Fragment książki "Czarny Pergamin"


Królowa Laura siedziała sztywno wyprostowana. Najmniejszym drgnieniem nie zdradzała wzburzenia. Tylko pobielałe kłykcie palców zaciśniętych na poręczach fotela świadczyły o targających nią emocjach. Ludwig Burghiese z poczerwieniałą ze złości twarzą powoli cedził słowa.

- Byłem przekonany, wasza królewska mość, że gramy po jednej stronie. Tymczasem starasz się wbić mi nóż w plecy!

- Nóż w plecy? - zaśmiała się z przymusem. - Tobie, który masz oczy dookoła głowy, a bezbronnych pleców nie posiadasz zgoła wcale? Nie bądź dzieckiem, hrabio. Ja tylko staram się zabezpieczyć swoje interesy.

- Powtarzam, królowo, byłem przekonany, że mamy wspólne sprawy!

- Bo tak jest, Ludwigu, a przynajmniej było jeszcze do niedawna.

- A co się zmieniło?

Laura pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Masz czelność o to pytać?! Na początek opowiedz mi, czego szukałeś w pokoju młodej vi Rimm zaraz na drugi dzień po śmierci Vordy.

- To było zwyczajne przeszukanie, na wszelki wypadek. Stary mógł zostawić kompromitujące nas dokumenty.

- Kompromitujące nie nas, ale ciebie, jeśli już - powiedziała z naciskiem. - Pamiętaj, że od początku byłam przeciwna zabiciu Pillgrima. I tak ci się nie udało. Czy może byłeś tak głupi, żeby owemu najemnikowi, Borchowi, dać zlecenie na piśmie?

- Nie było żadnego zlecenia! Nie uczyniłem nic wbrew twojej woli, najjaśniejsza pani. Ten najmita łgał!

- To ty łżesz, hrabio! Co prawda w tej sprawie wstawiłam się u króla i przekonałam go, iż nie mogłeś dokonać zdrady stanu, bo tak było trzeba. Ale to nie znaczy, bym była naiwna i uwierzyła w zapewnienia o twej niewinności. Wystawiłeś Pillgrima na żer wrogom, a jego trup miał być gwarancją ostatecznej klęski. Najmniej przecież przejmowałeś się moim zdaniem! Straszny z ciebie człowiek. Poświęcić własny kraj w imię ambicji! Skazać na śmierć najsprawniejszego dowódcę w imię osobistych korzyści!

Burghiese wykrzywił twarz w drwiącym grymasie.

- I kto to mówi? Czyżbyś, miłościwa pani, w swym postępowaniu nie ograniczała się jedynie do własnych zysków?

- Czynię to, jak każdy. Są jednak pewne granice.

- Człowiek sam je sobie wytycza.

- Nawet za cenę utraty duszy?

- A co to jest dusza? - roześmiał się. - Obietnica życia na innym świecie? A gdzie jest ten inny świat i czy w ogóle istnieje? Liczy się jedynie to, co mamy tu i teraz.

- I co możemy stracić tu i teraz?

Patrzył na nią bez słowa, z wyczekiwaniem.

- Zbyt dużo może przepaść - powiedziała po chwili - jeśli będziemy występować przeciwko sobie.

- Nie inaczej - uśmiechnął się przebiegle. - Widzę, że znów zaczynamy mówić tym samym językiem, najjaśniejsza pani.

Nie odpowiedziała. Słowa były zbędne. Tylko przy jego poparciu zdoła utrzymać się przy władzy w razie śmierci chorowitego Filipa. Jedynie nieograniczone wpływy hrabiego i powszechny strach, jaki budzi, uchronią ją przed natychmiastowym wygnaniem.

- Powinnam dać mu syna - mruknęła do siebie.

Burghiese usłyszał.

- Powinnaś, pani. Powtarzam to od lat. Ale nie chciałaś...

Skrzywiła się niechętnie. Rzeczywiście, Ludwig proponował jej wiele razy, aby to z nim zaszła w ciążę, skoro Filip okazał się bezpłodny. Już biskup Falcone postarałby się uczynić ze sprawy cud. Wszyscy byliby szczęśliwi... Wszyscy?

- Wiesz doskonale, że to oferta nie do przyjęcia. Twój dziedzic na tronie! Nie za wysoko mierzysz?

Roześmiał się, jednak zbyt długo się znali, aby nie dosłyszała w tym śmiechu wyraźnej nuty urazy. Uradowało ją to. Nadęty głupiec! Myśli, że jego sławna uroda to wszystko. Może mieć roje kochanek, ale nie ją! Wiedziała, że bardzo go drażni, iż królowa bierze sobie do łożnicy rycerzy, baronów, oficerów i urodziwych pachołków, a z nim nie chciała mieć nigdy nic wspólnego.

- Poza tym - przerwała ciszę - Filip jest może kaleką, ale na pewno nie głupcem. To ostatni człowiek, który uwierzy w palec Boży. Ale zostawmy to wreszcie - strzepnęła niecierpliwie dłonią, widząc, że hrabia zbiera się do odpowiedzi. - Powiedz lepiej, dlaczego zamierzasz nadal toczyć wojnę z Gernonem. Myślałam, iż dopiąłeś już swego. Kraj pogrążony w nędzy i trwodze, zdany tylko na ciebie. Czyż nie o to chodziło?

