Recenzja książki "Sto tysięcy królestw"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Patrycja Ziemińska
21 września 2012

Papierowy Księżyc nie jest jeszcze zbyt dobrze znanym na polskim rynku wydawnictwem, ale bardzo stara się to zmienić. W związku z tym jego nakładem wychodzą niezłe książki autorów znanych za granicą, często nagradzanych, na dodatek w dobrej oprawie edytorskiej. Nie inaczej jest tym razem – dostaliśmy do rąk pierwszy tom uznanej na zachodzie Trylogii Dziedzictwa, zatytułowany "Sto tysięcy królestw".

Ta kilkukrotnie nominowana do najważniejszych nagród fantastycznych (m.in. do Nebuli i Hugo) powieść na pierwszy rzut oka nie wydaje się niczym specjalnym. Mamy młodą bohaterkę, Yeine, która niemal z dnia na dzień zostaje mianowana pretendentką do tronu nieoficjalnego władcy świata Stu Tysięcy Królestw. Jak w pouczającej baśni – oraz większości książek fantasy – dziewczyna musi pokonać wiele przeciwności, zyskuje magicznych pomocników i nieco bardziej zwyczajnych przyjaciół, poznaje swojego księcia z bajki... stop!

Tylko początkowo wydaje się, że historia Yeine będzie typową, wręcz sztampową powieścią fantasy, pełną magii i przedziwnych wydarzeń. Autorka, Nora Jemisin, sprytnie wplata w powieść wątki poboczne, które zaskakują czytelnika na każdym niemal kroku. Bohaterka miota się od skrajnej odwagi do załamania psychicznego, jej adwersarzami zostają jej najbliżsi, a pomocnikami – bogowie na srebrnej uwięzi. Dostajemy też do rozwiązania zagadkę kryminalną dotyczącą tajemniczej śmierci matki Yeine, córki władcy Królestw. Co jakiś czas Jemisin rzuca czytelnikowi garść pytań: czy Yeine uratuje swój rodzinny kraj? Czy zginie z ręki (hmm... nie do końca "ręki"...) boga ciemności, w którym się zakochuje? Kto zostanie władcą, jeśli Yeine przeznaczona jest śmierć? I przede wszystkim – jak to wszystko się skończy?

Dodajmy do tego wyraźnie zarysowane sceny przemocy, nie mniej wyrazistą erotykę i bardzo plastyczny język narracji, a otrzymamy świetną powieść dla dorosłych, tym lepszą, że można ją traktować jako samodzielną całość, a nie tylko część trylogii – autorka zadbała również o to.

Same postaci także można uznać za dobrze skonstruowane. Brak w tej książce bohaterów jednowymiarowych, każdy z nich ma za sobą jakąś historię, pewien bagaż doświadczeń oraz wyraźnie zarysowany charakter.

Nie da się ukryć, że nie każdemu "Sto Tysięcy Królestw" przypadnie do gustu. Niemal od pierwszej strony widać, że jest to proza "kobieca" (niezależnie od wieloletnich sporów teoretyków literatury, panie mają wyczuwalnie inny styl pisania niż panowie – my, czytelnicy, doskonale to wiemy). W języku i sposobie prowadzenia akcji widać pewną miękkość, sporo niedomówień typowych dla prozy np. Ursuli Le Guin. Do tego wiele tu rozterek wewnętrznych bohaterki, monologów z samą sobą i rozmów o miłości, śmierci i pożądaniu. Jeśli ktoś nie lubi tego typu powieści, powinien dobrze się zastanowić nad sięgnięciem po tę pozycję.

Ostatecznie jednak "Sto Tysięcy Królestw" można uznać za niezwykle udaną, wciągającą powieść fantastyczną. Nie ma w niej infantylizmu, którym często trącą książki choćby popularnej Trudi Canavan, jest za to niebanalny pomysł i interesujące wykonanie.

Trylogia Dziedzictwa #1 - Sto Tysięcy Królestw

Autor: N. K. Jemisin
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Miejsce wydania: Słupsk
Wydanie polskie: 12/2011
Tytuł oryginalny: The Hundred Thousand Kingdoms
Liczba stron: 450
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361386117
Wydanie: I
Cena z okładki: 37,91 zł



blog comments powered by Disqus