Recenzja książki "Bezpośredni Kontakt"

Autor: Marek Drozd
Korekta: Bool
18 lutego 2010

Mando – określenie, którego fanom Gwiezdnych wojen tłumaczyć nie trzeba. Dla tych mniej zaangażowanych ciałem i duchem w sagę z odległej galaktyki za wyjaśnienie niech posłuży obraz hełmu bojowego, z charakterystycznym rozcięciem w kształcie litery „T”. Pomnóżmy to przez milion dwieście tysięcy, a otrzymamy wynik w postaci armii Republiki, armii klonów. Gdy dodamy do tego Karen Traviss, autorkę, której znakiem firmowym są mandalorianie oraz trylogia „Komandosi Republiki”, efekt wydaje się być oczywisty.

Republika Galaktyczna, tysiącletnia, niezachwiana i potężna, w obliczu konfliktu stała się bezbronna. Jedi, którzy mieli być strażnikami pokoju, musieli stać się żołnierzami. Było ich niewielu, zbyt mało, aby sprostać zadaniu, jakie przed nimi postawiono. Z tego powodu powstała Wielka Armia Republiki, składająca się z istot żywych, jednak pozbawionych podstawowego przymiotu ludzi, jakim jest indywidualność. Blisko półtora miliona żołnierzy, a każdy wyglądający tak samo jak kolega z prawej i z lewej. Czy aby na pewno wygląd jest jedynym wyznacznikiem niepowtarzalności każdego klona? Karen Traviss w powieści „Bezpośredni Kontakt” odpowiada negatywnie na to pytanie.
Wspomniany konflikt, zwany Wojnami Klonów, zaczyna się formalnie na planecie Geonosis. Wtedy to chrzest bojowy przechodzą sklonowani żołnierze, niemalże idealne kopie łowcy nagród Jango Fetta, którego przedstawiać nie trzeba. Gdy kurz po niedawno zakończonej bitwie powoli opada, a pozostali przy życiu komandosi wchodzą na pokłady kanonierek, aby powrócić na statki transportowe czekające na orbicie, poznajemy klona o numerze 1136, którego później identyfikować będziemy jako Darmana. Jest jedynym z drużyny, który przetrwał geonosjański pogrom.
Zdarzenia rozgrywające się na samym początku Wojen Klonów są wstępem do właściwej historii opowiedzianej w „Bezpośrednim Kontakcie”. Po trzymiesięcznym uśpieniu Darman wraca do czynnej służby. Zostaje przydzielony do drużyny Omega, z członkami której związane będą jego przyszłe losy. Oddział komandosów otrzymuje zadanie przedostania się na planetę Quiilura, gdzie znajduje się baza Separatystów. W niej prowadzone są badania nad wirusem, który ma zabijać sklonowanych żołnierzy Republiki. Pomimo doskonałego wyszkolenia i świetnego zaopatrzenia w nowoczesną broń, Omega będzie potrzebować kogoś, kto polega nie na technice, ale głownie na Mocy, aby pomyślnie zakończyć zadanie. Reszta fabuły niech pozostanie tajemnicą, którą odkryjecie sami, czytając „Bezpośredni Kontakt”.

Karen Traviss to specjalistka od mandalorian. Stworzyła język, kulturę i dziedzictwo najsłynniejszych wojowników galaktyki, i czuje się to na każdej stronie powieści. Zagłębiając się w kolejne rozdziały, z których każdy rozpoczyna się raportem, prywatnymi notatkami na temat żołnierzy czy cytatem któregoś z Jedi, poznajemy sposób działania, myślenia i zachowania klonów. Mamy wrażenie, że wydarzenia opisane w „Bezpośrednim Kontakcie” rzeczywiście miały miejsce, nie tu, ale w innej galaktyce, jednak są w jakiś sposób realne.

Autorka wiele uwagi poświęciła kreacji komandosów. W trylogii niewątpliwie głównymi bohaterami są żołnierze z elitarnych oddziałów specjalnych, których działania poznajemy na kartach książek. Charakterystyczne dla Karen jest to, że równie poważnie traktuje opowiedzenie samej historii, co nakreślenie postaci. Każdy członek drużyny Omega to inny człowiek, z własnymi problemami, doświadczeniami i odmiennym poglądem na świat. To niewątpliwie ukłon w stronę czytelników lubiących odrobinę psychologii w świecie „Gwiezdnych wojen”. Pomimo tych zabiegów, akcja prowadzona jest sprawnie, nie pozwalając na dłuższą analizę portretów psychologicznych. Klony, rozmawiając ze sobą, niejednokrotnie używają wyrażeń w języku Mando, który poznały dzięki swoim mandaloriańskim instruktorom w trakcie szkolenia. Sytuacje trzymające w napięciu przeplatane są zabawnymi motywami, które urozmaicają powieść. Z jednej strony mamy zimnych profesjonalistów, którzy nie wahają się pociągnąć za spust, aby wykonać zadanie, nie mając przy tym wyrzutów sumienia, z drugiej zaś – zagubionych i niepewnych swojej przyszłości żołnierzy, pozbawionych możliwości poznania życia innego niż to, którego dane im było zasmakować na niezliczonych polach bitew. To wewnętrzne rozdarcie sprawia, że sklonowanym komandosom bliżej do zwykłych ludzi niż do maszyn, za jakie mają ich zwykli obywatele Republiki.

Można śmiało powiedzieć, że w „Bezpośrednim Kontakcie” dostajemy dokładnie to, czego spodziewać się powinniśmy po Wojnach Klonów. Wartka i pełna niespodziewanych zwrotów akcja okraszona dobrym humorem, oraz to, co najlepsze, czyli same klony – wszystko to sprawia, że gdy raz sięgniecie po książkę autorstwa Karen Traviss, nie odłożycie jej, póki nie skończycie czytać.

Star Wars: Komandosi Republiki #1 - Bezpośredni kontakt

Autor: Karen Traviss
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 12/2006
Tytuł oryginalny: Star Wars: Republic Commando: Hard Contact
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 316
Format: 125x190 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-241-2684-8
ISBN-13: 9788324126842
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,80 zł


blog comments powered by Disqus