Udręka i ekstaza – recenzja książki "Świat Gwiezdnych Wojen. Kronika ilustrowana"

Autor: Tomasz Nowak
Korekta: Bool
2 września 2012

Na początku dotarł do nas film. Ktoś pisał wówczas, że „wkradł się niczym złodziej by zapanować jak król”. Potem, z kilkunastoletnim opóźnieniem, dostaliśmy książki, zabawki, gry, w końcu komiksy. A i tak wydawało się wciąż, że to ledwie czubek góry lodowej, nieogarniętego wszechświata „Gwiezdnych Wojen”, który zawładnął i nadal rządzi – chcąc nie chcąc – wyobraźnią wszystkich, którzy się nim zetknęli. W to jednak, że przyjdzie nam pójść jeszcze dalej wejść w głąb uniwersum całą serią albumów, jakoś nie chciało się wierzyć.

I oto stało się.

Dziś mamy do dyspozycji nie tylko liczne albumy, ale także ten najważniejszy z nich – kronikę narodzin i rozwoju starwarsowego świata. Kronikę, gdzie rok po roku, miesiąc za miesiącem, a niekiedy nawet dzień po dniu poznajemy po kolei dzieje pomysłu, samej historii, obrazu, przemysłu i w końcu mitu, bo tym wszak są obecnie „Gwiezdne Wojny”. I to w formie, która od razu wzbudzi zachłanność i pożądanie każdego fana.

Udręka

Śledząc podzielone na pięć bloków czasowych grubo ponad czterdzieści lat dochodzenia do świata „Star Wars” i jego niesamowitego wzrostu, nie sposób oprzeć się podczas lektury pewnej nostalgii. To wszak nie tylko ciąg jakichś oderwanych zdarzeń, a nawet skromny wycinek ostatnich dekad, ale cały potężny kawał historii świata. Stanowi ona dla faktów związanych z filmem niekiedy tylko tło, lecz kiedy indziej pozostaje złączona ścisłą interakcją z elementami Lucasowego uniwersum.

Kiedy czyta się o rozmaitych książkach czy filmach, z jakich wyrósł jego pomysł, ponownie łatwo uzmysłowić sobie, jak wiele nas ominęło. To smutne, ale pięćdziesiąt lat PRLowskiej hibernacji kulturalnej zabrało nam bezpowrotnie możliwość zrozumienia, poczucia tamtych dni. Ten album to ich namiastka, bo nie sposób do nich już powrócić. Tamte filmy są często nadal u nas niedostępne, książki nieprzetłumaczone… Być może dlatego wciąż dla tak wielu fantastyka czy kino nowej przygody to znak czegoś gorszego, co zamiast wciągać swą magią, polaryzuje widzów.

Udręki podczas lektury „Kroniki ilustrowanej” doznają z pewnością wszelcy kolekcjonerzy, marzący o nieustannym poszerzaniu swych zbiorów. Tu bowiem odkryją, że wszelkie gadżety i zabawki, zwłaszcza te starsze, stanowiły zwykle serie skończone. To jedynie nam, skazanym na okazyjne kupowanie fragmentów kolejnych zestawów zabawek, książek czy komiksów, wydaje się, że błądzimy po omacku w morzu nieskończoności. Ta książka ten pogląd zmieni, a wiedzę uporządkuje. Pozostawi niestety również nieugaszoną tęsknotę za tym, co „można byłoby” kiedyś zdobyć, a co dziś jest już raczej nieosiągalne.

Pomimo owego udręczenia, przejrzystość i przystępność tego wykładu dziejów rozwoju gwiezdnowojennego świata aż budzi żal, że książka kończy się na roku 2010, bo przecież czas wciąż płynie naprzód, przynosząc wiele nowego. Co ciekawe, w jej treści, podobnie jak w Wielkim ilustrowanym słowniku, znów pojawiają się pewne niedociągnięcia merytoryczne. A to nie zgadza się data wydania jakiejś książki (np. „John Carter of Mars”), a to czeski błąd świeci w numerze komiksu (18 zamiast 81). Przypadek czy zamierzone wyzwanie rzucone fanom?

Jeśli jednak do czegokolwiek można naprawdę się przyczepić, to do faktu, że jest to opracowanie napisane zdecydowanie przez i dla Amerykanów. Widać to w doborze opisywanych zdarzeń, jak i perspektywie ich ujęcia. Szkoda zatem, że polski wydawca nie uzupełnił poszczególnych wątków i notek informacjami dotyczącymi Polski.

No, ale dość nostalgii i malkontenctwa.

Ekstaza

Pozostać przy tonie wyłącznie minorowym przy tej publikacji byłoby wysoce niesprawiedliwe. Warto bowiem podkreślić przede wszystkim to, co w tej książce pozytywne, a jest tego bez liku. Po pierwsze, usystematyzowany porządek zdarzeń, jaki pozostawał nieznany nam w swoim czasie, a więc przede wszystkim w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w epoce preinternetowej.

