Fragment książki "Pochwała herezji"


Kiedy fizyk rozmawia z metafizykiem, z reguły zaczyna domagać się opisu matematycznego przedmiotu rozmowy. Nieporozumienie pochodzi stąd, że fizycy mają skłonność uważać teorię metafizyczną za konkurencyjną bądź alternatywną teorię fizyczną. Tymczasem różnica pomiędzy nimi jest dokładnie taka, jak między odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego?”, a odpowiedzią na pytanie: „Jak?” Metafizyka zajmuje się tym, co dla fizyki jest „tajemnicą”, jak napisał prof. Mielnik.
Metafizyczna koncepcja rzeczywistości, będąca odpowiedzią na pytanie: „Dlaczego?”, z natury musi jednak zawierać w sobie odpowiedzi cząstkowe typu: „Jak?” Matematyczno-fizyczne teorie pokazujące, jak się rzeczy mają, są tylko elementami globalnego puzzla. Muszą pasować do całości obrazu (rzeczywistości), ale za całość nie mogą być uważane. Fizyka i matematyka dostarczają cząstkowych opisów, które muszą mieć swoje miejsce w koncepcji metafizycznej. Z drugiej strony wskazane jest, aby fizyk lub matematyk, stykając się teorią metafizyczną, mógł wybrać jakiś jej fragment w charakterze hipotezy i przystąpić do weryfikacji formalno-doświadczalnej. Fizyka i metafizyka powinny być zatem odrębnymi dziedzinami, pomiędzy którymi zachodzą jednak dwustronne zależności, które określają je wzajemnie. Metafizyka nie może pozostawać w sprzeczności z ustaleniami fizyki, natomiast fizyka nie może ignorować metafizyki jako wizji całości i źródła hipotez. Innymi słowy: fizyka ma dostarczać metafizyce faktów a metafizyka fizyce – pytań.
Tak powinno być, ale nie jest. Metafizyka, szczególnie tomistyczna, zerwała większość relacji z fizyką i obie nauki funkcjonują odrębnie. Rozpad atomu pierwiastka promieniotwórczego jest sprzeczny z metafizyką tomistyczną, ponieważ nie zachodzi tu działanie żadnej przyczyny zewnętrznej. Atom izotopu wykazuje niedopuszczalną, według Arystotelesa i Tomasza, autokinezję – rozpadając się, sam daje sobie to, czego wcześniej nie miał, czyli akt rozpadu. Izotop jednocześnie posiada i nie posiada aktu rozpadu, jest i w akcie i w możności, co przeczy starożytno-średniowiecznej teorii, która takiej sytuacji nie dopuszcza.
Arystotelesowi i Tomaszowi można wybaczyć… nie wiedzieli o promieniotwórczości. Jednakże współcześni tomiści ignorują fakty i z uporem mówią o „odrębności metod filozofii i nauk przyrodniczych”, czyli sugerują istnienie dwóch prawd, co przeczy jedności wiedzy. Skutkiem takiego stanowiska jest wizja anioła z młotkiem, którym boży posłaniec rozbija atomy na rozkaz Stwórcy, ponieważ jakaś przyczyna zewnętrzna musi przecież być…
Trudno się dziwić współczesnym przyrodnikom, że reagują na tego typu wywody wzruszeniem ramion i z dumą powtarzają za Newtonem: „Hipotezy Boga nie potrzebuję!”.
Jest to sytuacja nie do przyjęcia. Jej efektem jest zamykanie się tomistów w hylemorficznym skansenie czy raczej getcie, co przeciwnicy metafizyki przyjmują z szyderczą radością. Z kolei fizyka, pozbawiona wsparcia zachodniej metafizyki, chwyta się filozofii Wschodu i w rezultacie można poczytać, że ruchy cząstek to „taniec Wisznu” (F. Capra), a „druga zasada termodynamiki to bogini Kali” (L. Smolin). Tworzy się też niepoważne koncepcje postmodernistyczne, z których na przykład wynika, że kosmogonia Azteków jest tyle samo warta, co fizyka Einsteina, skoro „wszystko jest literaturą”. Tomiści i fizycy powinni wreszcie uświadomić sobie niedorzeczność własnego postępowania. Potem zaś rozważyć zagadnienie, czy druga zasada termodynamiki jest lub może być szczególnym przejawem Zasady Zachowania Wolnej Woli?
