Recenzja książki "Rajskie zorze"

Autor: Henryk Tur
3 stycznia 2008

Nie ukrywam, że informację o nowej książce Piotra Patykiewicza przyjąłem z radością, ponieważ zalicza się on do moich ulubionych pisarzy na poletku krajowej fantastyki. W Rajskich zorzach kontynuuje opowieść ze swego oryginalnego świata, gdzie pogańskie i chrześcijańskie mity oraz podania stanowią jedną, niesamowitą rzeczywistość.

Zaraz na początku mamy smaczek, bo oto pojawiają się Lestek i Pestek, bracia-bliźniacy, których poznaliśmy w Złym brzegu (pierwsza książka Patykiewicza) jako ledwie od ziemi odrosłych pędraków. Teraz już żonaci młodzieńcy, gdyż czas leci. Jako że dość mieli słuchania utyskiwań swych lubych na biedę, ruszyli do portu, aby zarobić. Jednak wiedzie im się niezbyt lekko. Na skutek splotu różnych zdarzeń oddają się na roczną służbę do Marzanny, siostry karczmarza Szczuka. Nie będę wyjaśniał, bo musiałbym się zbytnio rozpisywać, co, jak i dlaczego; w dużym skrócie mówiąc: udają się na najdalszą północ, aby w śmiałej wyprawie dotrzeć do samego... Raju.

Pomysł to oryginalny, a i wykonany mistrzowsko. Wszystkie występujące postacie tworzą galerię, której się nie zapomni. Marzanna – śmiała kobieta, zdobywczyni, która piszącemu te słowa skojarzyła się z Kriss de Valnor, Szczuk – były łowca przygód, obecnie spasiony karczmarz, czy też Bździoch – lapończyk na służbie Marzanny, to postaci o barwnych życiorysach. A to naturalnie nie wszyscy bohaterowie. Patykiewicz tworzy świat niemal namacalny, realny jak nasz, choć mamy tu trolle i cheruby, i... inne stworzenia. Podczas niezwykłej wyprawy spotykamy równie niezwykłe miejsca, zaś wyczyny bohaterów potrafią przyprawić o zawrót głowy: wyobraźmy sobie choćby ludzi wskakujących do kipiącego wulkanu, aby podczas jego erupcji opuścić wyspę. Zdziwieni? I jest całkiem realny powód, dla którego przeżyli. Niesamowity jest opis marszu legionów trolli, które na przedprożu Raju toczą bitwę z cherubami, ciekawe są skutki picia... syreniego moczu, zaś sam Raj jest miejscem, w którym największą moc ma... Zły. Tak wygląda to w bardzo dużym skrócie.

Patykiewicz dba o to, abyśmy nie nudzili się ani przez moment. Książka przypomina dobry film czy grę komputerową, w której nawet w chwili oddechu możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego o przedstawionym świecie czy postaciach. Powieść ma ponad czterysta pięćdziesiąt stron, jednak chłonie się ją błyskawicznie, piszący te słowa zaliczył lekturę w dwa dni i, im bliżej było jej końca, tym bardziej irytował się na takie dictum. Opowieść podzielić można na dwa etapy: podróż oraz Raj - wszak nikt nie powiedział, że w boskim ogrodzie nic się nie dzieje. Patykiewicz dokłada swoją cegiełkę do Genesis, w postaci stworzonej przez pewną osobę istoty, lecz nie będę nic zdradzał. To trzeba przeczytać.

Podsumowując, Rajskie zorze to jedna z najlepszych książek, jakie dane mi było poznać w tym roku. Cieszę się z konsekwencji autora w opisywaniu świata, jego głębi i realności, z galerii niezapomnianych postaci, które tworzy, i przygód, w które je rzuca. Zakończenie zostawia szeroko otwartą furtkę, ja zaś jestem pewien, że w którejś z kolejnych książek Piotra Patykiewicza spotkamy pewną młodą damę, jaką poznaliśmy tutaj w pierwszych chwilach jej życia.
I już nie mogę się doczekać!

Rajskie zorze

Autor: Piotr Patykiewicz
Wydawnictwo: SuperNOWA
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 9/2007
Liczba stron: 453
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7054-198-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 33,90 zł


blog comments powered by Disqus