Konstanty Ildefons Gałczyński "Wiersze zebrane" - recenzja tomów I i II

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 lutego 2015

Tarcza satyry

Konstanty Ildefons Gałczyński należy do poetów znanych i "szkolnych". To zawsze osobliwe zestawienie, sugerujące, że jego twórczość znana jest tylko wybiórczo, według uznania autorów szkolnych programów bądź podręczników, których decyzje tak często zasługują na kwestionowanie; więc jest to pisarz może znany, ale niekoniecznie rozpoznany. Ogrom jego twórczości pozostaje w cieniu Pieśni o żołnierzach z Westerplatte i Zaczarowanej dorożki. A choć utwory te w pewnym sensie wyróżniają się faktycznie artystycznym kunsztem, to jednak nie wyczerpują postaw twórczych Gałczyńskiego.

Jednocześnie mamy kuriozalną sytuację wydawniczej nieobecności autora Zaczarowanej dorożki. Bo coraz to nowe wybory wierszy i wznowienia co prawda wchodzą na polski rynek literacki, ale dotychczas brak było pełnego wydania jego poezji, z należytym przy tej okazji opracowaniem krytycznym. Dopiero teraz, w przeszło 60 lat od śmierci autora, wydawnictwo Prószyński i S-ka zdecydowało się wypełnić tę lukę, wydając w ramach wielotomowej edycji dzieł zebranych Gałczyńskiego także jego Wiersze zebrane, na które składają się dwa opasłe tomy: Szarlatanów nikt nie kocha oraz Portret muzy (odpowiednio 740 i 974 strony!). I tak, jak niegdyś musiał Gałczyński czekać wiele lat na druk swoich wczesnych wierszy, tak teraz ich wznowienie odbywa się nieraz po wielu dekadach. Dodatkowo czytelnik znajdzie tu utwory, które w ogóle w tomikach były nieobecne i w osobnym zbiorze drukowane są po raz pierwszy (Bal na Kremlu, Stosunki w Sowietach, Piosenka warszawskich krzyżowców).

W pierwszym tomie, zbierającym wiersze Gałczyńskiego od 1919 (choć faktycznie bardziej regularna twórczość tego poety zaczyna się od roku 1923 czy nawet 1924) do 1946, widzimy głównie próby wyraźnego zaznaczenia własnej drogi twórczej, własnej koncepcji poezji. Poezji, która miała innowacyjny, autorski charakter, pozbawionej naśladownictwa (mylne są sądy, jak we wstępie pokazuje Jerzy Stefan Ossowski, jakoby Gałczyński miał być uczniem Tuwima, oj bardzo mylne) i nie wpisującej się ani w projekt proletariacki, ani w projekt skamandrycki. To model poezji opartej na ironii, fantastyce, humorze, magii i grotesce. Przy czym autor koncentruje się zarówno na lirycznym kunszcie, jak i pewnego rodzaju obowiązkach społecznych artysty. Poezja przestaje być jedynie "tworzeniem pięknych zdań", staje się bronią przeciwko kulturowemu ograniczaniu, zamykaniu w ramy i schematy (także artystyczne) nowoczesnego człowieka. Widać w tych wierszach również wewnętrzne zmagania poety, który z jednej strony mocno chce przedrzeć się do jakiegoś setna rzeczywistości za pomocą słów, zdekonstruować iluzję i może zakląć ją na nowo językowymi zaklęciami, z drugiej strony jest świadom często artykułowanej niemocy poety i poezji, pewnej impotencji wierszy czy fatalności rzeczywistości, która nie daje się obłaskawić, a już na pewno nie kierować za pomocą zbitki sylab.

Obok tego wyłania się wizerunek podmiotu lirycznego jako alter ego autora. Wiele skandalizujących historii krążących o Gałczyńskim zostało opisanych w jego wierszach. Czytelnik odnajdzie tu autotematyczne, a przy tym autoironiczne utwory: Śmierć poety, Boję się zostać wieszczem, Ballada o trąbiącym poecie, Na dziwny a niespodziewany odjazd poety Konstantego, Żywot Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Służą one, jak zauważył Ossowski, budowaniu legendy literackiej na miarę Stanisława Przybyszewsiego i Witkacego. Jednak w przeciwieństwie do nich, Gałczyński robił to głównie za sprawą poezji. Nie należy przy tym zbyt pochopnie oceniać takich wyborów, bo dla Gałczyńskiego to wszystko było ważne: poezji nie chciał on zamknąć w technikaliach, w samym warsztacie rytmów i figur stylistycznych. Cenił coś, co potocznie nazywa się przesłaniem wiersza, jego konotacjami intelektualnymi i moralnymi, jakimś etycznym przekazem, często wymierzonym w kogoś, zwykle zaś broniącym interesów szarego człowieka. Bo sam Gałczyński miewał swe "szare" okresy – materialnych problemów, finansowych niepowodzeń.

Drugi tom, zbierający wiersze od 1946 do 1953 roku, to początkowo próba odpowiedzi na pytanie o możliwy kształt poezji po doświadczeniach wojennych. Gałczyński pozostaje w niej raczej konsekwentny. Tak, jakby tragedia wojny nie mogła wyjść obronną ręką spod naporu groteski i humoru. Oczywiście mamy tu całkiem poważne Pieśń o żołnierzach z Westerplatte czy Pieśń o fladze, ale zaraz pojawią się liryki podszyte humorem, a nawet pewną uszczypliwością. Dopiero lata powojenne okazują się próbą poezji, której Gałczyński nie w pełni podołał, wraz z całym szeregiem kompromisów, na jakie pójść musiał (?) artysta uwikłany w politykę. Wtedy próbował kreślić światy magiczne, jakby na złość socrealizmowi, odnajdując w nich tradycyjne wartości. Jest to więc poezja pełna paradoksów, w której tylko niski (w sensie: humorystyczny, prześmiewczy) ton może zachować to, co wysokie, przez legitymację politycznego niezaangażowania. Dopiero rozwój sytuacji społecznej lat 40. i idąca z nim pogłębiona cenzura zmusiły Gałczyńskiego do kolejnych strategii obronnych, do przyjęcia języka ezopowego, ale i do kapitulacji w niektórych przypadkach, do tworzenia literackiej "zasłony dymnej", do pogodzenia się ze służebną rolą poety wobec ustroju, jeśli w jego ramach chciano funkcjonować. Mamy więc pochwalną Pieśń o Stalinie czy wymierzony w emigrującego z kraju Miłosza Poemat dla zdrajcy. Kwestia tych utworów jest, i zapewne zawsze pozostanie problematyczna. Pomijać ich nie należy, lecz patrzeć przez nie jedynie na całą twórczość poety – to nie tylko naiwność, głupota nawet, ale przede wszystkim duża strata.

Pierwsze pełne wydanie wierszy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego to ważne wydarzenie w polskiej literaturze. To zasłużony hołd złożony poecie, który wiele energii poświęcił na obronę poezji. Na jej uratowanie zarówno przed nadmiernym estetyzmem, jak i przed służalczą rolą wobec politycznej dyktatury. Nie zawsze się to Gałczyńskiemu udawało, ale tylko dlatego, że ryzyko porażki było w takie próby wpisane. Nie milczał jednak i te 1700 stron są owego nie-milczenia dobrym świadectwem.

Szarlatanów nikt nie kocha. Wiersze zebrane. Tom 1

Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2014
Liczba stron: 740
Format: 147 x 208 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788379610402
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,90 zł


blog comments powered by Disqus