Fragment książki "Hemoroidy Napoleona"

Autor: Phil Mason

Ojciec Adolfa Hitlera urodził się jako Alois Schicklgruber. Alois był nieślubnym dzieckiem Marii Schicklgruber, prostej wieśniaczki ze Strones w Waldviertal, na dalekiej północy Austrii. Jego ojciec do dziś pozostaje nieznany. Gdy chłopiec skończył pięć lat, Maria wyszła za mąż dość niespodziewanie za niejakiego Johanna Georga Heidlera.
Wielu zastanawiało się, kim mógł być ojciec Aloisa. Fakt, że do 35. roku życia nosił nazwisko matki, sugeruje, że nie był to jednak Johann. Nawet gdy jego ojczym był na łożu śmierci, młody Schicklgruber nie zamierzał zmieniać nazwiska. Niewiele brakowało, a pozostałby przy nim do końca życia, a jego syn, zamiast Adolf Hitler, nazywałby się Adolf Schicklgruber. Ale pewnego dnia na scenę wkroczył wujek Adolfa wraz z pokaźną sumą pieniędzy.
Gdy Alois kończył 40 lat, jego urzędnicza kariera nabierała tempa. By otrzymywać kolejne awanse, musiał jednak coś zrobić z sytuacją rodzinną. „Ojciec nieznany” w papierach nie wyglądało zbyt dobrze. Aloisowi po raz pierwszy zaczęło zależeć, by ktoś go usynowił. Z kolei jego przyrodni brat, syn Heidlera, miał kłopot, bo rodowemu nazwisku groził niebyt. Był ostatnim mężczyzną, który je nosił, a sam miał tylko trzy córki. Spisał więc testament, w którym zapisywał spore pieniądze Aloisowi, jeśli ten przyjmie jego nazwisko. Schicklgrubera nie trzeba było długo namawiać. Wkrótce nazywał się już Alois Heidler, a po uproszczeniu pisowni – po prostu Hitler. Jakie znaczenie mógł mieć taki detal dla historii świata? A no, czy wyobrażacie sobie, że ktoś, kto nazywa się Adolf Schicklgruber, porywa tłumy? „Heil Schicklgruber!” nie brzmi zbyt dumnie.

Edmund Hillary i jego Szerpa1 Tenzing Norgay nie mieli być tymi, którzy jako pierwsi zdobędą w 1953 roku Mount Everest. Byli tylko parą zmienników właściwej grupy dowodzonej przez pułkownika Johna Hunta – Toma Bourdillona i Charlesa Evansa.
Bourdillon wydawał się oczywistym wyborem, bo to on skonstruował sprzęt, który pomagał alpinistom oddychać na dużych wysokościach. Cóż za ironia losu, że to właśnie jego wynalazek obrócił się przeciwko niemu. Gdy wspinacze mieli do szczytu ledwie 300 stóp (ok. 90 metrów), nawalił aparat, którym posługiwał się Evans. Usterka była na tyle poważna, że obaj postanowili zawrócić do obozu. Trzy dni później, 29 maja, na szczycie stał już ktoś inny – Hillary i Tenzing. O Bourdillonie i Evansie nikt nawet dziś nie pamięta.
Jednak z powodu drobnego przeoczenia nie istnieje zdjęcie Hillary’ego na szczycie góry. Swoją fotkę ma za to Tenzing Norgay. Wszystko dlatego, że tylko Hillary potrafił obsługiwać aparat fotograficzny. „Z tego, co wiem, mój pomocnik nigdy wcześniej nie miał aparatu w ręce, a szczyt ośmiotysięcznika nie jest najlepszym miejscem, by uczyć kogoś podstaw fotografii” – podsumował zdobywca.

Dziwaczna nazwa – Nome – którą obdarowano jedno z miast na Alasce, to wynik błędu kolejnego kartografa. Jedna z legend mówi, że około 1850 roku w okolicy pojawił się nawigator uzupełniający mapy. Wcześniej skopiował archiwalną mapę, na której ktoś zapisał „? Nazwa” („? Name”), ale marynarz błędnie odczytał to jako „C. Nome” czyli „Cape Nome” (Przylądek Nome) i tak też oznaczył cypel niedaleko miejsca, w którym powstało 40 lat później miasteczko.
Choć osadnicy, którzy przybyli tam na fali gorączki złota, chcieli nazwać swoje miasto Anvil, nie wyraził na to zgody amerykański urząd pocztowy. Wymusił on na poszukiwaczach, by nadali nazwę, jaką nosił cypel, argumentując, że miasteczko Anvil istnieje już nad rzeką Jukon.

Grenlandia zyskała swoją niezbyt fortunną nazwę (z ang. Greenland – Zielony Ląd), gdy wszystkie jej zalety zostały nieco przesadnie wyeksponowane przez propagatora osadnictwa na nieznanym lądzie.
Jako pierwszy postawił tam stopę norweski odkrywca, Eryk Czerwony. Było to w 982 roku. Gdy przybił do brzegu, okazało się, że wyspa, co nie było wielkim zaskoczeniem, jest bezludna. Choć faktycznie niektóre jej części były porośnięte bujną roślinnością, która wystarczała, by wykarmić niewielką osadę, Eryk postanowił nie wdawać się w szczegóły i nie rozprawiać za wiele na temat pozostałych mankamentów lądu, który był równie żyzny, co czaszka inspektora Kojaka owłosiona. Gdy wrócił do domu, zaczął zachęcać swoich ziomków, by wyruszyli na Grenlandię i skolonizowali puste terytoria.
Na zachęty podróżnika dało się skusić aż 700 osób. Osadnicy wyruszyli w drogę trzy lata później. Ale warunki na morzu były tak trudne, że do celu dotarło tylko 14 z 23 statków. Ci zaś, którzy dopłynęli cało i zdrowo, nie mieli już odwagi wracać.