- To stanowiło tylko część mych zamierzeń. Teraz przyszła pora odzyskać utracone ziemie, a przynajmniej jakąś ich część.

- I stać się wybawcą - pokiwała głową. - Koniecznie chcesz być kochany i podziwiany?

Ludwig Wyzwoliciel! Ludwig Wielki! W tej chwili zrozumiała, że rację mieli ci, którzy mówili, iż Burghiese chce włożyć na skronie koronę Vereeny! Nie wystarczy mu już władza, jaką ma. Odkrył się, pewnie doszedł do wniosku, że nie ma sensu więcej udawać. A to zmienia postać rzeczy. Postarała się nie dać po sobie poznać gonitwy myśli.

Hrabia patrzył na twarz królowej spod zmrużonych powiek. Bystrości nie można jej odmówić. Na pewno mądrzejsza jest chociażby od tego starego spryciarza Falcone. Trzeba czymś pokryć niefortunne odezwanie.

- Chcę tylko spełnić święty obowiązek wobec państwa i monarchy - rzekł uroczyście. - Można przegrać wojnę, ale to nie znaczy, że nie można wygrać następnej. Trzeba mieć tylko odpowiednio dużo siły.

- Wiem. Słyszałam. Czynisz zaciągi wszędzie, gdzie tylko można. Chcesz wprząc w służbę nawet dzikich rzecznych piratów. Nie boisz się sięgać po tych rozbójników? Nie znają karności. Gdy tylko ich spuścisz z oka, zaczną dokazywać, czynić grabieże i gwałty.

Wykrzywił wargi w ironicznym uśmiechu.

- Najważniejsze czy dobrze się biją. A poza tym nie zamierzam nimi posiłkować głównych sił. Ich zadaniem będzie pilnować granicy z krajem magów. Nie życzę sobie niespodziewanych wizyt z tamtych stron.

- Tam przecież nie ma ani rzek, ani skrawka morza...

- Bez obawy. Piraci potrafią nie tylko strzec przepraw czy łupić porty, ale doskonale radzą sobie w głębi kraju, z dala od wody. Podobno są wtedy nawet okrutniejsi niż zazwyczaj. I o to chodzi! Niech nie puszczą żywego ducha od brudnych szarlatanów.

Nienawiść hrabiego do czarnoksiężników była wszystkim doskonale znana. To on dał sołtysom prawo i obowiązek karania wiejskich wiedźm bez odwoływania się do sądów ziemskich. Jego wpływy sprawiły, iż niechętne stosunki z państwami południa zamieniły się w coś, co można określić jedynie jako wojnę bez działań militarnych. To on wreszcie oskarżył Alwena Koniokrada o konszachty z magami i doprowadził do wyniszczenia rodu de Morano. W dodatku ta nienawiść miała źródło w dość niedalekiej przeszłości. Zdarzyło się coś, co doprowadziło go do przekonania o niedopuszczalności jakichkolwiek związków z dziedzinami czarnoksiężników.

- Chcesz jeszcze mocniej uszczelnić granicę? Nie jest dostatecznie dobrze pilnowana?

- Nie jest - odparł twardo. - Szczególnie po ostatnich działaniach wojennych zapanowało tam rozprzężenie. Mam wieści z placówek. Podobno każdy tam przechodzi jak chce. Gerno zajął tyle kraju, że jego i nasze ziemie są przemieszane. Podobno można niezauważonym wyruszyć ze stolicy i dotrzeć nad granicę, mimo gęstwy posterunków naszych i wrogich po drodze. Tego dotąd nie bywało, a moi piraci położą temu kres!

Poczerwieniał na twarzy, widać było pulsującą na skroni żyłkę. Opanował się z wolna, zaczerpnął głębiej powietrza.

- Zresztą, gdy przyjdzie czas, zamierzam ściągnąć doświadczonych żołnierzy z garnizonów na varijskim pograniczu, zastępując ich następnym kontyngentem rzecznych rozbójników.

- Odwołasz nawet swojego ulubieńca, Vallery'ego d'Orenburga? - spytała z krzywym uśmiechem.

- Nawet jego - mruknął niechętnie. - To ladaco i buntownik, ale doskonały dowódca.

- Nie miałeś takich obiekcji, próbując zlikwidować Pillgrima.

- Mówiłem już przecież...

- Daj spokój, mój parze. Oboje wiemy, co o tym myśleć.

- W takim razie - ukłonił się sztywno - na mnie już pora, najjaśniejsza pani. Sprawy wagi państwowej nie mogą dłużej czekać.

Odprawiła go łaskawym gestem dłoni.

- Twoi rozbójnicy - szepnęła do zamykających się drzwi - na pewno dobrze się spiszą. Są tacy sami, jak ty. Krwiożerczy i bezwzględni.

Wsparła głowę na dłoni. Jakże jej kiedyś imponował ten człowiek. Tryskał energią i zdecydowaniem. Zdawał się taki męski w porównaniu z chorowitym królem. Ale i ona była wtedy inna. Młodsza, bardziej naiwna. Nie dostrzegała głębi, jedynie pozory. A teraz... teraz pozostaje tylko ciągnąć rozpoczętą niegdyś grę. Grę o przetrwanie w stadzie wilków.

Czarny Pergamin

Autor: Rafał Dębski
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 10/2006
Seria wydawnicza: Tryby fantazji
Format: 125 x 195 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-60505-12-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 9,99 zł


blog comments powered by Disqus