W myśl proponowanej koncepcji metafizycznej rozpad promieniotwórczy to ustanie aktu poznawalności w atomie izotopu i zaistnienie go w szeregu bytów potencjalnych, które stały się tym samym realnymi produktami rozpadu. Sytuacji fizycznej dokładnie odpowiada pewna abstrakcyjna konstrukcja metafizyczna. Ponieważ mechanizm rozpadu promieniotwórczego nie został jeszcze poznany i nie znamy drogi przemieszczania poznawalności, nie wiemy jak byty-stany się na tej drodze aktualizują, to nie możemy powiedzieć nic więcej.
Z proponowanej teorii metafizycznej wynika jednak, że w procesie tym mogą brać udział jeszcze jakieś byty niepoznane lub niepoznawalne. Mogą nimi być jeszcze nieznane stany jądra izotopu. Fizyk powinien zatem postawić sobie pytanie, czy czegoś nie przeoczył. W ten sposób metafizyka może skierować uwagę fizyka ku fizycznej teorii zmiennych ukrytych, która powinna ewentualnie stać się przedmiotem dalszych badań. Albo też, zważywszy na fundamentalny dla mechaniki kwantowej fakt, że między atomami i cząstkami elementarnymi jednego rodzaju nie może być różnic indywidualnych spowodowanych ich historią (atomy izotopu nie mogą różnić się jakimś „stopniem zużycia”, predestynującym je do rozpadu) powinniśmy rozważyć hipotezę, czy o rozpadzie nie decyduje jednak niepoznawalna „pamięć” stanów minionych? Indywidualnej historii atomu nie możemy poznać, ale ona istnieje i może mieć wpływ…
Podobną sytuację widzimy w przypadku dowolnego, ewoluującego układu dynamicznego, który podlega kolejnym zmianom i po każdym przekształceniu, za sprawą entropii Andrieja Kołmogorowa (która „zjada” informację zamiast ciepła), tracimy coraz więcej informacji o poprzednich stanach tego układu. Jego historia stopniowo staje się niepoznawalna, ale przecież istnieje cała!
Generalnie, pomiędzy fizyką a metafizyką nie ma żadnego konfliktu, który wymagałby wyznaczenia linii demarkacyjnej i mówienia o zasadniczych odrębnościach obu dziedzin. Obie się przenikają i powinny się uzupełniać.
Istotą nowej metafizyki jest tworzenie abstrakcyjnych konstrukcji uogólniających wyniki fizyki. Jest to oczywiście metoda abstrahowania, która w ogólnych zarysach pozostaje w mocy. Stosujemy ją, aby uzyskać odpowiedź na pytanie: „Dlaczego?” i wyjaśnienie to doskonalić. Ponieważ proponowana metafizyka oparta jest na Zasadzie Zachowania Wolnej Woli, „hipoteza Boga” nie jest konieczna. Owszem, osobiście uważam, że ostateczne odwołanie do Boga jest wyjaśnieniem najdoskonalszym, lecz stanowisko ateisty stwierdzającego, że lepiej poszukać materialnego wyjaśnienia, nie rujnuje całości koncepcji. Jako filozof jestem agnostykiem.
Spójrzmy teraz, jak nowa metafizyka w ogólnym zarysie odpowiada teorii względności. Według Einsteina wszystkie zdarzenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe są tylko miejscami w czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Ponieważ nie można ustalić, które zdarzenia zaszły lub zachodzą jednocześnie, istnieje poważny problem z ustaleniem ich następstwa. Określenie, które zdarzenia już zaszły i należą do przeszłości, a które do przyszłości, zależy od punktu, w którym znajduje się obserwator. Tyle teoria względności.
Metafizycznym odpowiednikiem czasoprzestrzeni Einsteina jest obszar bytów potencjalnych. Właściwie należałoby powiedzieć, że czterowymiarowa czasoprzestrzeń z teorii Einsteina zawierająca wszystkie zdarzenia (byty) stanowi część metafizycznego obszaru bytów potencjalnych, który może mieć więcej niż cztery wymiary i w którym to obszarze następuje przemieszczanie aktu poznawalności.
Przyjmijmy też, że poznawalność przemieszcza się wzdłuż wymiaru prostopadłego do trzech wymiarów normalnej przestrzeni z prędkością światła. Jeżeli obserwowane przez nas zmiany zachodzą niekiedy znacznie wolniej, jest to wynik tego, że po drodze poznawalność musi być nadana bardzo wielkiej liczbie bytów albo że przemieszczanie poznawalności zachodzi z przerwami. Każdy przeskok poznawalności odbywa się jednak z prędkością światła. Takie ujęcie uzgadnia koncepcję metafizyczną z zasadą teorii względności mówiącą, że nic nie może się poruszać szybciej od prędkości światła. Ściślej: światło nie może poruszać się szybciej od poznawalności, której ruch wyznacza maksymalną możliwą prędkość zdarzeń. Bieg światła biegowi poznawalności jedynie dorównuje. Dlatego dla fotonów czas stoi w miejscu. Lecz nie wybiegajmy zbytnio w naszych rozważaniach.
