoże, nie gnije w więzieniu, lecz przebywa w Campanile .

-W najwyższej wieży w mieście?

-Zgadza się .

Campanile strzelała do góry na Placu św. Marka, górując nad miastem. Ale Merle dalej nie wiedziała, do czego zmierza Królowa.

-Tam nie ma żadnego więzienia!

-Nie dla zwykłych przestępców. Przypominasz sobie pewną legendę?

-Jak brzmi imię twojego przyjaciela?

-Vermithrax. Ale ty znasz raczej ...

-Ten stary zdrajca...

-Tak, to on .

-Ale to tylko legenda! W rzeczywistości Vermithrax nigdy nie żył.

-Myślę, że sam zainteresowany będzie miał inne zdanie na ten temat .

Merle na chwilę przymknęła oczy. Musiała się skoncentrować. Nie wolno jej popełnić teraz żadnego błędu. Od tego zależy jej życie.

Vermithrax, ten stary zdrajca. Postać rodem ze starych legend i mitów. Jego imię brzmiało jak przekleństwo. Ale jako realna postać - nigdy w życiu! Magia i czarownice morskie stanowiły część rzeczywistości. Ale Vermithrax? Równie dobrze można by się upierać przy tym, że właśnie zjadło się obiad z bogiem.

Albo wypiło duszkiem Królową Laguny.

-Dobrze-westchnęła Merle. -Więc twierdzisz, że ten stary zdrajca jest więziony w Campanile na Placu św. Marka?

-Tak .

-A my sobie do niego pójdziemy, uwolnimy go i... co wtedy?

-Sama zobaczysz, kiedy się tam znajdziemy. Jest mi winien jedną przysługę .

"Vermihrax jest twoim dłużnikiem?"

-Przed wieloma laty pomogłam mu .

-Najwidoczniej bardzo na tym skorzystał, bo wylądował w więzieniu.

-Daruj sobie tę uszczypliwość .

Merle z rezygnacją potrząsnęła głową. Jedna z syren spojrzała w jej stronę, chcąc się upewnić, że wszystko jest w porządku. Merle uśmiechnęła się do niej. Syrena zrewanżowała się, pokazują ostre zęby - jak u rekina.

-Jeśli on od lat przebywa w więzieniu, to dlaczego nikt o tym nie wie?

-Wszyscy o tym wiedzą .

Ale jego postać uchodzi za mityczną.

-Ponieważ ludzie tego chcą. Niewykluczone, że niektóre legendy i mity przestano by traktować jak baśnie, gdyby ktoś wreszcie odważył się poszukać w studni złotej kuli albo przyciął cierniowy żywopłot przed pałacem .

Merle zastanowiła się. "-On naprawdę jest tam na górze?

-Tak. W istocie.

-Jak zamierzasz go uwolnić? Z pewnością jest bacznie strzeżony.

-Przy odrobinie szczęścia...- Merle chciała jeszcze o coś zapytać, lecz spostrzegła, że syreny zbliżają się do powierzchni wody. Nad głową zauważyła kile łodzi, które kołysały się lekko w rytmie fal. Wszystkie stały w równym szeregu. Domyśliła się, dokąd dotarła. To przystań dla gondoli przy Placu św. Marka.

Woda wokół gondoli nabrała czerwonego odcienia. "To wschód słońca", pomyślała z ulgą Merle. Nastrój nieco jej się poprawił, chociaż światło słoneczne wcale nie było sprzymierzeńcem przy wejściu na wieżę.

-Za wcześnie- zawyrokowała Królowa. W jej głosie pobrzmiewała nuta zatroskania. -Jest jeszcze za wcześnie na wschód słońca.

-To co to jest?

Królowa zamilkła, a syreny nieco zdezorientowane zatrzymały się kilka metrów pod powierzchnią wody.

-Ogień-, odrzekła po chwili. -Plac św. Marka stoi w płomieniach!

Merle #1 - Merle i Królowa Laguny (twarda oprawa)

Autor: Kai Meyer
Wydawnictwo: Videograf II
Miejsce wydania: Chorzów
Wydanie polskie: 3/2006
Tytuł oryginalny: Merle: Fliessende Königin
Wydawca oryginalny: Loewe Verlag
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 272
Format: 150x210 mm
Oprawa: twarda
ISBN: 83-7183-382-2
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus