"Najemnicy" - recenzja książki

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: Patrycja Ziemińska
28 lipca 2013

Taka sobie okładka (ciemna jak wszyscy diabli) i bijący po oczach napis "TYLKO DLA DOROSŁYCH" może odstraszyć – nic dziwnego, skoro podświadomie czytelnik oceni książkę na podstawie pierwszego wrażenia (chyba, że miał do czynienia z danym autorem już wcześniej, i wie, czego się spodziewać), a wspomniane wyżej hasło przywodzi na myśl tę gałąź kultury, która epatuje seksem i krwią tylko dla samego epatowania, bez żadnego ukrytego przekazu. Autor poniekąd zdołał się w ten schemat wpleść.
 
Orgon był nękany całe stulecia przez najgorszy rodzaj konfliktów – wojny domowe. Od dłuższego czasu panuje jednak sielanka, za sprawą Torgardczyków, którzy postanowili walczyć o pokój do ostatniej strzały i wybili lokalnych watażków. Ciężko jednak wszystkim dogodzić, więc dwaj władcy postanawiają przejąć władzę – a nie da się tego dokonać bez sił zbrojnych. Co zrobić z zasobnym skarbcem, lecz brakiem siły ludzkiej? Wynająć tytułowych najemników. 
 
Oddział, jakiemu będziemy mieli okazję się przyglądać, to Psy Wojny – zbieranina szumowin, kanalii i byłych bandytów, którzy postanowili zarobić na życie poprzez machanie mieczem (o ile ktoś podczas walki nie pomacha skuteczniej niż oni). Motywacje najemników są naprawdę rożne, jednak tylko współpraca pozwoli im przeżyć na polu bitwy. Żołdacy w obliczu wojny nigdy nie zostają zbyt długo bezczynnymi – bardzo szybko oddział staje po stronie, która ma bardziej zasobną kiesę. 
 
Fantasy, w którym główną rolę pełnią żołnierze, to zupełnie inne fantasy od tego, w którym pierwsze skrzypce gra wykształcony mag czy ktoś o równie wysokiej pozycji społecznej. W tym drugim mamy raczej do czynienia ze środowiskiem bardziej zamożnych mieszkańców danego miasta/państwa (w zależności, gdzie rozgrywa się fabuła), a wszelkiego rodzaju elementy społeczne pełnią raczej tylko rolę dodatku do całej opowieści. Sprawa ma się zupełnie inaczej, gdy prawie sto procent powieści mówi o najemnikach, czy nawet regularnej armii – w tym przypadku autor musi równać dość nisko w dół, jeśli chodzi o poziom elokwencji czy wykształcenia wojaków. Wszak nie wymagamy od zwykłego szeregowego, często wywodzącego się z najpodlejszych wiosek, by ten posługiwał się poetyckim językiem. I taki "prostacki" styl wypowiedzi bohaterów można właśnie w tym przypadku zrozumieć – o ile autor nie przegina.
 
Bez ogródek – ilość przekleństw w Najemnikach prawdopodobnie bije o kilkanaście długości całą sagę o Wiedźminie razem wziętą. Nawet nasz swojski "przecinek" nabiera tutaj bardzo dosłownego znaczenia, bo nie będzie przesadą stwierdzenie, że w niektórych momentach słowo na "k" w najróżniejszych przypadkach i zestawieniach to ponad połowa wypowiedzi konkretnych bohaterów (głównie wyższych stopniem najemników). Początkowo taki zabieg nuży – jednak im dalej, tym bardziej widoczny staje się fakt, że autor uznał, że taka "dorosłość" nada niektórym (na szczęście nie wszyscy mają sobie za nic czystość języka) bohaterom głębi. Jest dokładnie odwrotnie – podczas lektury nieustannie ma się wrażenie, że poznaje się przygody grupy gimnazjalistów, którzy postanowili pobawić się w wojenkę. Okej, mięso w literaturze nie jest złe, ale w wyważonych proporcjach, pierwszy tom Najemników zaś jest horrendalną przesadą pod tym względem. Jak na ironię, niezwykle kwiecisty język żołnierzy zupełnie nie idzie w parę z ich poczynaniami – owszem, krew leje się strumieniami, a i sami wojacy nierzadko uderzają poniżej pasa, jednak wszystkie te działania można sprowadzić co najwyżej do miana "wykorzystywania każdej dostępnej szansy" – poza tym ciężko znaleźć jakieś "uchybienia" w sztuce wojennej. Ba, regularne oddziały miałyby dużo więcej na sumieniu.
 
