Recenzja książki "Martwe Światło"

Autor: Girwan
Korekta: Bool
6 sierpnia 2009

Przed kilkoma dniami na naszym rynku zadebiutowało „Martwe Światło” Mariusza Kaszyńskiego. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Runa jako jedni z pierwszych możemy przedstawić Wam naszą opinię o tej książce. Zapraszam do recenzji.

Historia zaczyna się dramatycznie. Jest sobotni ranek. Patrol policji przybywa do domu Piotra Gradowskiego, reagując na zgłoszenie zakłócania porządku. Jednak policjanci muszą poradzić sobie z innym problemem niż tylko hałasy niepozwalające spać sąsiadom. Po wejściu do mieszkania ich oczom ukazuje się makabryczny widok. Na tyle makabryczny, że jeden z nich po kilku dniach wciąż jeszcze przebywa na obserwacji psychiatrycznej, nie mogąc dojść do siebie. Tymczasem w szpitalu, pilnie strzeżony, przebywa ojciec trójki dzieci, który po próbie samobójczej powoli przypomina sobie, co się wydarzyło.

Autor w bardzo przemyślany sposób prezentuje nam całą historię. Bardzo sugestywnie pokazuje, jak jego bohater odzyskuje pamięć. Próba odebrania sobie życia wyparła przeszłość ze wspomnień Piotra. Dopiero fragmenty rozmów podsłuchanych w szpitalu, spotkania z prowadzącym śledztwo funkcjonariuszem, a przede wszystkim widok zdjęć z feralnej soboty doprowadzają do wypełnienia dziur w pamięci Gradowskiego. Całość dawkowana jest nam stopniowo, małymi krokami, które podsycają naszą ciekawość kolejnych zdarzeń. Jak na doktora nauk technicznych, Kaszyński wykazał się dużą umiejętnością wpływania na czytelnika. Nie oszczędza nam szczegółów makabrycznej zbrodni, dokładnie opisując śmierć ukochanych dzieci Piotra Gradowskiego. Z tego też powodu nie polecam książki jako lektury dla osób o słabych nerwach.

Opętanie przez duchy to niebezpieczny temat. W dzisiejszych czasach, gdy metody naukowe stawiane są na pierwszym miejscu, nawet kapłani podchodzą sceptycznie do twierdzących, że są opętani. Potwierdza to również pisarz, który prezentuje nam księdza niewierzącego w opętanie przez demony. Jest to również przesłanie, że pomimo wysokiego poziomu technologicznego, nie powinniśmy zapominać, iż obok nas istnieją byty niematerialne, nie zawsze dobrze nam życzące.

Jednak, oprócz duchów i walki Dobra ze Złem, Kaszyński pokazuje nam coś jeszcze. Pomimo tego, że siły Dobra są potężniejsze i są w stanie poradzić sobie z mrocznymi duchami opanowującymi ciała ludzi, to jednak jest ono równie bezlitosne. Za pomoc, za zwalczenie zła, Dobro wymaga poświecenia, które nierzadko przerasta siły zwykłego śmiertelnika.

O ile jednak fabuła i sam język, którym przedstawiono treść historii, są dopracowane i nie budzą zastrzeżeń, o tyle sami bohaterowie są nakreśleni dość ubogo. Piotr, z którym spędzamy najwięcej czasu, okazuje się człowiekiem naiwnym. Nie dostrzega symptomów opętania, chociaż są one wyraźnie widoczne. Pisarz kieruje jego, a tym samym i nasze podejrzenia na sektę, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. O ile dwunastoletnia dziewczynka może się zetknąć z grupą naciągaczy udających mistyków, to jednak prawdopodobieństwo, że trzyletni chłopiec dostanie się pod wpływ takich ludzi, jest dla mnie znikome.

Pomimo tych zarzutów uważam „Martwe światło” za powieść dobrą. Gdyby dostała się w ręce zdolnego reżysera, mogłaby z powodzeniem konkurować z kultowym „Egzorcystą” Wiliama Friedkina.

Martwe światło

Autor: Mariusz Kaszyński
Okładka: Tomasz Maroński
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 7/2009
Liczba stron: 368
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-51-5
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,50 zł


blog comments powered by Disqus