Recenzja książki "Gildia Hordów"

Autor: Girwan
Korekta: Bool
5 września 2009

Przed laty Andrzej Sapkowski stworzył Wiedźmina. Magdalena Salik wymyśliła Hordów, wojowników zdolnych pokonać potwory, przed którymi drży cała kraina. Czy „Gildia Hordów” jest w stanie dorównać prozie Sapkowskiego? Przyjrzyjmy się bliżej.

Kraina na granicy królestwa, oddalona, zapomniana i przeklęta. Każdej zimy doliny Gruaronu nawiedzane są przez grychty – potwory, przed którymi lokalna społeczność ucieka do miast i grodów, chroniąc dobytek, a przede wszystkim życie. Kto nie ucieknie, kto się nie schroni w bezpiecznym miejscu, zginie. Tak mniej więcej wygląda świat przedstawiony nam przez autorkę. Oczywiście został on wypełniony żywymi istotami. Są więc zwyczajni ludzie, są kriotosi, czyli rozbójnicy, i są też Hordzi – jedyni wojownicy będący w stanie stawić czoła grychtom. Każda z grup ma swoich reprezentantów w powieści. Stary Człowiek, Newia i Gret Orin to bohaterowie, wokół których toczy się akcja. Gildia jest reprezentowana między innymi przez Torna, Udula i Bren Otta. Każda z postaci została przez autorkę opisana i chociaż na początku nie wiadomo o nich zbyt wiele, każda strona powieści odsłania przed czytelnikiem kolejne informacje. Dowiadujemy się, czego Newia szuka w tej zapomnianej przez resztę świata krainie, czemu Bren Ott ściga Torna i dlaczego ten ostatni stał się wyrzutkiem, na którego poluje każdy członek społeczności Hordów. Każdy z nich skrywa również tajemnicę. Niektóre z nich Salik objawia, a niektóre zachowuje na przyszłość, pobudzając naszą ciekawość.

W „Gildii Hordów” autorka sięga po sprawdzone narzędzia, które tworzą typową powieść fantasy. Prosty język, szybka akcja i ciekawa fabuła powoduje, że ciężko jest oderwać się od lektury. Zagmatwane wątki, tajemniczość i niebezpieczny świat, w którym osadzona została akcja, wciągają czytelnika, który czyta, czyta... i czuje niedosyt. Nie można powiedzieć, że zasypano nas dużą ilością wątków. Jest ich kilka, jednak przeplatają się ze sobą, by w finale powiązać się i wyjaśnić wiele dotychczasowych niewiadomych. Tu zaznaczę, że wiele to nie znaczy wszystkie. Nie zabrakło oczywiście wątku miłosnego, chociaż przyznać trzeba, że jest on potraktowany marginalnie. I tu właśnie pojawia się problem. Sporo elementów powieści zostało potraktowanych ogólnikowo. Zabrakło szczegółów, dzięki którym świat byłby przedstawiony bardziej dogłębnie. W przypadku postaci jest to brak wyraźnych sylwetek psychologicznych, w przypadku dolin Gruaronu trochę za mało opisów fauny i flory, które je wypełniają. Daje się to zauważyć, ale na szczęście nie wpływa na przyjemność czytania.

Z uwagi na brak szczegółowości, książkę możemy w zasadzie oceniać tylko pod kątem fabuły. I tu ocena musi być co najmniej dobra. Ciekawy pomysł, interesująco poprowadzone wątki i szybka akcja opowiedziana w przystępny sposób powodują, że chętnie sięgnę po drugi tom cyklu „Doliny Mroku”. Jak na powieść debiutancką, „Gildia Hordów” to całkiem udane dzieło, godne polecenia każdemu, kto lubi lekką, nieskomplikowaną fantasy. Odpowiadając na zadane na wstępie pytanie, Salik brakuje jeszcze lekkości prozy Sapkowskiego i jego głębokiego spojrzenia we wnętrza kreowanych przez siebie bohaterów. Jest jednak na dobrej drodze i mam nadzieję, że z niej nie zboczy.

Doliny mroku #1 - Gildia Hordów

Autor: Magdalena Salik
Okładka: Tomasz Maroński
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2009
Liczba stron: 384
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-53-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,50 zł


blog comments powered by Disqus