Recenzja książki "81:1. Opowieści z Wysp Owczych"

Autor: Szczepan Matyjasek
Korekta: Acabar
7 lipca 2011

Mariusz Szczygieł pokusił się o jednozdaniowe streszczenie książki Marcina Michalskiego i Macieja Wasielewskiego „81:1 Opowieści z Wysp Owczych": „Dwóch chłopców na hulajnogach z kraju tanich dentystów przyjechało do miejsca, gdzie wszyscy znają bieliznę wszystkich". Też mógłbym to zrobić, pisząc np.: „Polacy przeprowadzają socjologiczne eksperymenty na Owcach!" albo: „Trzy wyprawy na koniec świata, czyli Owce od podszewki", ewentualnie: „O dwóch takich, co żadnej pracy się nie boją – poradnik dla patroszycieli ryb", ale nie ma to większego sensu, bo za każdym razem byłby to mikroskopijny i tendencyjny zarazem fragment z owczych puzzli, jakie serwują nam autorzy. Słowo „puzzle" pada tu nie bez powodu. Choć, jak w przypadku zdecydowanej większości książek, lekturę warto zacząć od początku, to nie jest to warunek sine qua non pełnego i satysfakcjonującego obcowania z Owcami. Tę jedyną w swoim rodzaju przygodę rozpocząć można w dowolnym miejscu i za każdym razem mieć wrażenie współuczestnictwa w niepokojąco ekscytującym przedsięwzięciu.

Co przeciętny Polak wie o Owcach, jak skrótowo autorzy określają Wyspy Owcze? Śmiem twierdzić, że niewiele i choćby już z tego względu książka traktująca o zagubionych na środku Atlantyku „piegach Europy" jest wyjątkowa na naszym rynku wydawniczym. Jej wyjątkowość nie kończy się jednak na samej tematyce, od strony formalnej mamy tu do czynienia z fascynującym konglomeratem gatunkowym, który sprawia, że lektura staje się dziką rozkoszą. Reporterskie migawki, zasłyszane anegdoty, introspekcyjne stany świadomości, filozoficzne dywagacje, poetyckie opisy przyrody, pełnokrwiste portrety tubylców, lokalne ciekawostki czy w końcu wplecione w narrację zdumiewające dane statystyczne – połączenie dość karkołomne, ale przeprowadzone w sposób wirtuozerski.

Autorzy, dokumentując czas spędzony w królestwie owiec, nie tylko co rusz akcentują emocjonalny związek z tym miejscem, ile wręcz zarażają czytelnika pasją eksplorowania dzikich pustkowi. Książka staje się papierowym transmiterem przekazu: "Ku przygodzie!". Przekaz ten nie dotrze oczywiście do wszystkich, bo, w przeciwieństwie do Egiptu, nie ma tu raf koralowych ani delfinów, ale kto by się tym przejmował, gdy na wyciągnięcie ręki jest lodowaty ocean i spotkanie oko w oko z rekinem; nie ma tam słonecznych plaż z leżakami, bo deszcz pada trzysta dni w roku, ale od czego markizy w przydomowych ogródkach – toż to wymarzone miejsce na grill i przekąski z wielorybiego tłuszczu; nie będziecie na Owcach anonimowym plikiem euro, bo w kraju o liczbie mieszkańców równej populacji Skierniewic prędzej czy później poznacie (prawie) wszystkich. Nikt nie będzie was tu mamił plastikową cepeliadą rodem z szalonego Las Vegas, możecie za to do woli fotografować tysiące odmian mgły, a jeśli dopisze wam wyjątkowe szczęście i mleczne opary rozpłyną się  jak we mgle, waszym zdumionym lustrzankom ukazać się mogą nie lada rarytasy w postaci martwego automatu z napojami, kontenerów biorących udział w wyborach Mistera Korozji, przygnębionych zlewozmywaków, w których nikt już niczego nie zmywa, leżących w depresyjnym letargu stosów kabli czy w końcu łkających opon porzuconych na pastwę deszczu i wiatru. I deszczu.
Wszystkich atrakcji czekających na odkrywców wymienić tu nie sposób, bo w tym maleńkim kraju jest ich po prostu zbyt wiele.

Żartobliwy ton powyższej wyliczanki współgra z humorystyczną tonacją przewijającą się w książce, która nie ma jednak nic wspólnego z satyryczną złośliwością. Autorzy z każdym pobytem na Wyspach Owczych wrastają coraz mocniej w naród Farerów, coraz bardziej wtapiają się w krajobraz i są w tym tak dobrzy, że niejednokrotnie wtapiają się dosłownie, w czym bagna i podmokłe łąki są niezwykle pomocne.
Język tej książki to osobna materia, wydaje się być żywą istotą wyciągającą lingwistyczne macki w nieprzewidywalnych kierunkach. Jego bogactwo, słowotwórcze wycieczki, orgia smaków i zapachów porażają.

Czy komukolwiek mógłbym odradzić przeczytanie tej reporterskiej perełki? Tak! Tym, którym widok wełnistych rezydentek łąk nie wyciska łez wzruszenia, i tym, którzy zastanawiają się, po którym wiadrze Sangrii padną gdzieś na piaskach Ibizy. Całą resztę zapraszam gorąco na Owce. Pomyślcie tylko: co za oszczędność na olejkach do opalania.

81:1. Opowieści z Wysp Owczych

Autor: Marcin Michalski, Maciej Wasielewski
Wydawnictwo: Czarne
Wydanie polskie: 4/2011
Liczba stron: 328
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375362480
Cena z okładki: 36,90 zł


blog comments powered by Disqus