Recenzja książki "Tajny dziennik"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Alicja "cichutko" Laskowska
12 kwietnia 2012

"Tajny dziennik" to najnowsza książka Mirona Białoszewskiego. To zdanie brzmi absurdalnie, biorąc pod uwagę fakt, że zmarł on prawie trzy dekady temu. A jednak tak długo trzeba było czekać na ukazanie się dzieła, które autor pisał praktycznie do samej śmierci.

Skąd ten poślizg? To oczywiste, że gdy uznany pisarz prowadzi dziennik, choćby nie wiem jak się zarzekał, pisze go z myślą o publikacji. Białoszewski pragnął zachować się fair wobec wszystkich osób, o których wspominał na kartach owego dziennika, wobec czego wyraził niechęć do jego publikacji zaraz po swojej śmierci. I choć część z tych osób nadal żyje, to minęło już wystarczająco dużo czasu, by zachować odpowiedni dystans do opisywanych zdarzeń.
Te trzy dekady wypełnione były napięciem. Ilekroć wspominano o "Tajnym dzienniku", budziły się emocje z nim związane. Bo skoro był tak tajny, a jego publikacja tak odwlekana, to z pewnością zawierał sensacyjne treści. I jeśli Białoszewski przewidział takie oczekiwania – a znał tę część ludzkiej natury dość dobrze – to można powiedzieć, że "Tajny dziennik" jest jego żartem zza grobu. Nie ma w nim bowiem żadnych szokujących wpisów, nie ujawnia wielkich skandali, nie dotyka źródeł duszy. Opisuje codzienność.

Białoszewski wydaje się funkcjonować w dwóch punktach odniesienia. Jednym jest codzienność, którą pozbawia trywialności. Wgryza się w konkret, chłonie wszystko to, co go otacza. Sakralizacja codzienności w wierszach Białoszewskiego nie ograniczała się do jego poezji, wpisuje się ona w jego życie, w jego sposób postrzegania świata, zachwyt drobnostkami. Drugim punktem odniesienia są ludzie. Autor nie potrafi funkcjonować w samotności, choć często do niej lgnie. Kiedy jednak osiąga prawdziwą samotność, szybko z niej ucieka. Do literatury lub – częściej – do ludzi. Pełno więc w "Tajnym dzienniku" rodziny, przyjaciół, znajomych, ale i przypadkowo spotkanych ludzi. Dużo rozmów i cytatów.

Najmniej w tym wszystkim chyba samego Mirona Białoszewskiego. Czytelnicy oczekujący poetyckiego voyeuryzmu będą zawiedzeni. Autor nie odsłania tu swego warsztatu, praktycznie nie funkcjonuje (poza praktyką diariuszową) jako literat. Owszem, gromadzi wokół siebie środowisko filologów, literatów czy ludzi kultury, jednak skupia się na relacjach międzyludzkich, a nie na ich intelektualnych czy artystycznych aspiracjach. Zdecydowanie żyje życiem, nie literaturą.

"Tajny dziennik" nie budzi sensacji, jaką mu przedwcześnie przypisywano. Dlatego może być rozczarowujący. Jest długi i ową długość daje się odczuć w chwilach zbyt chyba przyziemnych. Ale tak, jak dla Białoszewskiego nie sensacyjne wydarzenia były ciekawe, a reakcje ludzi, którzy się nimi fascynowali, tak i my powinniśmy spojrzeć na niego nie przez pryzmat tego, o czym pisze, ale jak to robi. A w tym jest doskonały.

Tajny dziennik

Autor: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: Znak
Wydanie polskie: 2/2012
Liczba stron: 920
Format: 165 x 235 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788324018888
Wydanie: 1
Cena z okładki: 69,90 zł


blog comments powered by Disqus