Recenzja dwóch pierwszych tomów serii "Gone"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Bool
15 listopada 2010

Amerykańskie powieści dla młodzieży przygnębiająco często przypominają seriale z Disney Channel: młodzi, piękni bohaterowie, problemy, z którymi zwykły nastolatek radzi sobie bez trudu, wyolbrzymione do rangi dramatu, wątek miłosny, sport i kult ciała. „Gone” zapowiadało się podobnie i początkowo wcale nie zachęcało do czytania.

Pewnego dnia w amerykańskim nadmorskim miasteczku znikają wszyscy dorośli. Każdy, kto ukończył 15 lat, po prostu wyparował, pozostawiając jadący samochód, włączone żelazko, uruchomione maszyny. Dzieci są zdezorientowane i przerażone. Przywództwo przejmuje czternastoletni Sam – lokalny bohater. Stara się stworzyć działającą społeczność, mimo przeciwności losu, niesubordynacji pozbawionych opieki maluchów i zagrożenia ze strony Caina – lidera grupy „trudnych” dzieciaków z prestiżowej szkoły. To jednak nie wszystko. Okazuje się, że Perdido Beach zostało otoczone dziwną, sferyczną barierą, której w żaden sposób nie można przekroczyć, zwierzęta zaczynają mutować w nowe gatunki, a część dzieci okazuje się mieć nienaturalne zdolności...

Przez pierwsze kilkadziesiąt stron powieść Michaela Granta jest po prostu nieznośna. Dłuży się jak wspomniana już produkcja Disney Channel, bohaterowie wydają się tendencyjni, a ich reakcje typowe. Autor najwyraźniej nie był pewien, jak zacząć swoją powieść i do kogo powinna być skierowana. Na szczęście w trakcie pisania zdecydował – od pewnego momentu akcja zaczyna być coraz szybsza, fabuła ciekawsza, a bohaterowie żywsi.

„Gone”, mimo że jest książką dla dwunasto-szesnastolatków, porusza kilka poważnych problemów. W pierwszym tomie są to dojrzałość i odpowiedzialność. Bohaterowie odkrywają, że każda akcja ma swoją przyczynę i swój skutek. Jeśli nie będą odpowiedzialni, to kuchenki elektryczne i żelazka wywołają pożary, niemowlęta pozostawione same sobie umrą, a chorzy i ranni nie wyzdrowieją. Budują nowy porządek społeczny – powoli, wbrew przeciwnościom, ale z uporem. W drugim tomie młoda społeczność Perdido Beach zaczyna borykać się z coraz trudniejszymi problemami – głodem, watahami drapieżników, wojną o władzę. Nie są to tematy zwykle poruszane w książkach dla młodzieży. Za to należy się autorowi plus.

Nieco kuleje część czysto fabularna. Akcje bohaterów są dość przewidywalne – trudno określić, czy to z powodu grupy docelowej powieści, czy też przez niedociągnięcia autora. Antagoniści są aż zbyt wyraźnie źli lub podli – jak w bajkach dla dzieci – a pozytywni bohaterowie wręcz za dobrzy. Można to jednak przełknąć, szczególnie, jeśli jest się czternastolatkiem poszukującym książek fantastycznych o tematyce innej niż smoki i elfy.

Kolejne części „Gone” stanowią jedną całość, nie ma między nimi przerw fabularnych ani przeskoków czasowych. Michael Grant zdaje się być mistrzem zakańczania tomów w sposób pobudzający ciekawość i wywołujący chęć zamówienia kolejnej części. Dlatego należy się zastanowić, zanim kupi się pierwszy tom swojemu dziecku czy rodzeństwu – będą marudzić o więcej! Należy też pamiętać, że – w przeciwieństwie do „Harry’ego Pottera” – ta książka nie „rośnie” ze swoim czytelnikiem. Może się okazać, że zanim doczekamy kolejnego tomu, obdarowany nim małolat już wyrośnie z tego typu lektury – dość naiwnej, choć mrocznej.

Gone - Zniknęli #2 - Faza druga: Głód

Autor: Michael Grant
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Jaguar
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2010
Tytuł oryginalny: Gone: Hunger
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 650
Format: 140x210 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-76-86-008-4
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł



blog comments powered by Disqus