Poprzez prezentację faktów, zdarzeń, ludzi i przedmiotów można nie tylko uzupełnić wiedzę, ale także rozwiać co poniektóre mity, jakimi bujna wyobraźnia wypełniała luki w wyrywkowych docierających do nas wówczas informacjach. Dzięki znakomitemu wpisaniu w kalendarium rozmaitych wydarzeń na świecie, uniwersum Gwiezdnych Wojen nie jawi się też jako odosobniony „wybryk”. Jego organiczny wzrost odbywa się w widocznej interakcji z rozwojem przemysłu filmowego, technologii, zmianami kulturowymi, politycznymi i społecznymi zachodzącymi wokół. SW jest tu więc częścią większej całości, świata nie tylko popkultury. Idąc dalej, książkę tę generalnie można uznać za swoisty portret rzeczywistości przed i po „Gwiezdnych Wojnach” (co widać choćby w tytułach rozdziałów). I po jej lekturze już chyba nikt nie może mieć wątpliwości, co do wpływu, jaki gwiezdna saga na tę rzeczywistość wywarła.

Dla kogoś, kto lubi sięgnąć w głąb, poznać pewne „tajemnice od kuchni” albo zanurzyć się w przeszłość, bawić w detektywa tropiącego rozmaite ukryte ślady, „Kronika ilustrowana” to fascynująca przygoda. Jest ona pełną zaskakujących (nawet dla wiernych fanów) wędrówką ścieżkami „narodzin Mocy”. Nie bez znaczenia w niej jest także fakt, że mamy tu do czynienia z albumem, a więc opracowaniem przebogatym w znakomite ilustracje, które pochłaniają uwagę przynajmniej na równi z tekstem.

Opracowanie to przywraca również należne miejsce wielu ludziom, którzy, stojąc w cieniu Lucasa, nadawali przecież ostateczny kształt jego wizji. Bez nich, często pomijanych, mniej zauważanych, nieznanych, świat „Gwiezdnych Wojen” nie byłby takim, jaki znamy. „Kronika ilustrowana” pozwala nam spojrzeć w ich twarze, poznać przynajmniej podstawowe informacje.

Choć autorzy – uznani spece z rozmaitych SW-dziedzin – z pewnością nie wyciągają w tym obszernym tomiszczu na światło dzienne „wszystkiego”, co ze „Star Wars” związane, to jednak nie unikają faktów niewygodnych. Mówią wyraźnie o kryzysie zainteresowania w połowie lat dziewięćdziesiątych. Jeśli któreś z posunięć Lucasfilmu spotkało się ze sceptycznym przyjęciem, krytyką, jakieś przedsięwzięcie się nie powiodło – piszą o tym bez ogródek. I tym samym podnoszą wiarygodność swoją, jak i samej ich książki jako obiektywnego źródła historycznego. Aż żal niekiedy, że zamieszczone tu opisy, z oczywistej konieczności, są tak skrótowe…

A jeżeli ktoś po tej lekturze wciąż jeszcze nie dał uwieść pasji kolekcjonerskiej – ot, tak, żeby zbierać choć „jakieś drobiazgi” ze znaczkiem SW – temu wydawcy sami podsuwają pomysł, w postaci załączonych do każdej książki dwóch zdjęć. To świetny początek takiej kolekcji właśnie…

Monument godny

„Kronika ilustrowana” jest wśród książek okołogwiezdnowojennych jedną z największych. A z cała pewnością największą z wydanych dotąd w Polsce. To swoisty monument ku czci, ale też pamięci o sprawach, rzeczach i ludziach, którzy nie powinni ulec zapomnieniu. To obszerne opracowanie jest wszak nie tylko w końcu „biblią” stawarsowych fanatyków, ale niezwykle ciekawym kompendium informacyjnym o tym, jak zmieniało się kino, kultura, przemysł rozrywkowy, a wreszcie otaczający to wszystko świat. Stanowi świadectwo tego, że wielkie idee potrafią spajać całkowicie różnych ludzi na całym globie i przetrzymać każdą próbę czasu.

Pomniki rzadko stawia się za życia zainteresowanych, bo to zwykle trąci groteską. Tym większy szacunek należy się Lucasfimowi, że kiedy już takowy pozwolił sobie wystawić, skroił go – ze zwykłym sobie, budzącym czasem nerwowość fanów, pragmatyzmem – do rozmiarów stosownych – nie małych i nie tanich, ale również nie takich, by prawdziwy czciciel gwiezdnowojennej sagi nie był w stanie postawić go sobie na półce. Tam, gdzie jego słuszne miejsce.

Star Wars: Świat Gwiezdnych Wojen. Kronika ilustrowana

Autor: praca zbiorowa
Tłumaczenie: Anna Hikiert
Wydawnictwo: Egmont
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2012
Tytuł oryginalny: Star Wars.Year by year.Visual Chronicle
Liczba stron: 320
Format: 250x300 mm
Oprawa: twarda, futerał, kieszeń
ISBN-13: 9788323751694
Wydanie: I
Cena z okładki: 199,99 zł



blog comments powered by Disqus