Recenzja książki "Mroczne gry"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Hagath
28 lutego 2013

Uniwersum Gwiezdnych wojen jest tak rozległe, że ciężko oczekiwać, że nie pojawią się w nim przemytnicy i organizacje przestępcze, będące nieodłącznym elementem chyba każdego możliwego ustroju politycznego. Zasada jest prosta – tam, gdzie występuje odgórnie narzucone prawo, tam zaraz pojawiają się próby jego obejścia. Mroczne gry to może nie książka w stylu poradnika "I ty zostań Boba Feetem w siedem dni!", niemniej fabuła w sporej mierze koncentruje się wokół najbardziej znanej organizacji przestępczej – Czarnego Słońca.

Całościowe spojrzenie na fabułę nie sprawia jednak, że ta zyskuje chociaż niewielką porcję oryginalności – recenzowana powieść opiera się na wątku gwiazdy estrady prześladowanej przez swojego byłego kochanka, mającego powiązania ze światem przestępczym. Wątek ten przerabiany był w każdej możliwej formie w masie filmów, książek i tym podobnych dzieł kultury. Czym Mroczne gry różnią się chociażby od taśmowych thrillerów puszczanych w telewizji? Niczym, oczywiście poza odpowiednim "kostiumem".

Wydarzenia rozgrywają się na dwa lata przed tymi znanymi nam z Nowej nadziei – stąd też nietrudno się domyślić, że obracając się w przestępczym półświatku spotkamy (lub usłyszymy) o znajomych takich jak Han Solo, zarządcę Bespinu, Lando, czy chociażby Jabbę Hutta. W kwestii tła fabularnego nie uświadczymy raczej wielu odstępstw od wizji uniwersum znanej chociażby z pierwszej filmowej trylogii – Sithowie czy potomkowie Skywalkera nie znajdą tu dla siebie miejsca właśnie ze względu na umiejscowienie fabuły w takich latach. Nie da się jednak ukryć, że Han Solo to nadal stary dobry zawadiaka i awanturnik, jakiego mieliśmy okazję poznać przy innych okazjach. Nie zmienia to jednakże faktu, że to tak naprawdę jedyna postać, jaka wyróżnia się na tle całej plejady fabularnych ozdobników – bo inaczej nie można nazwać pozostałych bohaterów, będących, kolokwialnie to ujmując, jedną wielką sieczką.

Skoncentrowanie się na wątku wspomnianej wcześniej zagrożonej gwiazdy estrady pozwoliło autorom na zastosowanie jednego nieładnego fortelu – odejście od kwestii najmniejszych prób stworzenia wiarygodnego tła dla powieści, które pozwoliłoby czytać Mroczne gry nawet czytelnikom niezbyt dokładnie zorientowanym w realiach Gwiezdnych wojen. Kilka nazw na krzyż to tak naprawdę wszystko, czego oczekiwać można od pisarskiego duetu – co nie pozwala bynajmniej pozbyć się wrażenia, że recenzowana powieść pierwotnie miała być thrillerem, który ktoś postanowił zaadaptować na potrzeby gwiezdnego uniwersum.

Nuda i schematyczność – to kolejne cechy, jakie można przypisać Mrocznym grom. Na palcach jednej ręki policzyć można sceny, które są czymś więcej niż tylko wypychaczem kartek (o ironio, większość z nich zyskuje ten status dzięki "drobnej pomocy" Hana Solo właśnie). W chwili, gdy poznajemy większą ilość szczegółów dotyczących zakończenia, odgadnięcie finału powieści staje się dziecinną igraszką.

Mroczne gry to najlepszy przykład odcinania kuponów – historia będąca wątkiem bardzo pobocznym, praktycznie nieistotnym w historii całego uniwersum Gwiezdnych wojen została jednocześnie zbudowana na schemacie maksymalnie już zużytym i wyeksploatowanym, a przez to po prostu nudnym i przewidywalnym. Charakterystyczny Han Solo ginie pod naporem całej masy postaci zupełnie nijakich, reprezentujących sobą po prostu nic. Wielkie logo Star Wars to jednak za mało, by Mroczne gry stały się czymś więcej niż kawałkiem makulatury.

Star Wars - Mroczne gry

Autor: Maya Kaathryn Bohnhoff, Michael Reaves
Wydawnictwo: Amber
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2013
Tytuł oryginalny: Shadow Games
Rok wydania oryginału: 2011
Liczba stron: 352
Format: 125x190 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788324144815
Wydanie: I
Cena z okładki: 39.80 zł



blog comments powered by Disqus