Recenzja książki "Kraj z Księżyca"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Acabar
23 listopada 2010

Polska lat dziewięćdziesiątych to kraj pełen sprzeczności i mentalnych przełamań. Ludzie rozpięci między komunizmem a demokracją usiłowali odnaleźć się w nowej rzeczywistości, wewnętrznie tkwiąc jednak nadal w PRL-u. Kumoterstwo, przerost biurokratycznej machiny, łapówkarstwo, kombinatorstwo i układy – tak po roku 1989 wyglądała Rzeczpospolita Polska. W wielki młyn przemian wpadł autor „Kraju z Księżyca” – Australijczyk zakochany w muzyce Chopina, niemal przypadkiem mianowany szefem projektu otwartej w Warszawie szkoły biznesowej. Z cywilizowanego Zachodu trafił na owiany złą sławą Wschód, przerażający i zachwycający jednocześnie, egzotyczny nawet bardziej niż czarna Afryka czy Indie. Jakie obserwacje poczynił Michael Moran? I czy polski czytelnik może dowiedzieć się czegokolwiek nowego z jego częściowo reportażowej książki?

Dla młodych ludzi wczesne lata dziewięćdziesiąte to na wpół mityczne czasy dzieciństwa. Studenci i licealiści kojarzą je głównie z wyjazdami „na handel” za granicę, boomem na disco polo oraz Lechem Wałęsą. „Kraj z Księżyca” odsłania przed nimi zupełnie inny, znany tylko z opowieści, obraz Polski we wczesnych latach demokracji. Ta epoka wciąż komunistycznej biurokracji i mentalności osadzonej w czasach PZPR, w której mieszkańcy usiłowali się odnaleźć za pomocą wszelkich możliwych środków, przerażała Morana swoją chaotycznością, szarością, niemożnością szybkiego wykonania nawet najprostszych zadań bez pomocy łapówek i znajomości. Z drugiej strony autor, stojąc z boku, dokonał wielu interesujących obserwacji, zaskakujących obrazem Polski jako kraju kultury i piękna – kraju cudownych kobiet, muzyki Chopina, zapierających dech w piersiach krajobrazów, niespotykanej nigdzie indziej gościnności oraz pełnego ludzi zaradnych, honorowych i inteligentnych.

Starsi czytelnicy, którzy opisywany okres pamiętają lepiej niż przez pryzmat gumy „Turbo”, w tej książce znajdą masę nostalgicznych elementów. Wspominając niełatwe czasy przełomu, na pewno z przyjemnością zagłębią się w lekturę. Tym bardziej że „Kraj z Księżyca” napisany jest przyjemnym, sprawnym językiem, akcja poszczególnych rozdziałów toczy się wartko i nie brak w nich humoru. Przeszkadzać mogą co najwyżej przydługie wtręty na temat Chopina – wielkiej miłości autora – oraz historii naszego kraju, choć te ostatnie bywają zaskakujące.

Michael Moran nie jest pisarzem, ale widać, że tę historię pragnął pokazać całemu światu. Polska musiała na nim zrobić niesamowite wrażenie. Pisze z pasją, jest uważnym obserwatorem, dodatkowo, spisując swoje wspomnienia już z pewnej perspektywy czasu, jest w stanie ustosunkować się do nich i opatrzyć odpowiednim komentarzem. Niedociągnięcia warsztatowe można mu bez problemu wybaczyć. „Kraj z Księżyca” bez wstydu można postawić na półce między najciekawszymi pozycjami – nie na co dzień przecież trafia się w księgarni książka o Polsce napisana w tak niezwykły, pełen ciepła i wiecznego zdziwienia sposób.

Kraj z Księżyca. Podróże do serca Polski

Autor: Michael Moran
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawnictwo: Czarne
Miejsce wydania: Wołowiec
Wydanie polskie: 3/2010
Format: 125 x 205 mm
ISBN-13: 978-83-7536-186-5
Wydanie: I



blog comments powered by Disqus