Max Kidruk "Bot" - recenzja książki

Autor: Sir Alexander
Korekta: Agata 'Aninreh' Włodarczyk
25 lutego 2015

www.gildia.pl
Bot.
Dostępność: 2-3 dni robocze
Cena: 40,40 zł 44,99 zł
dodaj do koszyka

O autodestrukcyjności ludzkiej stron paręset

Opowieść o szeroko rozumianej ludzkiej skłonności do szukania własnej zguby zdaje się być szczególnie dobrze przystosowanym do przetrwania literackim tematem. Raczej nie grozi mu szybkie odejście w niepamięć. Ta grupa zawiera kilka głównych rodzajów: a to człowiek, w swojej głupocie i pysze dokopie się do czegoś, czego nigdy znaleźć nie powinien, a to zmajstruje coś mądrzejszego od siebie, ale dość przy tym ludzkiego, by uległo krwiożerczym zapędom i zapragnęło całego świata dla siebie. Istnieje jeszcze jeden temat o świetlanej przyszłości. W miarę jak technologiczne jarzmo z dowolnym przedrostkiem (bio-, nano-, smart- i tak dalej) coraz ciaśniej otula przestrzeń życiową homo sapiens, zwiększa się prawdopodobieństwo, że prędzej czy później coś pójdzie nie tak i z pudełka wyskoczy pajacyk, który pożre nas wszystkich. Młody (rocznik 84) ukraiński pisarz, Max Kidruk, proponuje kolejny scenariusz takiego wydarzenia. 

Autor zabiera nas na nieprzyjazną pustynię Atakamę, gdzie w tajnym laboratorium sponsorowanym przez Pentagon produkowane są... boty. Bynajmniej nie takie, z jakimi zapaleńcy komputerowi stykają się w grach cyfrowych, lecz bardziej... prawdziwe. Obdarzone ludzkimi ciałami i mózgami z nanotechnologicznym wsparciem zostały wyhodowane jako żołnierze idealni: zdolni do współdziałania ze sobą na zasadzie roju, nieulękli, nieludzko szybcy i zwinni, a przy tym całkowicie pozbawieni zbędnego balastu etyki i sumienia. Co było do przewidzenia, tak wspaniałe istoty prędzej czy później musiały nadepnąć na piętę – a nawet grdykę – swoim bardziej ograniczonym twórcom. Prawie połowa botów ucieka na pustynię, padają pierwsze trupy, jednak na początku ich twórcom bardziej niż o przetrwanie – własne i gatunku – będzie chodziło o uratowanie drogiej inwestycji. Nim się zorientują we własnej pomyłce, stawka wzrośnie ekstremalnie.

Głównym bohaterem powieści jest Ukrainiec Tymur, programista, którego mechanizm quasi-sztucznej inteligencji zrewolucjonizował rynek gier komputerowych. Bez wiedzy Tymura został także wykorzystany w wojskowym programie na Atakamie. Po ucieczce botów to właśnie on zostaje wezwany do posprzątania bałaganu, choć decyzję o wylocie podejmuje bez pełnej wiedzy o sytuacji. Drugim z herosów jest Południowoafrykańczyk Rino – sympatyczny lecz popędliwy drągal, który problemy zwykł rozwiązywać w sposób dokładnie odwrotny niż przeciętny programista, a więc pomijając planowanie na rzecz fizycznych rozstrzygnięć. W bazie na Atakamie poznajemy szereg innych postaci: psycholożkę, biologów, garść ochroniarzy i zarządzającego całością Japończyka, traktującego boty niemal jak własne dzieci (przy założeniu, że byłby to dość nieczuły i bezwzględny ojciec, ale i tacy się zdarzają). Sytuacja wkrótce eskaluje, a działalność botów przerzedza ludzkie szeregi, więc na dobrą sprawę nie ma sensu przyzwyczajać się do większości z nich. Sama powieść grawituje od science fiction thrillera do survival thrillera, do ostatnich stron zachowując cechy obu podgatunków.

