Recenzja książki "Krew nie woda"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
11 kwietnia 2010

Każdy ma swego demona

Powyższe stwierdzenie jedni uznają za brednie, inni za aksjomat czy wręcz truizm, a następni za trafną paralelę. Niemniej, każdy przyzna, że coś w tym jest. Z takimi właśnie, bardzo ludzkimi demonami przychodzi zmagać się zawodowemu egzorcyście Feliksowi Castorowi w czwartym już tomie jego przygód. Od samego początku ruszamy na akcję, pozornie niezwiązaną z następnymi wydarzeniami, ale przecież nic nie dzieje się w próżni. Zatem, kiedy chwilę potem, za sprawą tajemniczego morderstwa, udamy się na wyprawę w przeszłość, pewne fabularne odniesienia i punkty wspólne nasuną się w sposób nieunikniony. Zagadka, z jaką przyjdzie zmierzyć się egzorcyście, wyrasta bowiem z jego własnej przeszłości.

Urodzeni podglądacze będą zachwyceni – przyjrzeć się małemu Feliksikowi i jego liverpoolskiej bandzie… Toż to (prawie) szczyt marzeń! A potem sięgnąć z upodobaniem w mrok, aby powoli wywlekać na światło dzienne skrywane w nim tajemnice. Ich serce i źródło stanowi obecnie przedziwne i nielubiane, właściwe na wpół slumsowe osiedle Haygate, uparcie zwane tutaj Salisbury, na południu Londynu. Mieszkają tam bądź mieszkali ludzie, o których Castor prawie już nie pamięta i wolałby zapomnieć całkowicie. Nic z tego. Dojście do rozwiązania skaże go na bolesną wędrówkę tropem swych zadawnionych uczuć.
W jej trakcie egzorcysta wyjdzie trochę na zgrywusa. Co prawda, tłumaczy niektóre sprawy niewiedzą czy tchórzostwem, a inne sprytem i doświadczeniem, ale w sumie jest momentami nie mniej patetyczny od tych, których o nadmierny patos czy zaślepienie sam oskarża. I tu pojawia się pewien problem, a właściwie dwa.

Po pierwsze Carey bardzo wcześnie sugeruje rozwiązanie, które nasuwa się samo i psuje nieco zabawę, bowiem skądinąd lubiany przez czytelnika egzorcysta budzi politowanie, miotając się w poszukiwaniu oczywistych odpowiedzi jak bezradna mucha w pajęczej sieci. Co prawda, gdy dochodzi do ostatecznej konfrontacji przyznaje ze skruchą, że „nie dostrzegł tego, co miał przed oczami”, ale czy to usprawiedliwia jego albo autora? A może stanowi tylko oczko puszczone do czytelnika?

I po drugie, autor, wychowany na styku dwóch religii, snujący własną wizję świata metafizycznego, ma wyraźny problem z katolicyzmem. Może rysowane przez niego postaci, to jakieś archetypy, wspomnienia z dzieciństwa, medialne ikony? A może po prostu bardzo jaskrawe przypadki, które zgrabnie wpisują się w jego obraz rzeczywistości? Nie wiem. Jest natomiast pewne, że traci na tym wiarygodność ich, jaki i całej powieści, momentami kutej ze szczegółami, cyzelowanej do bólu. Zauważy to każdy, kto zetknął się chociaż raz bezpośrednio lub przez pisma z katolickim egzorcystą albo problemami społecznymi, z jakimi przychodzi borykać się temuż Kościołowi na co dzień. W efekcie, nadmierne rozdymanie pewnych spraw, choć tragicznych w swych konsekwencjach, sprawia, że czytelnik „wychodzi” z książki i staje się bardziej obserwatorem emocjonalnego show. Fakt, że już wcześniej spodziewa się tego, co usłyszy czy przeczyta za chwilę, przemawia tym bardziej na niekorzyść książki, której finał przypomina przekłucie balonika. Bum i…. Nie, na szczęście nie pustka! Carey nie pozwala przewidzieć wszystkiego. Zaskakuje. Uff... Co za ulga!
Powieści Mike’a Careya to nie literatura lekka i łatwa – oczywiście, według dzisiejszych standardów. Natura komiksowego scenarzysty nakazuje mu skupić się mocno na szczególe i precyzji opisu. Wyłania się z niego obraz bogatszy, pełniejszy, ale zarazem taki, po którym nie da się tylko prześliznąć w pogoni za akcją. Owa plastyczność, zwłaszcza w opisie styku świata fizycznego i metafizycznego, to prawdziwy majstersztyk.

Jedyne, co jasne jest z góry, jak to w każdym cyklu, jeszcze przed otwarciem okładki, to, że Castor musi wyjść obronna ręką z opresji, która sięga w głąb jego świata – tego, który egzorcyzmuje, jak i jego jestestwa – bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Oczywiście nie byłby sobą, gdyby czegoś nie pominął, nie zaniedbał. Wszak błąd jest rzeczą ludzką, a on, podkreślający nieustannie swą niechybną, ale i pełną oddania przynależność do ułomnej rasy ludzkiej, jest wręcz na niego skazany. I tak oto na zakończenie dowiadujemy się już, czym londyński egzorcysta będzie zajmować się w tomie piątym. Zapowiada się ciekawie.

Felix Castor #4 - Krew nie woda

Autor: Mike Carey
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 4/2010
Tytuł oryginalny: Thicker Than Water
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 416
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-163-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 36,75 zł



blog comments powered by Disqus