"Gangster Squad. Pogromcy mafii" - recenzja

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Magdalena "Tattwa" Stępień
22 maja 2013

Zupełnie współczesny Dziki Zachód

Mafia na zachodnim wybrzeżu USA? Nowy Jork, Chicago, względnie Floryda… O nich słyszał każdy. Ale Los Angeles? To tam właśnie powstała specjalna jednostka do zwalczania przestępczości zorganizowanej – zwalczania za wszelką cenę: organizacja początkowo zupełnie nieformalna, stanowiąca precedens w dziejach policji, znana jako Gangster Squad – Wydział Gangsterski. Dziennikarz Paul Lieberman na podstawie współczesnych informacji prasowych, wywiadów oraz akt postanowił odtworzyć jej historię – najpierw jako cykl artykułów, a potem w formie obszernej książki.

Swoje rozważania autor wywodzi od okresu rozkwitu miasta na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to pojawiły się w nim pierwsze gangi. Potem przechodzi do postaci rządzących półświatkiem, głównych graczy: Mickeya Cohena oraz rodziny Whalenów. I wreszcie przedstawia dzieje Wydziału Gangsterskiego – w zasadzie ekipy twardych, bezkompromisowych straceńców mających zrobić porządek w mieście, korzystających z cokolwiek niekonwencjonalnych metod. W tym wypadku także skupia się w szczególności na paru najbarwniejszych postaciach – Jacku O'Marze czy Jerrym Wootersie.

Te nieoficjalne zapasy LAPD z gangsterami rozpoczęły się w roku 1946 i trwały ponad dwie dekady. Z jednej strony wymuszenia, haracze, bukmacherski szwindel, poważniejsze przekręty, morderstwa, z drugiej – uprzykrzanie życia, podsłuchy (zwykle nielegalne), aresztowania, sprawy sądowe. Nie zawsze stróżom prawa było jak z górki, często szło raczej jak po grudzie, bo przecież w tle funkcjonowała omerta (zmowa milczenia)  i długie palce sięgające gdzie i po kogo trzeba.

Bajecznie bogaty materiał na co najmniej drugiego Ojca chrzestnego został niestety zmarnowany. Lieberman stara się w swym portrecie Wydziału być nadmiernie szczegółowy: opisuje wszystko, łącznie z najdrobniejszymi detalami, które czytelnika po prostu nie mają prawa zaciekawić. Już na wstępie podejmuje kilka osobnych wątków, które, owszem, splotą się w całość – jednak dopiero po około stu stronach. Do tego momentu jednak przeciętny odbiorca zdoła prawdopodobnie pogubić się w gąszczu nazwisk, nazw, miejsc, czy dat, które bliskie są może rodowitemu Amerykaninowi (w co szczerze wątpię), a najlepiej mieszkańcowi Miasta Aniołów (może już bardziej).

Co więcej, autor przekazuje to wszystko suchym zdystansowanym tonem kronikarza, który jedynie odnotowuje fakty, z rzadka obdarzając je jakimś skromnym epitetem własnym. Faktem jest, że policyjna robota operacyjna to nie film sensacyjny, ale Lieberman sam chyba nie do końca wie co chce stworzyć – ekscytującą opowieść fabularną (wstawki tego typu pojawiają się w książce) czy relację ściśle faktograficzną. Dokładając do tego obszerność zestawionego nie wedle chronologii, ale według wątków materiału, całość prezentuje się rozwlekle i nuży. Jeżeli ktoś chwyci za tę książkę pod wpływem filmu, którego plakat widnieje zresztą na okładce, przeżyje okrutne zderzenie z rzeczywistością.

Ostateczne wnioski płynące z tej opowieści też nie są nazbyt pozytywne. Lieberman napomina wielokrotnie, że Gangster Squad działał w "innych czasach". Pewnie – co innego wówczas ekscytowało, czym innym się żyło. Jednak tak o współczesnych też będą mówić za trzy, cztery dekady. I nie ma co się łudzić, historia tak samo wyczyści "niestosowną" pamięć, a co poniektóre bandziory staną się prawdziwymi bohaterami, z czasem wręcz poważanymi obywatelami. Bo tak budowano i tak buduje się Amerykę. A ta jest z tego dumna.

Gangster Squad. Pogromcy mafii

Autor: Paul Lieberman
Tłumaczenie: Jakub Małecki, Magda Witkowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 1/2013
Tytuł oryginalny: The Gangster Squad
Liczba stron: 544
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788378394181
Wydanie: I
Cena z okładki: 35 zł



blog comments powered by Disqus