Antologia "Epopeja. Legendy fantasy" - recenzja

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Patrycja Ziemińska
17 lipca 2015

Epicka mieszanka niestandardowa

Od czasu do czasu nawet osoby zwykle od fantasy stroniące chętnie sięgną po dobrze napisany, nie za długi tekst. Zazwyczaj najchętniej taki, w którym nie roi się od smoków, elfów i mrocznych czarowników. Taka chwila oddechu, odpoczynek od innych gatunków. W takim momencie Epopeja sprawdzi się świetnie – to antologia, w której redaktorowi udało się zebrać nazwiska z samej czołówki nurtu, a ich teksty w większości są rzeczywiście godne uwagi.

Ale, zanim przejdziemy do omawiania fabularnej części książki, warto zatrzymać się na chwilę na... wstępie. Przedmowę napisał Brent Weeks, autor m.in. Trylogii Anioła Nocy. Przypomina czytelnikowi, czym jest fantasy, jak definiowano je wcześniej i jak daleko sięgają jego ramy gatunkowe. Dalej, we wstępie faktycznym, John Joseph Adams – świetny, znany na Zachodzie redaktor – definiuje z kolei fantasy epickie, czyli to, co ma być tematem tego zbioru. Warto przeczytać oba teksty, ponieważ stanowią one bardzo dobry grunt przed lekturą właściwą.

Na antologię złożyło się 16 tekstów. Nazwiska autorów w dużej części są znane każdemu, kto miał styczność z fantastyką w ogóle: Ursula Le Guin, Orson Scott Card, Brandon Sanderson, Tad Williams, Trudi Canavan czy Robin Hobb to pisarze, których przedstawiać nie trzeba. Tuż za nimi zobaczymy Paolo Bacigalupiego, N.K. Jemisin, Patricka Rothfussa, nieco zapomnianego dziś Michaela Moorcocka. Całości dopełniają najmniej znane w Polsce panie: Juliet Marillier, Carrie Vaughn, Mary Robinette Kowal, Kate Elliott, Melanie Rawn, Aliette de Bodard. I co ciekawe – największe nazwiska nie zawsze gwarantują najlepsze teksty.

Najdłuższe w tomie opowiadanie Powrót do domu Robin Hobb było świetnym wyborem na otwarcie tomu. To rozciągnięta w czasie opowieść o podróży i próbach zasiedlenia nowego, niegościnnego lądu, utrzymana w klimacie zawieszonym między grozą a klasyczną fantasy, na dodatek naprawdę nieźle napisana. Podobnie świetne wrażenie sprawia Alchemik Bacigalupiego – kolejne obszerne opowiadanie, tym razem osadzone w świecie, w którym magia przynosi zagładę: plagę jeżyn, zajmujących ziemię i mających zabójcze właściwości. Bacigalupi nie wyjaśnia czytelnikowi zbyt wiele, jeśli chodzi o świat przedstawiony, ale historia o alchemiku, który znalazł sposób na pokonanie magicznego wroga, oraz o żądnych władzy oficjelach nieomal czyta się sama.

Bardzo interesujący jest również Narkomanta Jemisin, osadzony w znanych jej fanom realiach z dylogii Sen o krwi, ale napisany jako oddzielna całostka niezwiązana fabularnie z wydarzeniami z powieści. Stanowiący samodzielną, zamkniętą opowieść tekst Magii piasku Orsona Scotta Carda, w którym poznajemy historię zemsty pewnego chłopaka na całym narodzie, napisany jest w stylu przypominającym przypowieść albo ludową legendę. Dobre wrażenie wywiera także Droga do Levinshir Rothfussa – opowiadanie o wędrownym bardzie, porwaniu i zemście.

Ciekawym, chociaż nie wybitnym, tekstem uraczyła nas Melanie Rawn, która w Matce całej Rusi podszyła fantastyką pewną słowiańską legendę. Na podobnym poziomie tekstów interesujących, chociaż nie zaskakujących ani specjalnie zapadających w pamięć – są: Szalony uczeń Trudi Canavan, która znowu sięgnęła do znanego uniwersum Magów Gildii, Człowiek z płomieni Tada Williamsa – bardzo dobrze napisany, ale raczej nijaki – Gdy kręci się koło de Bodard, opowiadanie osadzone w bardzo ciekawych realiach i korzystające z azjatyckiej mitologii i wiary w reinkarnację; także Gdy bogowie się śmieją Moorkocka, który skorzystał ze swojej sagi o albinosie Elryku, Brzegiem rzeki śmierci Kate Elliot –- o pewnej dziewczynie, która postanowiła wyłamać się ze swojej społecznie narzuconej roli. Nie można też zapomnieć o Oddanym słudze, w którym Kowal sięga do motywu podróży w czasie oraz Konflikt trwa w pamięci, ciepłej opowieści Carrie Vaughn o żonie pewnego bohatera już po tym, gdy ten został królem. Wszystkie powyższe to fajne, interesujące historie, dobrze napisane i zredagowane, z mniejszymi lub większymi potknięciami, ale na pewno warte odrobiny uwagi czytelnika.

Smutne, niestety, jest to że teksty Ursuli le Guin (Zaklęcie rozwiązania) oraz Brandona Sandersona (Rysn) są najsłabszymi w zbiorze. Pierwszy, osadzony w świecie Archipelagu, jest po prostu miałki. Krótka opowieść o magu, który usiłuje wydostać się z pułapki, może być niezrozumiała dla osób nie znających Opowieści z Ziemiomorza, poza tym jest po prostu nudnawa. Z kolei Rysn wygląda jak całkowicie wyrwana z kontekstu – dosłownie wycięta z większej całości – kartka z pamiętnika tytułowej bohaterki.

Podsumowując, Epopeja to naprawdę dobra antologia. Zaspokaja głód fantasy, serwując w większości smaczne, nie zawsze lekkostrawne, ale dobrze doprawione dania. Te dwa niedogotowane można spokojnie pominąć – najemy się tym, co znajdziemy w całości tomu. J.J. Adams po raz kolejny pokazał, że jest świetnym literackim mistrzem kuchni, a wydawnictwo Rebis zapewniło ładne wydanie i dobre tłumaczenie z nielicznymi, drobnymi zgrzytami – zbiorek z czystym sumieniem można polecać wszystkim chętnym.

Epopeja. Legendy fantasy

Autor: Paolo Bacigalupi, Trudi Canavan, Orson Scott Card, Robin Hobb, N. K. Jemisin, Ursula K. Le Guin, Michael Moorcock, Patrick Rothfuss, Brandon Sanderson, Carrie Vaughn, Tad Williams
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 3/2015
Tytuł oryginalny: Epic. Legends of Fantasy
Liczba stron: 568
Format: 150x225 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN-13: 9788378185437
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,90 zł



blog comments powered by Disqus