Porządek społeczny płynący z medytacji - recenzja "Zenarchii"

Autor: Kormak
24 lutego 2008

Zen i anarchia. To pierwsze kojarzymy ze sferą ducha i medytacją, drugie z polityką i światem społecznym. Oba systemy słyną z radykalizmu, chociaż zen utożsamiany jest na co dzień ze spokojem i wyciszeniem, a anarchizm przeciętnemu zjadaczowi chleba przywodzi na myśl chaos, pożogę i brak jakichkolwiek zasad. Naturalnie takie rażące uproszczenia są błędne, bo np. buddyzm zen ma w swojej historii czarną kartę  - w Japonii wspierał militaryzm i ultranacjonalizm cesarskiego reżimu czasów II wojny światowej, a nie każdy anarchista marzy o rzucaniu bombami w znienawidzonych polityków. Anarchizm można przeżywać jako zjawisko duchowe, a zen może być sprowadzone do jak najbardziej przyziemnych codziennych czynności. Paradoksalnie te dwa zjawiska mają ze sobą wiele wspólnego, na co zwrócili uwagę członkowie środowiska amerykańskiej kontrkultury lat 60. z filozofem Alanem Wattsem na czele. Nic dziwnego więc, że to właśnie stamtąd wyszedł postulat połączenia zenu z anarchizmem, jednoczesnej rewolucji świata zewnętrznego i wewnętrznego.

Pojęcie zenarchii pojawiło się w umyśle Kerry’ego Wendella Thornleya (1938-1998) – frika, pisarza, filozofa, dziennikarza, narkonauty i libertarianina. To właśnie on do spółki z Gregiem Hillem napisał Principię Discordię i stworzył dyskordianizm, prześmiewczą religię, która swoich wyznawców raz na zawsze uwalniała z niewoli mentalnych ograniczeń monoteizmu i państwowej kontroli. Pod pseudonimami Omara Khayyama Ravenhursta i Ho Szi Zena Thornley pojawiał się w książkach swoich przyjaciół Camdena Benaresa i Roberta Antona Wilsona, aby w skórze tych fikcyjnych nauczycieli duchowych przekazywać swoją mądrość, której głównymi motywami było umiłowanie wolności i nie traktowanie siebie ani otaczającego świata poważnie. Zafascynowany psychologią, mistycyzmem, naturalnymi i chemicznymi sposobami wchodzenia w odmienne stany świadomości oraz polityką, próbował wypracować sposób, dzięki któremu zmieniając siebie samych będziemy zdolni również do przemiany tego, co nas otacza. Rezultatem okazała się właśnie zenarchia, która mimo że nosi w sobie znamiona utopii, jest całkiem interesującą propozycją na, mówiąc kolokwialnie, olanie systemu. Ostatecznym rezultatem uniwersalnego oświecenia ma być zanik państwa.

Zenarchia jest po części autobiografią Thornleya, a przynajmniej opisem jego drogi duchowej i dochodzenia do pewnych wniosków. Gdzie mieszkał, z kim się spotykał, co czytał, gdzie pracował – to wszystko miało wpływ na ostateczny rezultat ukształtowania jego porządku społecznego płynącego z medytacji. Głęboka fascynacja taoizmem, który miał olbrzymi wpływ na chiński buddyzm czan i w rezultacie japoński zen, ma odzwierciedlenie już w nazewnictwie. Ukute przez niego pojęcia rewolucja jin czy nie-polityka wskazują na mocne więzy tymi wschodnimi systemami. Jak radzić sobie w kontaktach z pracownikami aparatu państwowego, jak nie dać się drapieżnemu kapitalizmowi, jak stać się samowystarczalnym itd. - Thornley oferuje rozwiązania, które mogą nam przypaść do gustu, ale nie muszą. Pewnie wieluz  czytelników weźmie jego pomysły za znane od dawna utopijne idee starych hipisów. Część z nich zresztą uległa przedawnieniu, bo galopująca coraz szybciej rewolucja technologiczna wprowadziła takie (dobre i złe) zmiany w życiu społecznym, o których autorowi się nie śniło, kiedy pisał tą książkę. Ostatnią jej część stanowi zbiór krótkich koanów, anegdot i przypowieści podobnych do tych, które można znaleźć w Zen bez mistrzów zen Camdena Benaresa i także tutaj ich lektura przynosi dużo śmiechu, ale i refleksji.

Kerry Thornley pod pewnym względem jest również postacią tragiczną, co najlepiej można pojąć po przeczytaniu Kosmicznego spustu Roberta Antona Wilsona. Znajdziemy tam smutny opis: oto dyskordiański trikster piszący o spiskach Iluminatów Bawarskich, sam daje się ponieść paranoi, stając się więźniem czegoś, co Wilson nazywa Niebezpieczną Kapliczką. Thornley służył w marynarce wojennej z Lee Harveyem Oswaldem, którego historia zapamiętała jako rzekomego mordercę prezydenta Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Obaj eks-żołnierze mieszkali także w Nowym Orleanie w tym samym czasie, podobieństw między nimi było zresztą więcej. W końcu Thornley uwierzył w to, że sam był częścią spisków wymierzonych w JFK i Martina Luthera Kinga, a w każdym z przyjaciół zaczął widzieć agentów CIA. Drobne odpryski tamtych przeżyć czasami wychodzą w Zenarchii, np. we fragmencie o wywoływaniu nowotworów u działaczy pacyfistycznych przez wystawianie ich na działanie mikrofal. Z drugiej strony niektóre fakty z jego życia wydają się wskazywać na to, że ta paranoja mogła mieć swoje uzasadnienie.

Te problemy autora nie powinny jednak przesłonić nam prawdziwej wartości jego książki. Zenarchia to zasługująca na uwagę pozycja, która powinna zwrócić uwagę zainteresowanych nie tylko kontrkulturą, ale też polityką czy buddyzmem. Ma w sobie potencjał, aby nie tylko rozśmieszyć, ale także oburzyć niejednego.

Zenarchia

Autor: Kerry Thornley
Okładka: Wojciech Benicewicz, Joanna John
Tłumaczenie: Dariusz Misiuna
Wydawnictwo: Okultura
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 12/2007
Tytuł oryginalny: Zenarchy
Wydawca oryginalny: IllumiNet Press
Rok wydania oryginału: 1991
Liczba stron: 128
Format: 148 x 210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-88922-15-2
Wydanie: Pierwsze
Cena z okładki: 27,70 zł


blog comments powered by Disqus