Recenzja książki "Tracę Ciepło"

Autor: Adam Wieczorek
26 kwietnia 2007

Stało się. Łukasz posłuchał dobrych rad i wydał pełnowymiarową książkę, nie będącą zbiorem dotychczas wydanych opowiadań. Ogrom pracy i jej jakość doceniło Wydawnictwo Literackie, które zdecydowało się na publikację pokaźnego tomu zatytułowanego "Tracę Ciepło". Choć jest to zamknięta całość, to da się w niej wyróżnić trzy, a nawet cztery opowieści, które przeplatają się wzajemnie zmierzając do ostrego finału.

Tracę Ciepło to opowieść o twardej, niekoniecznie łatwej, męskiej przyjaźni. Głównych bohaterów obserwujemy od dni szkolnych, końca ósmej klasy w roku przemian politycznych w Polsce. Stoją po przeciwnych stronach barykady. Klasowy oferma i jego ciemiężyciel, ale pewne tragiczne i nadprzyrodzone wydarzenie powoduje, że stają się kumplami. Spoiwem ich przyjaźni jest wspólna tajemnica - możliwość zajrzenia na "drugą stronę", do świata duchów.

Pierwsza opowieść pokazuje początki przyjaźni i wydarzenia z szaroburej podstawówki na krakowskim Kazimierzu. Później przyjdzie czas na opowieści ze studiów, wyprawę do dziwacznej miejscowości. Tam pojawia się legenda, która odbije się czkawką w późniejszym etapie opowieści. Mamy też dziwaczną sektę i diabolicznego anioła oraz nadchodzący koniec świata.

Sposób narracji rozpoznają wszyscy miłośnicy prozy Łukasza. Choć wyraźnie jest to praca dojrzalsza niż znane nam opowiadania, to ciągle nie traci tego typowego stylu, który ktoś nazwał "Orbitowski Fiction". To przez ten styl powieść wymyka się wszelkim klasyfikacjom, bo z jednej strony jest ponurą obyczajówką z okresu przemian systemowych, a z drugiej klasyczną powieścią grozy. Wszystkiego jest tu po trochu i co ciekawe to poza jednym momentem udało się Łukaszowi utrzymać jednolity, wysoki poziom narracji.

Ten jeden zgrzyt to skądinąd świetna legenda o miłości byłego niemieckiego żołnierza do Polki. Ich zagmatwana historia została opowiedziana sprawnie, choć właśnie tutaj wyraźnie zmienił się styl autora. Bliżej mu do tego znanego z felietonów pisanych z Jarkiem Urbaniukiem i opowiadań, niż do reszty książki. Brak mu tej głębi, choć nie sposób się kłócić, że jest to świetna i bardzo smutna historia. Do tego ma ważne znaczenie dla dalszej fabuły opowieści, ale wyraźnie odstaje od reszty.

To w zasadzie jedyny mankament książki Łukasza. Tak naprawdę liczące sobie ponad 400 stron tomiszcze połknąłem w jeden wieczór. Szybka narracja, nie bawiąca się w żadne pitu-pitu, praktycznie tak bezpardonowa, jak bohaterowie powieści, powoduje, że lektura sprawia przyjemność. I to taką płynącą gdzieś z głębi męskiego ja. To powieść dla facetów, bo oni odkryją jej głębię, choć kobiety też nie będą zawiedzione. Prawdę mówiąc spodziewałby się patronatu Playboya na tej powieści - z pewnością pasowałaby do wyśrubowanych norm jakościowych pisma. To sprawna i piętnująca polskie przywary powieść, gdzie pod otoczką mistycyzmu i grozy tkwi wnikliwa i celna obserwacja codzienności.

"Tracę Ciepło" to najlepsze dotychczasowe dzieło Łukasza Orbitowskiego. Tak trzymać.

Tracę ciepło

Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Wydanie polskie: 4/2007
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-08-03972-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,99 zł


blog comments powered by Disqus