"Ogrze, ogrze" - recenzja książki

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Bartek 'barneej' Szpojda
26 sierpnia 2013

Bajka dla niegrzecznych dziewczynek

Pan Anthony zdążył nas już przyzwyczaić do swojego stylu: lekkiego, pełnego humoru wyższych lub niższych lotów, baśniowego. Nie inaczej jest w jego kolejnej powieści, wznowionej nakładem Naszej Księgarni: Ogrze, ogrze. To już piąta część cyklu Xanth, słynnego wśród fanów fantastyki i nie tylko. Trzeba przyznać, że autor nie traci formy.

Bohaterem tego tomu jest Tandy, córka znanych nam ze Źródła magii nimfy Perły i żołnierza Cromby'ego. Odziedziczywszy po matce urodę, ma problemy z adoratorami – zwłaszcza z upartym demonem Fiantem. Będący kołem zamachowym akcji większości części Czarodziej Humfrey wysyła ją po rozwiązanie problemu w podróż do centrum Xanthu, za towarzysza i obrońcę dając jej ogra Grzmota. Wędrując spotykają po drodze kilka kobiet… czy może samic różnych gatunków: syrenę, wróżkę, hamadriadę, centaurzycę (znaną nam skądinąd Chet), goblinkę oraz… mosiężną kobietę. Cała ta, powabna, urocza i miejscami falująca (głównie piersią, ale nie tylko) grupa rusza razem, aby wypełnić cele każdej z członkiń (a przy okazji też dać zajęcie Grzmotowi). Pikanterii dodaje sprawie fakt, że Grzmot stał się ofiarą klątwy, przez którą jest zawstydzająco inteligentny – a dla ogra to potwarz. Jak może się skończyć taka radosna wędrówka?

Oczywiście tak pobieżne zarysowanie fabuły nie przedstawi wszystkich wątków, których – jak zwykle u Piersa Anthony'ego – jest po prostu zatrzęsienie. Historia rozgałęzia się pięknie, nie pozwalając czytelnikowi na nudę. Każda z postaci ma swoją historię i swój cel, do którego dąży, w międzyczasie pomagając innym. Stworzyło to zabawny miszmasz, który czyta się wyjątkowo przyjemnie.

Jak zwykle w serii Xanth, mamy do czynienia także z dużą ilością rubasznego humoru. Anthony znany jest z tego, że lubuje się w dowcipie słownym i grze słów, a jednocześnie lekko erotyzuje swoje powieści. Gra niedopowiedzeń jednym na pewno się spodoba, innych może nieco odstręczyć (a po pewnym czasie staje się już po prostu męcząca). Ogrze, ogrze nie jest wcale wyjątkiem od tej reguły. Co więcej, z taką ilością żeńskich bohaterek jeszcze nie mieliśmy tu do czynienia, więc możemy się, jako czytelnicy, spodziewać nieomal wszystkiego. Łóżkowy dowcip często jest dość niskich lotów, jednak, przyznajmy sobie szczerze, sięgając po kolejny tom tego cyklu nie oczekiwaliśmy chyba ambitnej i porywającej lektury…?

Ogrze, ogrze,  mimo tej całej prostoty, jest wyjątkowo przyjemną książką. Bohaterowie są dość szablonowi, ale ich różnorodność w pełni to wynagradza. Główna bohaterka, Tandy, jest urocza, ma cięty języczek i natychmiast daje się polubić. Pozostałe, nie tak wyraźnie zarysowane nowe postaci potrzebują nieco czasu, żeby wkupić się w łaski czytelnika, ale każdy znajdzie wśród nich swojego ulubieńca. To duża zaleta tej książki.

Należy jednak pamiętać, że sięgając po Xanth nie powinniśmy oczekiwać ani epickiej opowieści w rodzaju książek Salvatore'a, ani tym bardziej egzaltowanych, erudycyjnych narracji rodem z Władcy Pierścieni. To lekkie, sprawnie napisane opowiastki, wydane teraz w jednolitej szacie graficznej, idealne, kiedy co jakiś czas chcemy przeczytać coś niezobowiązującego i niezmuszającego do zaangażowania. Czy to wada, czy zaleta – każdy powinien ocenić sam.

Starsi czytelnicy fantastyki na pewno pamiętają pierwsze wydania serii, jeszcze z wydawnictwa Rebis. Sentyment do tamtych egzemplarzy na pewno przyćmią ciekawe i jednolite okładki Naszej Księgarni – wydanie jest naprawdę ładne, a edycja nie pozostawia nic do życzenia. Jeśli komuś spodobają się klimaty krainy Xanth, to kolejne tomy będą stanowiły prawdziwą ozdobę półki.

Xanth #5 - Ogrze, ogrze

Autor: Piers Anthony
Okładka: Piotr Cieśliński
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 7/2013
Tytuł oryginalny: Xanth: Ogre, Ogre
Rok wydania oryginału: 1982
Liczba stron: 432
Format: 135x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788310121127
Cena z okładki: 39,91 zł



blog comments powered by Disqus