Skoro już o wojskowości mowa – na plus należy policzyć Jakubowskiemu operowanie dość małą ilością ludzi. Ciężko stwierdzić, kiedy oddział staje się małą armią, niemniej jeśli można to subiektywnie stwierdzić, to akurat w tym elemencie nie ma przesady zarówno w jedną, jak i drugą stronę. Psy Wojny nie są przesadnie dużą grupą, co pozwala w miarę zadowalającym stopniu skoncentrować się na poszczególnych postaciach, a już na pewno wyeliminować z tekstu problemy aprowizacyjne i logistyczne, jakie na pewno pojawiłyby się przy sporo większej gromadzie ludzi.   
 
Gdyby jednak dokładniej przeanalizować tę zbieraninę, to dość szybko wyłania się z niej zarys "typowej" sesji RPG – może nie ma tu podziału bohaterów na klasy tak charakterystyczne jak mag, kapłan, wojownik i tym podobne archetypy postaci, niemniej jednak, nie sposób nie zauważyć, że dość szybko Najemnicy przeistaczają się w opowieść pod tytułem Za siedmioma górami, za siedmioma lasami... W istocie, w pewnym momencie recenzowana powieść zaczyna bardzo przypominać odrobinę bardziej dojrzałą wersję baśni, w której stawką jest ręka księżniczki (lub analogiczne trofeum), o ile tylko bohater zdoła pokonać wszystkie przeciwności losu. A jak to w baśni bywa, by zdobyć szczyt, trzeba często poświęcić niejednego towarzysza – tak jest i w Najemnikach. Praktycznie cały czas nie można być pewnym, który z bohaterów dotrwa do końca, bo giną jak muchy – widać tutaj odrobinę inspiracji Pieśnią Lodu i Ognia. Jednakże sporo postaci pojawiających się na kartach powieści sprowadza się po prostu do wybiórczych cech charakteru – najwyżej dwóch na jedną postać. Trochę ciężko odczuć tutaj jakiś żal po stracie.
 
Pod względem literackim wyszło różnie. O ile sceny względnie spokojne są całkiem znośne i w miarę przejrzyste, tak problemy pojawiają się podczas momentów bardziej dynamicznych, głównie podczas wszelkiego rodzaju zbrojnych potyczek. Narracja staje się chaotyczna, a same sceny starć czyta się wolniej, niż – paradoksalnie – epizody z życia najemników.
 
Najemnicy  nie są powieścią beznadziejną, toteż zauważalne jest to, że autor starał się przy niej popracować (nie zaś iść po linii najmniejszego oporu, jak obecnie jest to modne w przypadku debiutów fantasy na Zachodzie) i nie poukładał w losowej kolejności ogranych scen i schematów doskonale znanych z Władcy Pierścieni, Pieśni Lodu i Ognia czy powieści Abercrombiego. Z drugiej jednak strony, jeśli ktoś oczekuje od mocno skostniałego i zużytego gatunku czegoś naprawdę "mocnego", to Najemnicy z pewnością nie spełnią jego oczekiwań. Jeśli jednak potencjalny czytelnik nie jest specjalnie wymagający, a i jego znajomość gatunku ogranicza się do kilku najpopularniejszych tytułów, to jest spora szansa na to, że recenzowana powieść może przynieść mu sporą dawkę rozrywki.

Najemnicy, część 1

Autor: Paweł Jakubowski
Wydawnictwo: Poligraf
Miejsce wydania: Brzezia Łąka
Wydanie polskie: 3/2013
Liczba stron: 548
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788378560616
Wydanie: I
Cena z okładki: 49 zł



blog comments powered by Disqus