Recenzja książki "Numery. Czas uciekać"

Autor: Dagmara Trembicka-Brzozowska
Korekta: Acabar
9 lipca 2010

Oto Jem. Piętnastoletnia, „trudna”, autsajderka. Niezbyt ładna, niezbyt brzydka, tuła się od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Ponura jak deszczowy Londyn, z nikim nie rozmawia, nikomu też nie chce się rozmawiać z nią. Nie ma złudzeń co do przyszłości – przynajmniej własnej. Od dziecka była inna. Widziała NUMERY. Każdy człowiek miał swój. Dopiero po kilku latach zorientowała się, że to daty śmierci. Po co zbliżać się do kogokolwiek, jeśli ciągle ma się przed oczami datę z jego – nieistniejącego jeszcze – nagrobka? Wszystko zmienia się, gdy Jem poznaje Pająka – równie jak ona samotnego, zbuntowanego chłopaka. Postanawia po raz pierwszy sprzeciwić się numerom, pokonać je i ułożyć sobie normalne życie. Ucieka, zabierając Pająka ze sobą. Ścigają ich policja, antyterroryści i najgroźniejszy ze wszystkich... czas.

„Numery” to debiutancka książka Rachel Ward, nadbudowana na opowiadaniu, którym autorka kilka lat temu wygrała konkurs literacki, a które teraz stanowi pierwszy rozdział powieści. Postanowiła wejść na bardzo trudny rynek – powieści młodzieżowej. Zdawałoby się, że teraz wszyscy początkujący autorzy książek dla nastolatków będą naśladować brytyjską guru, Joanne Rowling. Na szczęście pani Ward ani myślała wplatać w swoją powieść magii, tajemniczych pomocników, stworzeń rodem z baśni czy nawet złośliwych kolegów ze szkoły. Pominąwszy dziwną zdolność Jem, historia jest jak najbardziej realistyczna.

Element fantastyczny w „Numerach” służy głównie podkreśleniu wyobcowania głównej bohaterki – uwypukla je i czyni niejako tragicznym. Dziewczyna w trudnym wieku, pełna kompleksów, sierota, córka narkomanki, niepotrafiąca zaakceptować siebie ani otaczającego ją świata – to problemy realne i mogące dręczyć niejednego młodego czytelnika. Autorka stara się pokazać, że ucieczka nie zawsze jest rozwiązaniem, że niektórych rzeczy nie da się uniknąć, ale można stawić im czoło. Dydaktyka ta jest jednak nienachalna, ukryta w sprawnie prowadzonej narracji, dobrze skonstruowanej fabule i wciągającej, przykuwającej do książki akcji. Czytelnik z zapartym tchem śledzi losy Jem i Pająka, aż do końca nie będąc pewnym finału.

Chociaż mówi się, żeby nie sądzić książki po okładce, nie można nie wspomnieć o szacie graficznej. Ilustracji wewnątrz brak, ale okładka wynagradza to z nawiązką. Poza podstawowym wzorem, na pierwszej i ostatniej stronie mamy wytłoczone szeregi cyfr, niewidocznych na pierwszy rzut oka, a dopiero po zmianie ustawienia oświetlenia. Trzeba przyznać, że jest to bardzo atrakcyjne i zachęca do zakupu nawet bez zaglądania do środka.

Nie ma róży bez kolców. Mimo wszelkich zalet książka chwilami razi pretensjonalnością albo rozwiązaniami typu deus ex machina. Jest to zapewne wynik braku doświadczenia autorki i doboru grupy docelowej – nastolatków. Można założyć, że czytający ją szesnastolatek (czy raczej szesnastolatka, gdyż powieść najwyraźniej przeznaczona jest dla wrażliwszych czytelników, których nie irytuje wątek romantyczny) nie zwróci na to uwagi, jednak starszy odbiorca bez wątpienia skrzywi się lekko przy niektórych fragmentach.

„Numery” bez wątpienia można zarekomendować rodzicom szukającym dobrego prezentu dla nastoletniej córki. Ba, spodobają się też starszym czytelnikom, jeśli tylko wezmą poprawkę na gatunek, do jakiego książka należy. To dobra młodzieżowa powieść przekazująca pewne życiowe prawdy, których większość publikacji tego typu nie porusza. Wydawnictwo Wilga bez wątpienia dokonało dobrego wyboru wypuszczając ją na rynek.

Numery. Czas uciekać

Autor: Rachel Ward
Tłumaczenie: Anna Dorota Kamińska
Wydawnictwo: Wilga
Wydanie polskie: 9/2009
Tytuł oryginalny: Numbers
Liczba stron: 320
Format: 130x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788325901028
Wydanie: I
Cena z okładki: 24,90 zł



blog comments powered by Disqus