Recenzja książki "Nowy świat"

Autor: Girwan
Korekta: Bool
21 września 2009

Po lekturze dwóch pierwszych tomów „Epoki Wielkich Odkryć” Michaela A. Stackpole'a z dużą nadzieją sięgnąłem po trzecią, ostatnią już część tej serii. Niestety, dobrze prowadzona do tej pory opowieść rozczarowała mnie. Dlaczego? Powodów jest kilka. Zacznijmy jednak od początku.

W pierwszym kroku wspomnę o fabule. Powróciła cesarzowa Cyrsa, właściwie nie tyle powróciła, co ujawniła swoją obecność, bo wciąż była obecna na dworze. Doprowadziła do współpracy dotychczasowych wrogów, Cyrona i Purysta, którzy w jej imieniu prowadzą wojnę z Nelesquinem. Uzurpator, który powrócił z zaświatów, prowadzi swoje armie, by w końcu otoczyć Moriande, stolicę Nalenyru. Bohaterowie, którzy do tej pory zdołali zyskać naszą sympatię, robią, co mogą, by powstrzymać najeźdźców. Czynią to zarówno w świecie śmiertelnych, jak i w krainie zmarłych. Przenosimy się do niej wraz z Jorimem, który odkrywa, że był kiedyś bogiem.

„Nowy Świat” to pozycja, która zawodzi prawie na całej linii. Ginie dotychczasowa, znana nam rzeczywistość, w której ludzie obawiają się magii. W tytułowym nowym świecie każdy czerpie z niej garściami, a do zmiany biegu rzeki wystarczy odpowiedni rysunek piętą na piasku. O ile wcześniej wszyscy mieszkańcy podchodzili z obawą do ludzi parających się sztuką magiczną, to tutaj nikt nie zwraca uwagi na fakt, że magia jest wszechobecna, że magowie kształtują świat według swojego widzimisię. Przenoszą góry, burzą i stawiają mosty. Wszystko na przysłowiowe pstryknięcie palcami.

W trakcie lektury zostajemy wrzuceni w konflikt pomiędzy bogami, którzy walczą ze sobą o dominację nad światem i prawem do kształtowania go według własnej woli. Jorim, niczym Dante, przemierza Dziewięć Piekieł, w których spotyka grzeszników pokutujących za swoje grzechy. Stackpole przedstawił nam ich w bardzo wyrazisty sposób, za co należy mu się pochwała. Bohater w każdej sferze musi znaleźć przejście do kolejnego miejsca pokuty. Ze względu na różne prawa, jakie tam panują, nie jest to łatwe. Kiedy jednak staje przed problemem, którego nie potrafi rozwiązać, autor podsyła mu pomoc w postaci Nirati i jej armii. Do nich dołączają również żeglarze z Wilka burzy, na pokładzie którego najmłodszy z Anturasich wyruszył w swoją ostatnią podróż. Ostatecznie, strefę zmarłych przemierza wielotysięczna armia, co jest już raczej lekką przesadą i sugeruje brak oryginalnego pomysłu autora na wybrnięcie z sytuacji, w którą sam się wpakował.

Kolejnym minusem, który szybko daje się zauważyć, jest uproszczenie przedstawianych postaci. O ile wcześniej każda z nich miała swoją osobowość, określoną postawę i emocje, to w „Nowym Świecie” mamy bohaterów dobrych albo złych. Nie ma postaw pośrednich, nie ma wewnętrznych konfliktów i konieczności wyborów. Dotychczasowi wrogowie bez wahania stają ramię w ramię, by walczyć z nowym przeciwnikiem. Moraven Tolo, mistrz miecza i mistyk w jednej osobie, po odkryciu swojej tożsamości sprzed siedmiuset lat, kiedy to bez względu na koszty dążył do przejęcia władzy, bez chwili wahania odrzuca ją, by żyć tak, jak żył do tej pory, czyli szlachetnie, honorowo, po rycersku.

Oczywiście nie wszystko w tej książce zasługuje na piętnowanie. Bardzo dobrze autor zaprezentował mechanizm biurokracji i sposób, w jaki urzędnicy napędzają własną maszynę, by czuć się ważnymi, ważniejszymi i najważniejszymi. Ten fragment powieści polecam każdemu.

Ciekawie zostało przedstawione oblężenie Moriande. Co prawda nie obyło się bez pewnych skrótów, jednak same potyczki, i to zarówno te jednostkowe, jak i masowe, zostały przedstawione bardzo widowiskowo i dynamicznie. Dzięki temu zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, które odrywają nas od rzeczywistości.

Podobnie jak w poprzednich tomach, tak i w „Nowym Świecie” wykorzystano pomysły, które już gdzieś kiedyś spotkaliśmy. Mamy tu więc wspomnianą wcześniej podróż Dantego przez piekła, mamy wehikuł czasu, mamy również olbrzymie kasphany, kierowane w taki sam sposób jak czerwie z „Diuny” Franka Herberta. Oczywiście wszystko ma swoje własne zastosowanie i trzeba przyznać, że autor doskonale wpasował powyższe elementy w opowiadaną przez siebie historię.

Powyższe plusy nie bronią jednak książki przed oceną co najwyżej dostateczną. Nudni bohaterowie i, mimo wszystko, nudna fabuła powoduje, że książka staje się nijaka w odbiorze. Duża ilość prowadzonych do tej pory wątków straciła na swojej atrakcyjności. Być może wynika to z pomieszania świata boskiego ze światem ludzi, a być może z faktu, że autor sam zmęczył się tą powieścią. Sytuacji nie poprawił wydawca, który przepuścił całą masę literówek. O tym, czy warto czytać trzeci tom, musicie zadecydować sami. Z pewnością dobrze będzie poznać koniec trylogii i losy znanych bohaterów. Ale może lepiej zakończyć na drugim tomie, by nie psuć sobie opinii?

Epoka Wielkich Odkryć #3 - Nowy Świat

Autor: Michael A. Stackpole
Tłumaczenie: Jan Pyka
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 8/2008
Tytuł oryginalny: Age Of Discovery: The New World
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 512
Format: 135x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7510-153-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,9 zł


blog comments powered by Disqus