Bot to solidna cegła – ponad sześćset stron zaskakująco konkretnej literatury. Kidruk zapatrzył się na Michaela Crichtona i stworzył niebanalne science fiction. Powieść nawiązuje do Roju (zbuntowana Sztuczna Inteligencja plus zaawansowana nanotechnologia – dzieło pod wieloma względami przełomowe, "otwierające" mainstream na ten typ tematyki, ale i zarazem doskonale do niej wprowadzające) i jest to nawiązanie, którego Max się nie wstydzi, a także które nie przynosi mu ujmy. Podobnie jak słynniejszy kolega po piórze, Kidruk oddziela fabułę od twardej nauki, tworząc w ten sposób dwie oddzielne, ale przenikające się płaszczyzny utworu, każdej z nich poświęcając wiele uwagi i żadnej nie traktując po macoszemu. W tekście utopiono naprawdę sporo wiedzy, a passusy poświęcone stosownym wyjaśnieniom są bardzo rozwinięte i obszerne, zachowują przy tym spójność i dynamikę powieści sensacyjnej. Można się pokusić o stwierdzenie, że choć Kidrukowi czegoś jednak do Crichtona brakuje (o tym zaraz), to w kwestiach merytorycznych poszedł o krok do przodu, aktualizując wizję Amerykanina.

Błędem byłoby, rzecz jasna, ocenianie Bota zaledwie w kontekście nawiązań do Roju – postawmy sprawę jasno: skojarzenia te mają charakter wyłącznie pomocniczy, a Kidruk nie jest ani naśladowcą, ani plagiatorem. Bot to sensownie skonstruowana powieść, w której widać mnóstwo pracy i pasji, wciągająca, przyjemna w lekturze. Jest to pozycja naprawdę niezła, lecz… nie tak dobra, jak być mogła. Spośród najważniejszych uwag krytycznych wymienić można przewidywalność (dotyczącą przede wszystkim zakończenia, choć podnoszącą swój gadzi łeb także wcześniej) oraz łopatologiczność. Naukowcy zostali przedstawieni jako banda niesfornych dzieci, które nawet w sytuacji ekstremalnego zagrożenia nie wyciągają wniosków i potykają się o własne nogi (co pachnie scenariuszami horrorów od klasy "b" do "zet"). Sam tajny projekt, mimo utopionych weń miliardów dolarów jest zabezpieczony poniżej poziomu niejednego amerykańskiego gimnazjum. Umiarkowanie wnikliwy czytelnik już na pierwszych stronach książki ułoży sobie w głowie fakty, których papierowe gremium nie dostrzeże jeszcze przez paręset stronic. Nieco irytująca jest także maniera Kidruka, który stara się nazbyt często dorzucać z odautorskie komentarze do akcji, puentując potencjalne cliffhangery stwierdzeniami typu: "bohaterowi zostały dwie godziny życia, o czym on jeszcze nie wiedział". Nie zaszkodziłoby również, gdyby książkę odchudzić o jakieś dziesięć procent, poradziłby sobie z tym zdolny redaktor, a sam autor nie zauważyłby różnicy. Zbędne są niezbyt ładne szlaczki na stronicach powieści, nieco deprecjonujące pracę wydawnictwa (nie licząc ich oraz niepasującej do treści okładki, Akurat stanęło na wysokości zadania). Na koniec pozostawmy wątpliwość dotyczącą nomenklatury: czemu właściwie Kidruk pisze o botach, a nie androidach? To nieco konfundujące, bowiem boty to szeroko rozumiane programy komputerowe (zwane także robotami komputerowymi), podczas kiedy antybohaterowie książki stanowią względnie klasyczny przykład androidów, a więc sztucznych humanoidalnych istot.

Zestawienie zalet i wad wypada na korzyść Bota. To interesująca, dobrze napisana i mądrze obudowana wiedzą książka, plasująca się pośród bardziej wartościowych dzieł gatunku, bliska zarazem mainstreamowemu czytelnikowi, który ten typ science fiction może pomylić z nieco bardziej zaawansowanym thrillerem. Do pełni szczęścia trochę zabrakło: nieszablonowe rozwiązania fabularne przepychają się łokciami z kliszami, a i wewnętrzna powtarzalność pewnych wydarzeń w ramach opowieści zasługuje na upomnienie. Z drugiej strony, można zrozumieć czemu Bot uznany został za najlepszą ukraińską powieść science fiction. Bez wątpienia w Maxie Kidruku drzemie gigantyczny potencjał i należy się cieszyć, że udało się mu wyzwolić z geograficznych ograniczeń rodzimego rynku. 

Bot

Autor: Maksym Kidruk
Wydawnictwo: Akurat
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2014
Tytuł oryginalny: Бот
Rok wydania oryginału: 2012
Liczba stron: 624
Format: 130x205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788377587706
Wydanie: I
Cena z okładki: 44,99 zł



blog comments powered by Disqus