Recenzja książki "Wyspa kanibali"

Autor: Aleksander Krukowski
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
23 kwietnia 2011

Na początku lat 30. XX wieku władze Związku Radzieckiego postanowiły wdrożyć w życie plan „oczyszczania” rosyjskiego społeczeństwa. Za element zanieczyszczający uznano początkowo kułaków, czyli chłopów, którzy odmawiali upaństwowienia swoich gospodarstw rolnych. Szybko jednak zaczęto tę kategorię rozszerzać i po krótkim czasie objęła ona wszelki margines, drobnych przestępców, żebraków, prostytutki, wreszcie nawet ludzi, którzy podczas przypadkowych kontroli nie posiadali przy sobie koniecznych dokumentów. Werth pokazuje, że ta kategoria, zaplanowana jako zbiór wrogów społecznego ładu, stała się zupełnie pozbawiona sensu i służyła do rozmaitych nadużyć, wrzucania do jednego worka ludzi niebezpiecznych, chorych, starych czy po prostu przypadkowych.

Wyodrębniona w ten sposób wielotysięczna rzesza ludzi miała zostać przesiedlona i użyta do zasiedlenia dziewiczych terenów rosyjskiej Syberii. Kolonizacja tych obszarów była dokładnie zaplanowana. Jednak śmiałe teorie nie przetrwały próby praktyki. Tytułowa wyspa kanibali to tak naprawdę wyspa Nazino na rzece Ob. Stała się ona miejscem zsyłki sześciu tysięcy rosyjskich obywateli, dla których nie znaleziono miejsca w ramach projektowanego społeczeństwa komunistycznego. Dano im szansę odkupienia się przy kolonizacji nowych terenów ekspansywnej Rosji, jednak w praktyce był to najczęściej brutalny wyrok śmierci, a sposobem jego wykonania: zamęczenie.

Trudno stwierdzić, jak szczególny jest wypadek opisany w „Wyspie kanibali”. Jego kulminacją jest oczywiście tytułowy kanibalizm, którego dopuścili się niektórzy z zesłańców. Powodem bestialstwa był głód nękający nieustannie zesłańców. Co ciekawe: dla zarządców wyspy kanibalizm był kolejnym aktem kontrrewolucyjnym, przez co mówienie o nim stało się wrogą propagandą. Znalazł się jednak odważny miejscowy instruktor Wieliczko, który postanowił opisać sytuację w liście do Stalina. Wódz rzeczywiście zainteresował się zajściami na wyspie i powołał do ich zbadania specjalną komisję. Dzięki temu w archiwach ZSRR znalazło się dużo dokumentów związanych z – jak to zostało urzędowo określone – „wyspą-śmiercią”. To właśnie one posłużyły Nicolasowi Werthowi za materiał do książki.

„Wyspa kanibali” to wstrząsająca lektura. Choć koncentruje się na konkretnym przypadku socjalistycznej rzeczywistości, to autor przypomina nam o tym, że skala tego zjawiska była dużo większa. Dostarcza rzetelnych historycznych analiz, przeplatając je z próbą zrozumienia przyczyn i kontekstów, w jakich w ogóle mogło dojść do tak krytycznych zajść. Przy całej stanowczości demaskatora okrucieństw stalinizmu, wydaje się on miejscami próbować jakichś usprawiedliwień, zrzucając większość winy na system.

Lektura „Wyspy kanibali” wymaga odpowiedniej wrażliwości. Dla niektórych bardziej delikatnych czytelników będzie to historia zbyt brutalna i odstręczająca. Inni, zaznajomieni z tematem okrucieństw radzieckiego systemu, znajdą w niej powtórzenie diagnoz znanych już z wielu innych książek. Ale część z pewnością będzie... może nie tyle zadowolona – bo w kontekście tragedii prowadzących do kanibalizmu o zadowoleniu mówić nie można – ale poruszona świadectwem tamtych zbrodni.

Wyspa kanibali

Autor: Nicolas Werth
Tłumaczenie: Marta Szafrańska-Brandt
Wydawnictwo: Znak
Wydanie polskie: 3/2011
Tytuł oryginalny: L'ile aux cannibales
Liczba stron: 292
Format: 144 x 205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788324016242
Cena z okładki: 39,90 zł


blog comments powered by Disqus