Marcin Przybyłek "CEO Slayer. Pogromca prezesów" - recenzja książki

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Szczepan Matyjasek
11 lutego 2015

Bohater, na którego nie zasługujemy, ale teraz potrzebujemy

Marcin Przybyłek jest ulubieńcem bywalców konwentów i spotkań autorskich. Prowadzi firmę szkoleniową, co widać - potrafi opowiadać ze swadą, zacięciem, interesująco. Do tego często sięga po tematy wyjątkowo interesujące, krążąc od medycyny do futurystycznych technologii. Tę samą lekkość widać w jego powieściach. Sukces serii Gamedec widać chociażby w liczbie tomów (jak na razie 6). Niedawno dostaliśmy do rąk coś z zupełnie innej beczki: CEO Slayer, powieść, niemal jak komiks, o amerykańskich superbohaterach.

W niezbyt dalekiej, ale zaawansowanej technicznie przyszłości światem rządzą korporacje. Wielkie banki okradają klientów wedle uznania, odbierając im dorobek całego życia, firmy ubezpieczeniowe zgodnie z prawem nic nie muszą wypłacać, a farmaceutyczne robią wszystko, by ich produkty niekoniecznie leczyły. Wszystkim tym sterują prezesi - dyrektorzy, kierownicy i właściwi CEO. Roddney Pollack, zawodowy coach (czy też, trzymając się polskiego, trener), nie znosi tych sukinsynów. Dzięki swojej inteligencji, zdolnościom (w tym także niekoniecznie naturalnym) i dostępnej mu technice przemienia się w mściciela, który dociera do dyrektorów i, kolokwialnie mówiąc, wali ich po ryju. Na pamiątkę zostawia niezmywalne, chwytliwe hasło na ich czołach, po czym znika jak kamfora - nieuchwytny. Jednak taki stan rzeczy nie może trwać wiecznie - tuzowie warszawskich korpo zaczynają go szukać i są coraz bliżej.

W oczy dość szybko rzuca się fakt, że CEO Slayer to ciekawa satyra, bazująca z jednej strony na stereotypach, z drugiej niestety na doświadczeniu wielu z nas (bo ile razy nie dostaliście odszkodowania za kradzież, złamanie, stłuczkę, bo w umowie były zapisy z kosmosu?). Do tego podrasowana mitologia pracy w korpo i proszę - dostajemy ciekawy, zgrabny, interesujący produkt.

Przybyłek z wyraźną lubością przerysowuje postacie prezesów - antypatycznych, sadystycznych, niemoralnych, nieetycznych, ogólnie bardzo, bardzo zasługujących na klapsa w twarz (najlepiej krzesłem). Głównego bohatera, Roddy’ego, buduje na zupełnie innych fundamentach. Bystry, inteligentny, opanowany, wysportowany, konsekwentny, a przy tym obdarzony ogromnym poczuciem sprawiedliwości - tak uzyskujemy kontrast idealny. Do tego autor dorzucił dwie atrakcyjne panie, dowcipnego robota, komendanta policji szukającego sprawiedliwości oraz dobrego kumpla głównego bohatera. Autor pograł tutaj kliszami: panie są biuściaste i kuszące, kumpel to „spoko chłop”, a całość łączy się pysznie w wielki tygiel akcji, podchodów, intrygi i - w końcu - sprawiedliwości w stylu bohaterów w trykotach.

Należy podkreślić, że książka jest tendencyjna (w ten zamierzony, dobry sposób) oraz wyjątkowo lekka - w ciekawie narysowanym świecie techniki (domowe drony, holograficzne kapsuły, latające samochody) osadzono fabułę opartą na waleniu po pysku możnych tego świata. Na szczęście Przybyłek ulepił z tego wciągające czytadło, sprawnie napisane, zabawne, wyraźnie kpiące z formy powieści o superbohaterach czy "ostatnich sprawiedliwych". Czy kupić? Koniecznie! Nie pożałujecie.

CEO Slayer. Pogromca prezesów

Autor: Marcin Przybyłek
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 4/2014
Seria wydawnicza: Horyzonty zdarzeń
Liczba stron: 392
Format: 130x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788378185154
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł



blog comments powered by Disqus