Ostatni gasi światło? – recenzja książki "Wir"

Autor: Dawid "Fenrir" Wiktorski
Korekta: viv
19 listopada 2011

Od wydarzeń opowiedzianych w „Rozgwieździe” nie minęło wiele czasu. Podwodna elektrownia geotermalna okazała się być bombą o opóźnionym zapłonie. Wraz z uwolnieniem Behemota i wybuchem jądrowym świat nawiedził zwiastun Apokalipsy. A to dopiero początek problemów, bo pradawny mikrob dopiero rozpoczął swoją ekspansję.

W przeciwieństwie do pierwszej części „Trylogii Ryfterów” Watts nie skoncentrował się tym razem na jednym tle fabularnym („Rozgwiazda” w znacznej części rozgrywała się kilka tysięcy metrów pod powierzchnią oceanu). „Wir” jest rozbity na kilka wątków, które nieustannie łączą się ze sobą i zaplatają, by kilkanaście stron dalej znów pójść własnym torem.
Co jest zabiegiem wyjątkowo udanym (jednak niekiedy w tekst wplata się odrobina chaosu), pierwszych skrzypiec nie gra już grupa ryfterów, lecz znana z „Rozgwiazdy” Lenie Clarke, która przeżyła wybuch, a teraz podejmuje własną krucjatę. W jej wyniku kobieta urośnie wręcz do poziomu bogini, w czym pomoże jej program działający w tytułowym Wirze, następcy dzisiejszego Internetu.

Podczas lektury poznamy zarówno zwierzynę, myśliwych, jak i pozornie biernych obserwatorów. Te dwie pierwsze grupy są o tyle niezwykłe, że po obu stronach barykady stają dawni towarzysze broni – nikt inny, jak ryfterzy.

W porównaniu do „Rozgwiazdy” zdecydowanie trudniej zidentyfikować osobowości poszczególnych protagonistów. Nie da się wprawdzie powiedzieć, by przedstawieni w pierwszej części trylogii ryfterzy – którzy przed podjęciem się pracy na głębokości kilku tysięcy metrów świętymi na pewno nie byli – mieli łatwy do określenia charakter, ale w „Wirze” wyraźnie widać ich rozchwianie w podejmowanych decyzjach i jakichkolwiek reakcjach. Poza tym denerwować mogą nowi aktorzy na scenie – po lekturze „Wiru” można wręcz odnieść wrażenie, że ich kreowanie Peter Watts potraktował po macoszemu.

Dość trudno powiedzieć, czy „Wir” jest bezpośrednią kontynuacją „Rozgwiazdy”. Z jednej strony, mimo niewielkiego przeskoku czasowego między końcówką poprzedniego tomu trylogii a początkiem „Wiru”, fabuła dość mocno nawiązuje do minionych wydarzeń, przez co nieznajomość „Rozgwiazdy” może dość mocno przeszkadzać w lekturze. Dalsze losy byłych ryfterów odcinają się jednak od przeszłości, zaś geneza i działanie Behemota wyjaśniane są w toku fabuły.

„Wir” jest najlepszym przykładem na to, jak można zgrabnie połączyć z pozoru dwa sprzeczne ze sobą terminy – fantastykę z nauką. Świat przedstawiony w powieści stworzony jest w oparciu o przewidywania autora co do rozwoju technologicznego na przestrzeni kolejnych kilkudziesięciu lat, wszystko to jednak poparte jest rzeczywistymi badaniami i odkryciami, zaś genezę najważniejszych tworów autor wyjaśnia w krótkim słowniczku na końcu książki.

„Wir” ma jedną poważniejszą wadę: choć Watts zechciał przedstawić czytelnikowi zachodnie i wschodnie wybrzeże Ameryki Północnej zniszczone przez ogromne tsunami oraz panoszenie się Behemota na żywych organizmach, czytelnik dość rzadko faktycznie odczuwa rzekomo ogromny rozmiar tych wydarzeń, a powtarzane z częstotliwością lepszej sprawy „miliony ofiar” w końcu stają się nie tyle tragedią, co ponurą statystyką. Znakomita większość oznak apokalipsy jest w „Wirze” tylko pustymi słowami, rzadko kiedy Wattsowi udaje się odwzorować ich prawdziwą skalę.

Zakończenie „Rozgwiazdy” było bezlitosne, kazało czekać na rozwinięcie wydarzeń, które doprowadziły do potężnych kataklizmów, jednocześnie nie dając jednoznacznej odpowiedzi, co stało się z ryfterami. „Wir” wyjaśnia tę i wiele innych kwestii, a zakończenie drugiej części trylogii nie wgniata w fotel tak bardzo, jak końcówka „Rozgwiazdy”. Jednakże osobliwa krucjata niezwykłej istoty, jaką obecnie jest Lenie Clarke, wspieranej przez program komputerowy, to lektura obowiązkowa, szczególnie dla miłośników fantastyki naukowej w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

Ryfterzy #2 - Wir

Autor: Peter Watts
Wydawnictwo: Ars Machina
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2011
Tytuł oryginalny: Rifters: Maelstrom
Wydawca oryginalny: Tor Books
Rok wydania oryginału: 2001
Liczba stron: 384
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-932319-2-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 37,80 zł



blog comments powered by Disqus