Poznawalność porusza się zatem jak światło – w obrębie stożka światła w czasoprzestrzeni Minkowskiego*. Ruch poznawalności aktualizuje m.in. kolejne położenia fotonów i zdarzenia związane z oddziaływaniem światła i materii. Kiedy sztucznie ekstrapolujemy przemieszczenie poznawalności pomiędzy różnymi stożkami światła, może to spowodować, że w jednym układzie odniesienia zdarzenie A zaszło przed B, a w innym B przed A. Zgodność z teorią względności jest tu całkowita. Śledząc ruch poznawalności w układzie związanym z jednym obserwatorem i myślowo przedłużając ten ruch do innego stożka światła, możemy uznać za aktualne inne byty niż obserwator, który wykona tę operację w innym układzie (stożku światła). Jest to jednak operacja tylko myślowa, będąca tworzeniem sztucznej, nie zachodzącej w rzeczywistości relacji – tak ujmuje to zagadnienie proponowana koncepcja metafizyki.
Jak jednak uzgodnić nową metafizykę ze stwierdzonym doświadczalnie faktem, że im bardziej prędkość poruszającego się ciała zbliża się do prędkości światła, tym czas dla tego ciała płynie wolniej? Zmierzono wszak, że mezony poruszające się z prędkościami relatywistycznymi „żyją dłużej” od mezonów poruszających się wolniej. Jeżeli staniemy na stanowisku, że aktualizacja bytów (przemieszczanie poznawalności) nie może następować szybciej ani wolniej niż z prędkością równą prędkości światła, to okaże się, że – niezależnie od prędkości ruchu cząstki – szybkość aktualizacji bytów potencjalnych jest taka sama.
Dla poruszającej się cząstki aktualizują się konkretnie byty-stany tej cząstki prowadzące do jej rozpadu oraz byty-położenia tej cząstki. Jeśli cząstka porusza się szybciej, to musi zaktualizować się więcej położeń, i siłą rzeczy aktualizacja stanów następuje wolniej, co opóźnia rozpad. Stąd możemy powiedzieć, że większa szybkość „przedłuża” życie cząstki. Na końcu tej skali mamy fotony, dla których czas stoi w miejscu. Mówiąc kolokwialnie: poznawalność musi „obsłużyć” więcej bytów potencjalnych (potencjalnych położeń), ponieważ wymusza to relatywistyczny ruch cząstki i byty-stany aktualizują się w „drugiej kolejności”.
Sytuacja staje się analogiczna do zasady nieoznaczoności, gdzie też mamy alternatywę: stan-położenie (konkretnie: pęd-położenie) i możemy poznawać tylko jedno albo drugie. Stan poznawalny i niepoznawalny występują tu w parze, a ściślej – jeden akt poznawalności oscyluje między dwoma bytami potencjalnymi. Konsekwencją tego stanowiska jest potrzeba uznania, że położenia są bytami dyskretnymi (kwantowymi) a nie ciągłymi. Nowa metafizyka proponuje zatem współczesnej fizyce rozważenie rezygnacji z koncepcji ciągłości położeń. Co więcej, propozycja ta znajduje już potwierdzenie w postaci fizycznej koncepcji „ziarnowatości” czasoprzestrzeni, przy czym rozmiary tych „ziaren” lub pęcherzyków „piany” są rzędu długości Plancka, czyli 10–35 m. (zdanie dopisane dwa lata później – przyp. KTL).
Powyższa metafizyczna interpretacja problemu spowalniania upływu czasu i wydłużania życia mezonów może być uproszczona; w szczególności: nie musi być prawdziwa, a tym bardziej nie ma na celu zastąpienia teorii fizycznej (chociaż wydaje się ją antycypować!). Przykład pokazuje jednak, że w ramach proponowanej metafizyki dwóch aktów można rozważać specyficzny problem fizyczny, nie popadając w jaskrawą sprzeczność z fizyką. Postawiona w tej samej sytuacji metafizyka tomistyczna potrafi jedynie snuć jałowe rozważania o odrębności płaszczyzn poznawczych fizyki i filozofii.

Pochwała herezji. Rzecz o metafizyce i wolności w trzech esejach

Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawnictwo: Fantasmagoricon
Wydanie polskie: 1/2008
Seria wydawnicza: ...PROJEKT...
Liczba stron: 112
Format: 125 x 190 mm
ISBN-13: 978-83-925540-4-2
Cena z okładki: 19,90


blog comments powered by Disqus