Przez ponad cztery lata, od listopada 1892 do początku 1897 roku, Winston Churchill pretendował do miana jedynego spadkobiercy tytułu księcia Marlborough, który miał dziedziczyć po swoim bezdzietnym kuzynie Charlesie. W końcu jednak krewniak stanął na wysokości zadania i wraz z żoną spłodził syna. Gdyby zmarł bez męskiego potomka, Winston musiałby przejąć honory i prawdopodobnie na tym zakończyłaby się jego błyskotliwa kariera polityczna, dzięki której zapisał się na kartach historii.
W czasach, gdy zrzekanie się tytułów szlacheckich nie wchodziło w grę, młody Churchill zostałby skazany na zasiadanie w Izbie Lordów, która wskutek przemian społecznych stawała się instytucją o marginalnym znaczeniu.
W 1892 roku Churchill miał 18 lat i zdobywał nauki w szkole dla kadetów. Nawet nie myślał, że kiedyś zostanie przywódcą Wielkiej Brytanii. Niewiele jednak brakowało , żeby wielka kariera polityczna się zakończyła, nim młody Winston zdążył o niej w ogóle pomyśleć.
Pewien polityk, którego nazwisko przemilczę, prawie został ministrem, ale zaprzepaścił swoją karierę po jednym nieudanym spotkaniu z premierem Clementem Attlee, który oferował mu ważne stanowisko w rządzie. Attlee słynął ze swojej małomówności. Gdy aspirant zaczął powtarzać z grzeczności, jak mniemał, że nie jest godzien tak wspaniałej posady, Attlee stwierdził krótko: „No trudno”, i wycofał swoją propozycję, posyłając biedaka do wszystkich diabłów.

Harold Wilson i Tony Blair, dwaj niezwykle wpływowi premierzy z ramienia Partii Pracy, zostali liderami politycznymi przez przypadek. Obu spotkał niespodziewany awans po nagłej śmierci przywódców partii, którzy mieli nią kierować przez kolejne lata. Wilson wskoczył na miejsce Hugh Gaitskella, który zmarł w styczniu 1963 roku na rzadką chorobę autoimmunologiczną. Miał zaledwie 56 lat. Blair powtórzył także awansował w lipcu 1994 roku, gdy John Smith zmarł na zawał serca (miał 55 lat) po zaledwie dwóch latach przewodzenia partii.
Wilson sprawował urząd premiera przez osiem lat, a Blair przez 10.

Zmiana godziny nadawania przez BBC bardzo popularnego sitcomu mogła mieć kluczowe znaczenie dla wyniku wyborów w 1964 roku. Badania opinii publicznej pokazywały, że obie partie – Konserwatywna i Pracy – idą łeb w łeb. Przywódca tej ostatniej, wspomniany Harold Wilson, obawiał się, że pokazanie o godz. 20 (na godzinę przed zamknięciem lokali wyborczych) serialu „Steptoe i syn” może zmniejszyć szanse labourzystów. A liczył na to, że wreszcie po 13 latach uda mu się pokonać konserwatystów. Widzowie programu w większości popierali bowiem Partię Pracy i było bardzo prawdopodobne, że mając do wyboru serial i głosowanie, wybiorą to pierwsze. Polityk złożył więc protest do szefa stacji, sir Hugh Greena, który ostatecznie zgodził się przełożyć program na godzinę 21. Wilson podziękował Greenowi, mówiąc, że ta decyzja warta będzie dla niego co najmniej 12 posłów. Okazało się, że labourzyści wyprzedzili rywali tylko czterema stołkami w parlamencie. Green wielokrotnie zastanawiał się później, czy powinien mieć z tego powodu wyrzuty sumienia.
„Kapitał” Karola Marksa, który stał się biblią komunistów, był tak zawile napisany, że cenzor uznał, iż można książkę wydać po rosyjsku. W uzasadnieniu napisał, że rozprawa jest tak skomplikowana i trudna, że prawdopodobnie i tak nikt jej nie zrozumie, jeśli w ogóle ktokolwiek zdoła ją przeczytać.

Ekranizacja słynnej powieści Johna Steinbecka „Grona gniewu”, która opowiada o czasach wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych, przeszła przez sito sowieckich cenzorów, bo pokazywała, jak ciężkie jest życie amerykańskich robotników. Swój błąd cenzorzy szybko naprawili, gdy zauważyli, że radzieccy kinomani wychodzą z kina zachwyceni tym, iż nawet uboga rodzina farmerska z USA ma własny samochód.

Hemoroidy Napoleona. Czyli jak drobne fakty zmieniały bieg historii

Autor: Phil Mason
Tłumaczenie: Dagny Kurdwanowska
Wydawnictwo: Replika
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 3/2010
Tytuł oryginalny: Napoleon’s Haemorrhoids . . . and other small events that changed history
Liczba stron: 336
Format: 145 x 205 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-7674-044-7
Cena z okładki: 34,90 zł


blog comments powered by Disqus