Recenzja książki "Żółte oczy prowadzą do domu"

Autor: Anna Kołodziejska
Korekta: Dawid "Fenrir" Wiktorski
24 listopada 2011

Są takie książki, które od pierwszego zdania budzą podziw, a urok jakim emanuje opowiedziana w nich historia powoduje, że czytelnik w ów konglomerat intryg i perypetii zostaje wciągnięty aż po ostatni wers. Po nużącym dniu pełnym pracy i trosk są one niczym kompres na rozpalone czoło przynoszący natychmiastową ulgę. Debiutancka powieść Markéty Pilátovej właśnie w taki sposób przenika wrażliwość odbiorcy, nastrajając jej struny na tonację literackiej podróży sentymentalnej, penetrującej głębiny tożsamości człowieka.

Ilu bohaterów w „Żółte oczy prowadzą do domu”, tyle narracji i różnorodnych jej kształtów. Każdy rozdział to opowieść innej postaci, te zaś które w rzeczywistym czasie trwania fabuły nie biorą udziału (jak Jaromir, który zmarł na obczyźnie), jawią się czytelnikowi za pośrednictwem wspomnień pozostałych lub listów przytaczanych na łamach powieści. Choć większość z bohaterów jest sobie obca, ich ścieżki życiowe w przedziwny sposób splatają się ze sobą, tworząc wspólną orbitę narracyjną.

Punktem zbornym jaki wyznacza busola egzystencji protagonistów, są Czechy. Dla Maruszki, która bała się wyemigrować tuż po nastaniu komunizmu, kraj ten stał się symbolem stagnacji, odzwierciedleniem jej własnej bezsilności i braku odwagi, by zaryzykować wyprawę w nieznane w imię miłości. Dla Jaromira Bohemia to personifikacja jego wyobcowania – powracając w rodzinne strony jako agent obcego wywiadu, każdorazowo przełykał gorzką pigułkę rosnącej bariery biorącej się z przemian języka czy mentalności rodaków. Dla przedstawicielek młodszego pokolenia, Leny i Marty, Praga to z kolei synonim integracji, życia zbudowanego na nowo.

„Żółte oczy prowadzą do domu” można by nazwać wielowątkowym traktatem poświęconym ludzkiej tożsamości i warunkującej ją przynależności. Świadomość posiadania swego miejsca w świecie jest niezbędnym elementem poczucia egzystencjalnego bezpieczeństwa, na którego luksus nie każdy bohater może sobie pozwolić. Pilátová na siatkę tej tematyki nakłada problematykę emigracji, na którą z różnych powodów zdecydowali się bohaterowie książki. Dylematy związane z asymilacją, tęsknota za rodzinnym gniazdem czy alienacja to hasła wywoławcze, wokół których centralizuje się cała akcja powieści.

Nie bez kozery w twórczości Pilátovej dostrzeżono kunderowską nutę. Specyficzna odmiana ironii, nazwijmy ją „filozoficzną”, tak charakterystyczna dla autora „Nieznośnej lekkości bytu”, pobrzmiewa również u tej pisarki. Refleksja egzystencjalna ujęta w nawias sugerujący znawstwo absurdów, na których opiera się ludzkie życie, pojawia się u twórczyni „Mojej ukochanej książki” w rewelacyjnej formie, świadczącej o dojrzałości twórczej.

Tematyka poruszana przez Markétę Pilátovą jest szczególnie bliska naszej rodzimej literaturze. Ten, kto pasjami zaczytywał się w „Dziennikach” Gombrowicza czy „Dzienniku pisanym nocą” Herlinga-Grudzińskiego, niejako zobligowany jest zaznajomić się ze spojrzeniem, jakie na owe sprawy mają pobratymcy zza południowej granicy. „Żółte oczy prowadzą do domu” to bowiem świetna opowieść i niezwykle bogaty charakterologicznie obraz człowieka wykorzenionego. Nie sposób pominąć go w swojej domowej biblioteczce.

Żółte oczy prowadzą do domu

Autor: Markéta Pilátová
Tłumaczenie: Katarzyna Dudzic
Wydawnictwo: Good Books
Wydanie polskie: 7/2011
Tytuł oryginalny: Žluté oči vedou domu
Liczba stron: 248
Format: 125 x 200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788392805168
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus