Paul S. Kemp "Lordowie Sithów" - recenzja książki

Autor: Roan
Korekta: Smok
30 listopada 2015

Imperium vs ruch Wolnego Ryloth

21 października br. w sprzedaży pojawiła się kolejna pozycja zaliczana do tzw. nowego kanonu uniwersum Gwiezdnych wojen. Choć Lordowie Sithów to czwarta książka Paula S. Kempa osadzona w odległej galaktyce, to jest dopiero pierwszym podejściem autora do przedstawienia czytelnikowi opowieści z czasów pomiędzy filmami. Czy udanym?

Główną oś fabularną książki stanowi spektakularne starcie ruchu Wolnego Ryloth z Imperium, które okupuje planetę Twi’leków od zakończenia wojen klonów. Narracja opisanych wydarzeń prowadzona jest z punktu widzenia sześciu głównych bohaterów. Są to dwaj tytularni Sithowie, Darth Vader i Imperator Palpatine, dwoje twi’leków, Cham Syndulla i Isval, oraz dwoje imperialnych dowódców, pułkownik Belkor Dray i moff Delian Mors.  Wydaje się, iż Paul S. Kemp pisząc Lordów Sithów dążył do osiągnięcia maksymalnej równowagi kompozycyjnej. Wartkiej akcji bojowej przeciwstawiono budowanie relacji między postaciami. Sukcesy i porażki obu stron konfliktu harmonijnie przeplatają się między sobą. Sparowanie głównych bohaterów uwypukliło różnorodne podejścia do wielu spraw wewnątrz grup, które na zewnątrz wydawać się powinny jednolite. Autor zasługuje na uznanie dla swej pracy koncepcyjnej.

Osobnego omówienia domagają się interakcje wspomnianych wyżej duetów. Wypada zacząć od władców galaktyki. Sama idea wspólnej wyprawy Vadera i Palpatine’a daleko poza Coruscant to motyw rzadko wykorzystywany do tej pory w uniwersum. Można się tu doszukiwać inspiracji Darthem Plagueisem Jamesa Luceno, w którym to tytułowy Sith odbył wiele podróży w towarzystwie innych użytkowników Ciemnej Strony Mocy. Oczywiście Imperator nie fatyguje się na Ryloth wyłącznie po to, aby dać przykład jakiejś lokalnej grupce bandytów, czego można domyślić się już od początku. Sithowie zawsze mają swoje ukryte plany i wykorzystują każdą okazję, byle tylko jednocześnie osiągnąć jak najwięcej celów. Nie byliby też sobą, gdyby nieustannie nie usiłowali wybadać się nawzajem. Na planecie tak niebezpiecznej jak Ryloth okazji ku temu będzie dostatek. Czytelnicy powinni być zadowoleni z popisów umiejętności Vadera i Palpatine’a, którzy często demonstrują swoją potęgę Mocy. Pewnym defektem książki może być przesadnie kreowanie Imperatora na alfę i omegę, które może spowodować u czytelnika mylne wrażenie, że wziął do ręki Paulo Coelho na safari. Jednak w ostatecznym rozrachunku, przedstawienie relacji mistrza i ucznia Sith wychodzi obronną ręką… zaciskającą tchawicę przeciwnika na odległość za pośrednictwem Mocy.

Głównymi przeciwnikami władców galaktyki w tym utworze są liderzy ruchu oporu na Ryloth; twi’lekowie Cham Syndulla i Isval. On jest wiatrem zmian, który wyznacza kierunek, w którym podążają inni. Ona jest jak ziemia, wielokrotnie przeorana na przestrzeni lat, jednak niewzruszenie gotowa na kolejne żniwa. Razem doskonale się uzupełniają i uosabiają ducha niegościnnej planety Ryloth. To oczywiste, że łącząca ich relacja wykracza poza wspólną walkę, ale to nie jest opowieść w której znalazłoby się miejsce na romans. Trzeba nieprzerwanie prowadzić walkę, a jeśli nawet nadejdzie chwila wytchnienia, to upłynie ona pod znakiem grzebania towarzyszy broni połączonej z zaplanowaniem kolejnego posunięcia. Oczywiście każdy, kto oglądał kiedykolwiek Gwiezdne wojny zdaje sobie sprawę z tego, że tych dwoje nie zabije Vadera ani Imperatora, jednak nie przeszkadza to w śledzeniu losów tej twi’leckiej pary. Isval wydaje się być nieco bardziej interesująca, być może dlatego, że w większym stopniu podejmuje się działania, gdyż Cham jest mózgiem, który planuje, kieruje i nadzoruje. Na niekorzystny odbiór Syndulli wpływa też fakt wielokrotnego powtarzania przez niego tych samych zdań, jak gdyby był postacią niezależną gry fabularnej, składającej się z imienia, klasy i cechy charakterystycznej. No i jego imię po polsku nie za dobrze się kojarzy. Nie powoduje to jednak całkowitej niechęci do twi’leków z ruchu Wolnego Ryloth. Mają oni spory potencjał do tego, aby czytelnik z nimi sympatyzował. No chyba, że jego przekonania są zbieżne z imperialną doktryną.

Pułkownik Belkor Dray i moff Delian Mors zamkną rozważania na temat relacji budujących fabułę Lordów Sithów. Pozornie są to stereotypowi imperialni biurokraci, których ogromna ambicja jest wprost proporcjonalna do niekompetencji, jaką reprezentują. Z czasem okazuje się jednak, że brak kompetencji wcale nie jest ich wadą, ponieważ w odpowiednich okolicznościach potrafią wiele osiągnąć. To postacie uwikłane w twarde reguły gry imperialnego systemu politycznego i własne słabości, które potęgują niekorzystne rozdanie kart w tym rylothskim turnieju sabacca. Oczywiście nie znaczy to, że czytelnicy będą im współczuć czy utożsamiać się z nimi, ale relacje pomiędzy tymi postaciami mogą być asumptem do rozważań nad pewnymi uniwersalnymi pytaniami o lojalność, poczucie obowiązku i odpowiedzialność na wysokim szczeblu.

Tłumaczący książkę na język polski Janusz Maćczak poradził sobie z postawionym przed nim zadaniem. Maksymalnie w trzech miejscach można wychwycić niedoskonałości przekładu. Książkę czyta się przyjemnie i szybko. Pewną nowością jak na uniwersum Gwiezdnych wojen są dosyć realistyczne opisy właściwości obiektów znajdujących się w próżni, zgodne z aktualną wiedzą fizyczną. Należy to zaliczyć Lordom Sithów na plus. Oczywiście występują drobne mankamenty fabularne, nie do końca pozwalające się pogodzić z resztą uniwersum, ale nie rażą aż tak bardzo w oczy w toku czytania. Nie sposób nie dostrzec licznych nawiązań do filmowej sagi oraz seriali Wojny klonów i Rebelianci. Rzeczą, która naprawdę cieszy jest wyposażenie ruchu Wolnego Ryloth w sprzęt pozostały w galaktyce po Separatystach, czy jak kto woli Konfederacji Systemów Niezależnych. Z nieznanych powodów nieczęsto sięgano po ten element fabularny, który wydaje się być oczywistą koleją rzeczy; skoro wojna zakończyła się jednoczesną dezaktywacją milionów, za może nawet miliardów maszyn w jednej chwili, to mało prawdopodobne było, że cały ten sprzęt został zabezpieczony i zezłomowany.

Lordowie Sithówto pozycja, która nie bez powodu zebrała stosunkowo dobre recenzje i wydaje się być dobrą lekturą, zarówno dla starych wyjadaczy (którzy mogą ją nawet potraktować jako historię przynależną do tzw. starego kanonu, gdyż nie ingeruje za bardzo w wydarzenia tam zawarte) jak i nowych fanów, którzy śmiało mogą od niej rozpocząć swoją przygodę z książkami z tego uniwersum.

Star Wars - Lordowie Sithów

Autor: Paul S. Kemp
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Wydawnictwo: Uroboros
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2015
Tytuł oryginalny: Lords of the Sith
Wydawca oryginalny: Del Rey
Rok wydania oryginału: 2015
Liczba stron: 364
Format: 135x200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788328026988
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,99 zł



blog comments powered by Disqus