Recenzja książki "Święty Wrocław"

Autor: Wojciech Kobza
Korekta: Wiktor "Inferre" Dynarski
29 listopada 2009

Po podwójnej kooperacji z Urbaniukiem, czego efektami były dwa tomy skądinąd bardzo dobrych tekstów „Pies i Klecha”, przyszedł czas na kolejne indywidualne dokonanie Łukasza Orbitowskiego. Jest nim „Święty Wrocław”, czyli kolejna opowieść majacząca na pograniczu snu i jawy. Oczywiście autor nie mógł odmówić sobie wplecenia w to wszystko kilku barwnych bohaterów. W dodatku mamy tutaj do czynienia z bardzo zastanawiającą rzeczą...

„Święty Wrocław” doczekał się solidnej reklamy. Filmik na „tubie”, reklamy, naprawdę pozytywne recenzje w największych gazetach. Nie trzeba było się wiele zastanawiać, by zauważyć, że książka miała naprawdę solidną akcję promocyjną. Jednak w ostatecznym rozrachunku liczy się treść, a nie sama otoczka, prawda? Tak więc po tych wszystkich krzykliwych okładkach, jakie ostatnio dominują na rynku, miło jest dostać w swoje ręce coś bardziej czarnoszarego i ponurego. Druga rzecz, która uderza, choć lepiej by było powiedzieć „wypada”, przy pierwszym kontakcie z książką, to gazeta do niej dodana – „Wrocławski detektyw literacki”. Tak... Nawet pobieżne przejrzenie tej gazety pozwoli nam zapoznać się z problemem zawartym w samej powieści. No dobrze, zajmijmy się wreszcie treścią...

Całą historię opisuje wszechwiedzący narrator, który ze swojego miejsca jest w stanie przyglądać się kilkunastu bohaterom, których „Święty Wrocław” w jakiś sposób doświadczył. Oczywiście wpierw musiał się on pojawić, ale tak naprawdę nikt nie wie, kiedy stało się to   dokładnie. Po prostu pewnego dnia został on niejako odkryty i już... Lecz to wszystko co zaczęło się dziać naokoło tego miejsca, to prawdziwa treść książki. Tym oto sposobem poznajemy Michała i Małgosię, czyli właściwie głównych bohaterów dramatu. Poza nimi napotkamy na kartach powieści jeszcze szefa wrocławskiej policji, rodziców Małgosi, pewnego prawnika Firgałę i jeszcze kilka innych osób, występujących bardziej epizodycznie. Wszyscy oni w jakiś sposób zetkną się z fenomenem Świętego Wrocławia i nigdy już nie pozostaną tacy sami. Sam Święty Wrocław to po prostu osiedle, no może nie do końca takie zwykłe, wszak pod warstwą tapet i tynku jest ono czarne, przyciągające ludzi. A kto już w nie wniknie, ten już nie wróci.

Powieść nastrojem przypomina „Tracę Ciepło”. Bohaterowie podobni, choć bardziej niż we wspomnianym tytule autor zwiększył rozdźwięk pomiędzy realizmem a fantastyką, które paradoksalnie przeplatają się niemal na każdym kroku. W jednej chwili mamy opis sceny do bólu rzeczywistej, ot takiej, w jakiej samemu bierze się udział niemal codziennie, a tu nagle wyskakuje fantastycznego, zapierającego dech w piersiach.

Duża liczba głównych bohaterów nie przeszkadza, a nawet pozwoliła Orbitowskiemu pokazać różne podejścia do świata, sposoby postrzegania tytułowego wycinka Wrocławia. Co ciekawe, postaci nie rozsądza się wedle tego, jakimi są ludźmi, lecz wręcz oczekuje się, co z nimi zrobi Święty Wrocław.

Jak zwykle autor pozostawia wiele miejsca czytelnikom na interpretację tego, czym właściwie jest Święty Wrocław. Takie niedopowiedzenie może niektórym się podobać, szczególnie osobom zaznajomionym z innymi książkami Orbitowskiego, zaś świeżych czytelników wprowadzić może w konsternację, bądź zachwycić. Odpowiedź na pytanie: „Do której grupy będę należeć?”, znajdziesz na kartach „Świętego Wrocławia”.

Święty Wrocław

Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 3/2009
Liczba stron: 300
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-08-04306-6
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus