Recenzja książki "Dziedziczka smoka #2 – Drzewo Idhunn"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Bool
16 sierpnia 2011

Włoskich autorów na naszym rynku jest niewiele, szczególnie w sekcji młodzieżowej. Videograf II najwyraźniej postanowił uzupełnić tę lukę na rynku, wypuszczając trylogię Licii Troisi „Dziedziczka smoka”. Niestety, wątpliwe jest, aby kogokolwiek zachęcił tym do literatury ze słonecznej Italii.

Drugi już tom nieszczęsnej trylogii posiada jedną zasadniczą zaletę: jest stosunkowo krótki. Sofia, główna bohaterka, niewiele zyskała od ostatniego spotkania z czytelnikiem: wraz z Lidją podróżuje po kraju w wędrownej trupie cyrkowej, podając klaunom torty na scenie i sprzedając bilety. Spotyka tam niezwykle urodziwego chłopca, Fabia, w którym z miejsca się zakochuje. Zakopana w swoich kompleksach, zamyka się w sobie, jednak gdy odkrywa, że śliczny Fabio jest – tak jak ona – Smokończykiem, który jednak kolaboruje z Nidgghorem, postanawia walczyć o przeciągnięcie go na stronę dobra.

Pod tymi osobistymi wątkami tonie fabuła tomiku, czyli poszukiwanie drzewa czarownic, orzecha, wokół którego tańczyły ubrane na biało wiedźmy. Wydaje się, że to tylko pretekst, aby pokazać wewnętrzne – niezbyt jednak głębokie – przeżycia bohaterki. Ta z kolei, jak poprzednio, boryka się z samotnością, wyobcowaniem, tajemnicą osnutą wokół postaci swojej matki oraz, dla odmiany, z pierwszą miłością.

Nie można powiedzieć, że Licia Troisi to zła pisarka. Jej „Kroniki świata wynurzonego”, bardzo popularne w Polsce, były całkiem niezłą, typową fantasy, której akcja toczyła się w alternatywnym świecie. Czytało się je z przyjemnością w wolnej chwili, jakkolwiek trudno było nazwać je ambitną lekturą. Jednak „Dziedziczka smoka” to dziełko aż nazbyt typowe. Czerpiąc garściami z mitologii, wyławia jej najbardziej znane i oklepane elementy. Również naiwność czarno-białych bohaterów i prostota fabuły nie pociągają.

Ale, ale, ale... Pamiętajmy, że to książka dla dzieci. Bohaterką jest dwunastolatka, która najprawdopodobniej myśli właśnie tak, jak dziewczynka w tym wieku. Adopcja, chociaż tutaj wydaje się równie cudowna jak ta z „Olivera Twista”, również nie jest łatwym tematem. Autorka może jej nie udźwignęła, ale możemy to złożyć na karb konwencji książki. „Dziedziczka smoka” jest na tyle prosta, że aż bajkowa. Może więc źle patrzymy na tę pozycję? Może autorka starała się pisać naiwnie, aby dopasować się do poziomu bardzo młodego odbiorcy, jednocześnie przyciągając go znaną z baśni i bajek konwencją? Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Z pewnością „Drzewo Idhunn” można czytać młodszym dzieciom. Źli bohaterowie zostają ukarani, dobrzy wynagrodzeni, znajdziemy tam odpowiednią dla tego wieku prostą fabułę, nieskomplikowaną, ale pełną atrakcji akcję, narracja jest dopasowana do dziecka w tym wieku. Trudno ocenić tę książkę, będąc już wyrobionym czytelnikiem: jako kontynuacja nie różni się poziomem od pierwszej części, jako całość może odpowiadać naszym milusińskim, ale nam – w żadnym wypadku.

Dziedziczka smoka #2 - Drzewo Idhunn

Autor: Licia Troisi
Tłumaczenie: Anna Gogolin
Wydawnictwo: Videograf II
Miejsce wydania: Chorzów
Wydanie polskie: 11/2010
Tytuł oryginalny: La ragazza drago: L'albero di Idhunn
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 224
Format: 140x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788371838590
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł



blog comments powered by Disqus