Tak się już nie pisze...

Autor: Wojciech Kobza
12 maja 2008

Z zainteresowaniem sięgnąłem po niepozorną książkę, której okładka nie była specjalnie krzykliwa, za to tytuł i nazwiska autorów zawartych w niej opowiadań przyciągały wzrok. Ale może zacznijmy od małego wstępu na temat pochodzenia tego gatunku literackiego. Czarny kryminał, którego początek datuje się na przełom lat dwudziestych i trzydziestych zeszłego wieku, zrodził się w tanich i wydawanych na kiepskim papierze czasopismach z kolorowymi okładkami. W wielu przypadkach pisarze włączający się w ten nurt byli ex-policjantami lub prywatnymi detektywami, więc nieobce im były wszelkie niegodziwości ludzkie. A także, co najważniejsze, znali przestępczy półświatek wraz z prawami nim rządzącymi oraz modus operandi tych, którzy stali po tamtej stronie barykady. Pierwszy raz w literaturze zaczęto używać tak potocznego języka, a brutalność i seks (oczywiście w o wiele mniejszej ilości niż ma to miejsce dziś) zadomowiły się na kartach tych tanich gazet.

Rozkwit i największą popularność czarny kryminał przeżywał w latach trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych. To właśnie w tym okresie powstały najważniejsze teksty dla całego gatunku, będące jego najbardziej modelowymi przykładami. W tamtych latach nakręcono najlepsze filmy, jak choćby „Sokoła Maltańskiego” czy „The Big Sleep” z Bogartem w roli głównej. Dzięki filmom poznaliśmy dwóch twardzieli, którzy stali się kanonicznymi prywatnymi detektywami i wiele razy się później do nich odnoszono oraz wiele razy ich cytowano: Sama Spade'a i Phillipa Marlowe'a. W „Arcydziełach Czarnego Kryminału” przyjdzie nam poznać ich przyjaciół, jak też przeciwników.

Pierwsza cześć „Arcydzieł...”, o wymownym tytule Twardziele, to kilka opowiadań autorów, którzy stworzyli podwaliny gatunku: tych sławnych, jak Hammet czy Chandler, jak i mniej znanych, jak Race Williams. Bohaterami większości ich opowiadań są prywatni detektywi. Takie właśnie postaci spotkamy na tych stronach: twardych, cynicznych detektywów, którzy walczą o przetrwanie w dżungli wielkich miast.

Druga cześć zbioru, Gliny, traktuje o stróżach prawa, zmagających się z gangsterami albo drobnymi przestępcami, którzy zaludniają miasta i wioski stanów zjednoczonych. Jak wiadomo, glina ma gorzej, gdyż musi przestrzegać prawa, co detektywom nie zawsze wychodzi.

Łobuzy to trzeci i zarazem ostatni rozdział „Arcydzieł”, w którym sytuacja jest opisana od drugiej strony. W tych opowiadaniach poznajemy przestępców, którzy, uciekając przed prawem, wpadają w jeszcze większe tarapaty, prowadzące do kolejnych ucieczek i tak w kółko.

„Arcydzieła Czarnego Kryminału” to książka, którą trudno sprecyzować. Z jednej strony mamy szybki język narracji w opowiadaniach, w których nie liczą się opisy miejsc akcji, ale jak najbardziej cięte i cyniczne rozmowy osób stojących po stronie prawa i ich adwersarzy. Dodajmy do tego fakt, iż po przeczytaniu pierwszego rozdziału ma się wrażenie, że wszystkich bohaterów stworzyła jedna fabryka, tłocząc ich w niezliczonych ilościach, tak samo ubranych, tak samo zachowujących się i wyglądających. Oczywiście jest to wada tylko dla kogoś, kto pierwszy raz styka się z tego typu opowieściami, gdyż właśnie w tym zbiorze pokazano najbardziej stereotypowe postacie ówczesnej literatury. W następnych dwóch rozdziałach zróżnicowanie bohaterów jest już znacznie większe.

Dobrym pomysłem było wprowadzenie przed każdym z opowiadań krótkiej notki o autorze i jego dokonaniach literackich oraz krótkiego akapitu o samym bohaterze lub bohaterach danego tekstu. Dzięki temu czytelnik poznaje po kolei największe osobistości świata czarnego kryminału. Czarnego kryminału, który pozornie umarł, lecz powoli zaczyna się odradzać nie tylko w literaturze ale i innych mediach, czego najlepszym dowodem jest ostatni tekst w zbiorze, czyli „Zegarek” Quentina Tarantino. Każdy, kto oglądał ten fragment „Pulp Fiction”, pozna go od razu.

„Arcydzieła Czarnego Kryminału” to bardzo dobry zbiór opowiadań, zarówno pod względem doboru tekstów, jak i ich opisów. Jeśli ktoś jest fanem takich autorów, jak Deshiell Hammet czy Raymond Chandler, nie muszę polecać mu tej pozycji. A dla świeżych czytelników to wspaniała okazja, do zapoznania się z przetwardzielami współczesnej literatury. Szczególnie, że takich książek już się nie pisze...

Arcydzieła czarnego kryminału

Redakcja: Peter Haining
Autor: Robert Leslie Bellem, W.R. Burnett, James M. Cain, Raymond Chandler, James Hadley Chase, Peter Cheyney, Carroll John Daly, Samuel Fuller, David Goodis, Dashiell Hammett, MacKinlay Kantor, Stephen King, Elmore Leonard, Ross MacDonald, Ed McBain, Mickey Spillane, Quentin Tarantino, Jim Thompson, Cornell Woolrich
Tłumaczenie: Dariusz Wójtowicz
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2008
Tytuł oryginalny: Pulp Frictions
Liczba stron: 384
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7469-708-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł


blog comments powered by Disqus