Recenzja książki "Kameleon"

Autor: Bool
24 listopada 2008

Wyobraźmy sobie, że w relatywnie niewielkiej odległości od Ziemi znajduje się kilka planet o warunkach klimatycznych zbliżonych do naszej niebieskiej planety. Wyobraźmy sobie, że – choć nigdy nie zostały one skolonizowane przez człowieka – do złudzenia przypominają Ziemię, mieszkają tam ludzie i nawet mówią po angielsku. Jak to możliwe?

W bliżej nieokreślonej przyszłości statek kosmiczny USS Ronald Reagan dociera w pobliże jednej z takich właśnie planet, nazwanej Ruthar Larcke. Jest to ekspedycja ratunkowa, a jej cel to poznanie losów wcześniejszej misji oraz, jeśli będzie to możliwe, zabranie na Ziemię potomków jej załogi. Ta poprzednia wyprawa miała charakter naukowy, a jej członkowie zaginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Planeta Ruthar Larcke była w owym czasie niezamieszkała. Załoga Reagana odkrywa, że teraz wygląda to zgoła inaczej.

Ursula K. Le Guin w przedmowie do swojego, obecnie bardzo już wiekowego opowiadania „Mistrzowie” napisała, że jest to „prawdziwe, autentyczne, typowe opowiadanie fantastyczno-naukowe. (...) rodzaj utworu, w którym czy dla którego istnienie i osiągnięcia naukowe mają znaczenie zasadnicze”. Mniej więcej do połowy „Kameleon” jest właśnie taki – przedstawia świat, w którym dokonuje się rewolucja w praktycznie wszystkich dziedzinach nauki, zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Poza tym, że przebiega to nieporównanie szybciej, proces ów praktycznie naśladuje rozwój nauk na Ziemi.

Skąd wzięło się takie podobieństwo? Jak skończy się rewolucja na Ruthar Larcke? Jaki jest prawdziwy cel misji USS Ronald Reagan? Czym jest tytułowy Kameleon i jaką rolę odgrywa w tym wszystkim? Jak potoczyły się losy poprzedniej ekspedycji na Ruthar Larcke? Odpowiedzi na te pytania poznajemy powoli w dalszej części książki, aby dojść do wyjaśniającego finału.

Maciej Parowski na tegorocznym Polconie „zarzucił” Rafałowi Kosikowi, że tworzy on fantastykę starej daty, jakiej się już teraz nie pisze, jakiej nie powstydziliby się autorzy z lat 70. czy 80. Nie chodzi w niej o szybką akcję, o przerażające potwory i superbronie, ale o oryginalny pomysł na świat, umieszczenie w nim człowieka i obserwację jego poczynań. „Kameleon”, podobnie jak „Vertical”, to przykład takiej właśnie powieści. Przykład – dodajmy – zdecydowanie udany.

Pod względem fabularnym oraz językowym nie można tej książce nic zarzucić. Wciąga ona czytelnika powoli, acz nieubłaganie. Interesujące są zarówno losy bohaterów (na Ruthar Larcke i „Reaganie”), jak i cała zagadka Kameleona oraz zakończenie, które nie ma prawa rozczarować. Pod względem naukowym również wszystko wydaje się dopięte na ostatni guzik, choć trzeba być erudytą, by móc to ocenić. Korekta, choć dobra, zaliczyła jednak jedną poważną wpadkę, piętnowaną stosunkowo niedawno przez Feliksa Kresa w jego Galerii Osobliwości: „stróżka” zamiast „strużka” – ten błąd pojawia się dwukrotnie.

„Kameleon” powinien podobać się każdemu, kto lubi inteligentne, nieco ambitniejsze i niekonwencjonalne, a jednocześnie na swój sposób klasyczne science fiction. Polecam zwłaszcza osobom, które dobrze przyjęły „Vertical”.

Kameleon

Autor: Rafał Kosik
Wydawnictwo: Powergraph
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2008
Seria wydawnicza: Science Fiction z plusem
Liczba stron: 544
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-61187-05-9
Wydanie: I
Cena z okładki: 32,00 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus