Recenzja książki "Śmierć w bunkrze" Martina Pollacka

Autor: Kormak
30 maja 2006

Gerhard Bast. Prawnik, zapalony alpinista i narciarz. Sturmbannführer SS, członek gestapo, zbrodniarz wojenny. Honorowy, przyzwoity i niesłychanie dziarski, jak mówiła o nim jego matka. Martin Pollack właściwie znał ojca tylko z fotografii. Co odkrył dzięki szczegółowym poszukiwaniom? Przeszłość, której zawsze się obawiał.

Co prawda rodzina nigdy nie kryła się z tym, kim był Gerhard Bast, ale też trudno było synowi wyciągnąć cokolwiek więcej niż kilka zdawkowych zdań. Właśnie głód prawdy, jak nie byłaby ona bolesna, doprowadza do go bunkra na granicy włosko-austriackiej, gdzie w 1947 roku odkryto zwłoki mężczyzny, które zidentyfikowano jako jego ojca.

Śmierć w bunkrze
to bolesny rozrachunek z trudną historią własnej rodziny, ale pozbawiona taniej ckliwości i sentymentów. Pollack nie rozdrapuje ran, nie atakuje czytelnika na każdym kroku swoimi wewnętrznymi przeżyciami. To przede wszystkim kronika skrupulatnych poszukiwań śladów, które pozwoliłyby autorowi odtworzyć życie jego ojca. Fotografie, zapisy w kronikach i lokalnych gazetach, wspomnienia świadków. Ze strzępów informacji mozolnie układa niepełny obraz czynów człowieka, który mimo wysiłków nadal pozostał dla niego zagadką. Na pożółkłych zdjęciach ojciec prezentuje się zawsze jak dumny, twardy przedstawiciel rasy panów. Ale czy był taki naprawdę, czy może jedynie przybierał pozę dla fotografa?

Pollack nie wybiela postaci ojca ani go nie usprawiedliwia. Nie ulega wątpliwości, że był Gerhard Bast oddanym nazistą, zresztą tak samo jak jego rodzice, ukochani dziadkowie autora. Interesuje go jednak co innego, coś co stanowi właściwie główny motyw jego poszukiwań:

Czy podpisywał też nakazy aresztowania, czy bił i torturował albo kazał torturować ludzi (...)? Nie wiem. Trwał, jak sądzę, w przekonaniu, że walczy o słuszną sprawę, o przyszłą Rzeszę, o narodową, rasową jedność i czystość, o to, co tam jeszcze głosiły wszystkie owe hasła, w które wtedy wierzyło wielu. Ale na karierę w gestapo decydowali się przecież nieliczni. Dlaczego akurat on? To pytanie towarzyszy mi od wielu lat jak posępny cień, o którym wiem, że nigdy się go nie pozbędę.

To pytanie zostaje bez odpowiedzi. A jak wielu Niemców i Austriaków mogłoby się podpisać pod tym cytatem! Przecież przeszłości po wojnie nie dało się wymazać, chociaż jak pisze Pollack, już po 10 latach wielu ogarnęła zadziwiająca amnezja. Historia jego rodziny jest bliźniaczo podobna do tysięcy innych, dla których brunatna przeszłość nie jest wstydem. Raczej tylko czymś, o czym nie mówi się wśród obcych. A prawdziwą grozę i przygnębienie budzą słowa babki Pollacka, kiedy wspomina dawne czasy: Nigdy nie zrobiliśmy nic, czego musielibyśmy się wstydzić (...) ani twój dziadek, ani ojciec, ani stryj, ani ja. Nikt z nas. Zadziwiająca szczerość, czy wypieranie się aż do końca? Nie wiem, która z tych możliwości jest straszniejsza.

--

Tekst pochodzi z magazynu Relaz.



Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu.

Autor: Martin Pollack
Wydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 2006
Tytuł oryginalny: Der Tote im Bunker. Berich uber meinen Vater
Liczba stron: 268
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: Miękka
ISBN: 83-89755-41-6
Wydanie: Pierwsze
Cena z okładki: 35,00 zł


blog comments powered by Disqus