Recenzja książki "Strażniczka zastępu"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Sławomir "Villmar" Jurusik
22 września 2011

Autorzy fantastyki pełnymi garściami czerpią z mitologii, wolą jednak wykorzystywać jej poszczególne elementy, niż osadzać swoje teksty bezpośrednio w wierzeniach konkretnych ludów. Michał Solanin w "Strażniczce Zastępu" nie tylko zmierzył się z postaciami z wierzeń północnych, ale i wypaczył je na swój, dość oryginalny sposób.

"Strażniczka Zastępu" zaczyna się typowo – bitwą, w której ginie całkiem spora grupa wojowników. Jak to zwykle bywa w mitologii nordyckiej z mężami poległymi w boju, czeka ich wieczna uczta po prawicy (i lewicy) Odyna w Valhalli. Kiedy jednak na polu bitwy pojawiają się Walkirie, by zebrać poległych, okazuje się, że wszystkie opowieści o chędożeniu owych dziewcząt i ucztach można włożyć między bajki. Rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna i okrutna: polegli wojownicy zostają poddani morderczemu treningowi, jakiego nie powstydziliby się dzisiejsi komandosi.

"Strażniczka Zastępu" jest książką dość mocno chaotyczną i nic dziwnego – mamy do czynienia z kilkoma Walkiriami, z wojownikami, których miały przeprowadzić, pojawią się także bogowie z nordyckiego panteonu i sporo innych stworzeń, przez co autor nie ma zbyt wielu okazji, by wprowadzić do tekstu dogodne opisy. Wiele istot i postaci pozostawia wyobraźni czytelnika, rzadko kiedy jakkolwiek sugerując mu ich wygląd albo kwitując tę kwestię dwoma, trzema słowami. Trudno też odczuć tu jakąkolwiek więź z poszczególnymi bohaterami, gdyż jest ich tylu, że nie da się poznać któregokolwiek z nich bliżej.

Powiem wprost – "Strażniczka Zastępu" jest absolutnie najgorzej wydaną książką, jaką miałem do tej pory okazję czytać. Pozytywnych odczuć nie wzbudza już okładka, która najwyraźniej została stworzona w rozmiarze około trzy razy mniejszym niż rozmiar książki. Zarówno napisy, jak i ilustracja oraz loga patronów medialnych są po prostu rozmazane i niewyraźne. Jeszcze gorzej ma się sprawa z tekstem. Brakuje masy przecinków, czytelnik raczony jest dziwnymi związkami wyrazowymi, a wszelkie powtórzenia (bardzo często linijka pod linijką) wręcz kolą w oczy. Książka zdecydowanie nie powinna w tym kształcie ujrzeć światła dziennego, nie wspominając już nawet o publikacji w Internecie.

Pomysł Michała Solanina był całkiem niezły, jednak wykonanie jest na poziomie dość mizernym. Zdecydowanie za dużo tu kolejnych aktorów na scenie, za mało zaś samej sceny, na której rozgrywałaby się fabuła „Strażniczki Zastępu”. W efekcie czytelnik otrzymuje tekst chaotyczny, z którego niewiele można wywnioskować. Trudno się tu także doszukiwać jakiejkolwiek głębi, mamy do czynienia z kolejnym czytadłem, jakich wiele. I ze zdecydowanie karygodną jakością wydania.

Strażniczka Zastępu

Autor: Michał Solanin
Wydawnictwo: Tryton
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 6/2011
Liczba stron: 305
Format: 130x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-933276-0-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł



blog comments powered by Disqus