Recenzja książki "Eus Deus Kosmateus"

Autor: Fenris
2 stycznia 2009

www.gildia.pl
Eus, deus, kosmateus.
Dostępność: 1-2 dni robocze
Cena: 22,00 zł 31,50 zł
dodaj do koszyka

Na początek małe sprostowanie. Przed ewentualną lekturą „Eus Deus Kosmateus” radziłbym nie polegać na umieszczonym z tyłu książki opisie wydawcy. W trakcie czytania miałem coraz większe poczucie, że to raczej chwyt marketingowy niż adekwatny skrót tego, co można uświadczyć na kartach książki pani Mirosławy Sędzikowskiej (za to na „skrzydełkach” okładki jest już trafniejszy zarys fabuły).

W takim razie, co w istocie serwuje nam „Eus Deus Kosmateus”? Zaprasza do spędzenia paru mniej lub bardziej normalnych tygodni z niezwykłą nauczycielką języka polskiego, panią Mirą, która stara się jak może nauczyć paru wychowanków m.in. tego, że „Słowacki wielkim poetą był”. Nie unika przy tym typowych batalii z młodzieżą – a to ktoś rozpocznie tyradę o homoseksualistach, przyniesie „Mein Kampf” i zacznie prawić o wyższości jednej rasy nad drugą, ktoś zajdzie w ciążę, inni będą mieli problemy z orientacją seksualną, a na dokładkę będzie satanizm dla ubogich i myśli samobójcze z niebywale „ważkich” egzystencjalnych powodów. Prócz wymienionych spraw, na treść książki składa się jeszcze wiele innych wydarzeń na tle błahych spraw uczniowskich z sortu: po co mi wiedzieć, co tam nabazgrał Baczyński wespół z Kochanowskim i innymi trupami literatury polskiej (wszystko oczywiście obficie podlane „laczami” za sprzeciw wobec kanonu humanistycznego).
Poza tym pani Mirula ma tonę atrakcji związanych z bliższą lub dalszą rodziną oraz znajomymi. Na przykład wspomina o swojej koleżance, nader zręcznej propagatorce Feng Shui, która za pomocą siekiery „ustawia” meble we właściwym miejscu, albo robi jazgot sprzętem kuchennym, by „wyklaskać” złą energię z kątów mieszkania. Innym razem zamartwia się o syna, właściciela nielegalnej kawiarenki internetowej, gdzie przesiadują żule, mafia, egzorcysta, a była żona szturmuje lokal w boju o alimenty.
Wokół wszystkiego orbituje sprawa dawnego ucznia, Bladego, który swego czasu – jakby to ujęli Amerykanie – went postal i poderżnął gardło jednemu z uczniów, a przy okazji ranił jeszcze innego chłopaka. Podobno teraz wyszedł na wolność i chce się mścić. Sama pani Mira przeżywa to w dwójnasób, ponieważ męczą ją myśli o niegdysiejszej rozmowie z Bladym, jaka mogła – czy aby na pewno? – zmienić bieg wydarzeń. A jeszcze kręci się wokół szkoły tajemniczy młodzian z pomarańczowym szalikiem, ceniący literaturę i celne riposty.

Więcej z meandrów fabuły nie zdradzę, więc pora przejść do wrażeń z lektury. Zastanawiałem się, co w tym miejscu napisać. Jedno trzeba powiedzieć na wstępie: „Eus Deus Kosmateus” nie jest pozycją wybitną ani chałturniczą, lecz nie jest także książką z tak zwanych stanów średnich. Całość czytało mi się nieźle, ale raczej bez żadnych emocji czy wzbudzania intelektualnych fajerwerków. Powieść jest momentami groteskowa, w paru miejscach potrafi błysnąć humorem, a i perypetie szkolne potrafią przywołać wspomnienia sprzed lat. Myślę, że na pochwałę zasługuje erudycja muzyczna autorki i przemyślność, z jaką udało się jej wpleść teksty takich tuzów jak Jacek Kaczmarski czy Kazik (nie wspominając o innych wykonawcach). Na uwagę zasługuje również postać głównej bohaterki. Z jednej strony można ją polubić od pierwszych kart książki, docenić jej zamiłowanie literaturą, zrozumienie i pomoc, którą niesie uczniom. Ale z drugiej strony nie mogłem pozbyć się uczucia, że jest to osoba młoda – tyle w niej werwy. A tu nici z tego, pani Mira sama ma dzieci oraz wnuki, co każe domniemywać, że swoje już przeżyła. Nauczycielka z taką energią to chyba ewenement w środowisku, ale bardzo dobrze wpisuje się w styl książki, co należy zapisać in plus autorce za stworzenie ciekawej, nietuzinkowej postaci. Z innych spostrzeżeń, miałem wrażenie, że książka jest bardziej splotem zapisków opisujących kolejne dni z życia oryginalnego nauczyciela – nie ma tu kulminacyjnego zakończenia, Wielkiej Tajemnicy lub czegoś w tym rodzaju. Trochę szkoda, lecz całość jest utrzymana w lekkim, czasami onirycznym, ale nade wszystko luzackim nastroju, takoż się kończy.

Podsumowując, polecałbym niniejszą książkę jako dobrego kompana na podróże, kiedy trzeba sobie umilić czas spędzony w środku lokomocji. Do przeczytania, a potem zapomnienia.

Eus, deus, kosmateus

Autor: Mirosława Sędzikowska
Wydawnictwo: SuperNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2008
Liczba stron: 300
Format: 115x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7578-004-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 31,50 zł


blog comments powered by Disqus